Bolesław Chromry bierze na warsztat fabułę! Przedpremierowy fragment „Pozwólcie pieskom przyjść do mnie”

Rysunek przedstawiający psa w okularach

Jeden z naszych ulubionych rysowników już na początku października wydaje swój literacki debiut! Mowa tu o nikim innym jak Bolesławie Chromrym!

Prace Bolesława Chromrego podziwiamy od dawna. Po powieściach graficznych Pokrzywy i Renata oraz świetnie przyjętych notesach i poradnikach – Notes dla ludzi uczulonych na glutem i laktozę, czy Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski, autor bierze na warsztat fabułę!

Powieść zatytułowana Pozwólcie pieskom przyjść do mnie pojawi się nakładem Wydawnictwa W.A.B. już 2 października.

Bartek i Dorota czują się trochę bardziej „alternatywni” niż są w rzeczywistości. Może i kwestionują pojęcie małżeństwa, mają tatuaże, na półce stoi antologia poezji gejowskiej i „Czarodziejska Góra”, rolę dziecka pełni pies Gizmo, a w sobotnie przedpołudnia piją prosecco. Ale umówmy się – to (z drobnymi różnicami) sposób życia połowy warszawskiej hipsteriady. Dlatego nie do końca wiadomo z jakich przyczyn to właśnie Bartek i Dorota zostają wciągnięci w środek kryminalnej, psiej intrygi – czytamy w opisie powieści.

A my, już dzisiaj mamy dla Was przedpremierowy fragment powieści Bolesława Chromrego, który mamy nadzieję, że zachęci Was do lektury całości! Nie możemy się doczekać premiery!

Czytaj również: 24 pytania do kąśliwego artysty Bolesława Chromrego

Rozdział 1.

Dorocie i Bartkowi wydawało się, że wykraczają poza wszystkie normy i są jak najdalej od mieszczańskiej obyczajowości. Że kwestionują pojęcie małżeństwa, bo piesek ze schroniska zamiast dziecka, tatuaże, używki, różowe włosy, antologia poezji gejowskiej i Czarodziejska góra na stoliku z lat sześćdziesiątych. Bo psychoterapia, kolekcja dewocjonaliów, płyt The Smiths, nowoczesnego malarstwa i krótkie wypady do europejskich miast. Myśleli, że wyróżniają się zawsze i wszędzie. Uzależnieni od ludzkich spojrzeń młodzi ludzie z niepokojem przyjęli to, że na Judasza może mieszkać ktoś od nich ciekawszy. I pieski może nawet słodsze od ich pieska.

(…)

Ludzie w Polsce cieszą się z różnych rzeczy. Jednych cieszy dwieście złotych wygrane w totku, drugich wygranie kolejnego big milka, jeszcze innych stymuluje seks oralny w bramie, kolejnych nowa piosenka Sade. Dorotę i Bartka cieszył wyłącznie ich pies. I jego zachowanie, które powinno zostać udokumentowane przez operatorów programów typu Surowi rodzice albo Uwaga! TVN-u.

Dlaczego?

Gizmo włożył pysk do talerza gorącego spaghetti.

– Ale super! Patrz, jaki słodziak! Czekaj, zrobię zdjęcie. Myślisz, że na InstaStories czy Static? Gizmuś, możesz to zrobić jeszcze raz?

Gizmo na spacerze wytarzał się w szczurzym truchle.

– Niech się tarza. To czysty atawizm, widocznie jest mu to potrzebne. Może złą karmę mu dajemy? Jak myślisz? Mógłbyś o tym poczytać? Zainteresować się? No i co z tego, że śmierdzi? Słodki jest. Wykąpiesz go, a ja wtedy przygotuję kolację.

Gizmo ugryzł w kostkę przechodzącego nad nim pasażera w pendolino.

– Trzeba patrzeć pod nogi. Ja też bym się broniła, gdybym zobaczyła nad głową taką wielką syrę. Gizmuś, spokojnie, nic się nie stało.

I nawet Bartłomiej dołożył swoje trzy grosze. A właściwie to dwa.

– Pierdolone drobnomieszczaństwo.

I tak trwało to małżeństwo targetowane na takich jak oni albo na takich aspirujących, czyli jeszcze bez własnego mieszkania w gentryfikującej się dzielnicy, ale już z plecakiem Fjällräven Kånken oraz z prenumeratą „Wyborczej”, „Pisma” „Przekroju”, „Tygodnika Powszechnego”, „Non/fiction”, „Ust”, „Smaku”, „Zwykłego Życia” i „Vogue Polska”.

Zapraszali przyjaciół, sadzali ich przy białym drewnianym stole z Ikei, oczywiście narzekając na jego estetykę i planując wielkie o d i k e o w a n i e mieszkania, bo tylko dizajn sprzed lat. Tylko przedmioty z duszą. Tylko wzornictwo po przejściach. Tylko zamknięty obieg gospodarki. Tylko zero waste. Ale do tego mieszkania z magazynu „P jak pretensja” wprowadzili się rok temu, więc nieszczęsne i odtrącone meble z Ikei nie dostały jeszcze szansy na minimalne zużycie. Ledwo się narodziły, a już nikt ich nie chce. Biedne. Jeszcze z zapachem nowości, a już na śmietniku. Ledwo narodzone, a już abortowane. Tacy to są dzisiaj ludzie. Szkoda, że tych regałów Billy i stołu Bjursta nie włożyli do okna życia. Tylko na śmietnik. Ohydny, śmierdzący, zamieszkany od pokoleń przez skłócone ze sobą klany prusaków śmietnik historii. Trudno. Śpijcie słodko, szwedzkie aniołki.

Pokazywali ten nadmiar obrazów zgromadzony na ścianach.

– Chcemy, żeby tu było jak w domach intelektualistów z lat siedemdziesiątych albo jak na paryskich salonach
z początków dwudziestego wieku.

I opisywali, jak kuratorzy w czarnych golfach, jak znerwicowane kuratorki z krakowskiego MOCAK-u:

– To nadzieja malarstwa z Katowic, tu kolejna, tamta też, ta już nie, tu artysta malarz naiwny z jakiejś wiochy na Lubelszczyźnie, a ten to już sprzedaje obrazy po piętnaście tysięcy, a nam się udało kupić za dwa. Fart, nie?

Megafart. Szkoda tylko, że te wszystkie obrazy wyglądały jak prace osób umysłowo chorych. Albo – co gorsza – prace osób wykształconych plastycznie, które udają, że są umysłowo chore. Po prostu: dla koneserów. Na pewno nie dla nieobytego w najnowszym malarstwie typowego złodzieja, który wbija na kwadraty, żeby przytulić elektronikę, dokumenty, klucze, ewentualnie włożyć damską bieliznę i zrobić kupę na środku małżeńskiego łoża. Nie po to przecież, żeby zastanawiać się, czy to Bujnowski, Kręcicki, Kowynia, a może jakaś Antosia, lat sześć i pół.

I tę ich idyllę, to leniwe sobotnie popołudnie spędzane na przeglądaniu drogich magazynów bez treści, piciu kawy z mlekiem migdałowym i zastanawianiu się, czy na urodziny Doroty lecieć na Sardynię, czy może na Sycylię, przerwało szczekanie jakiegoś pojebanego psa na klatce. I nie był to Gizmo. Gizmuś leżał między nimi, malowniczo rozłożony na przepięknej pościeli z H&M Home (dobry kadr na Instagram), i jak tylko usłyszał to wycie, to podbiegł do drzwi, by je sforsować i pokonać tajemniczą bestię. Jego właściciele również. I nie wiadomo po co wszyscy wybiegli na klatkę obczaić szczekającego psa. Jak dzieci we mgle albo dzieci, które przez całe życie były przetrzymywane w schronie i nigdy nie widziały zwierzęcia. Również Gizmo (O psie, który nie znał psów).

To w sumie nieistotne, bo na klatce wywiązała się psio-ludzka awantura. Gizmo dopadł bestię, którą okazał się naprawdę mały york. Nasz milusiński się w tańcu nie pierdolił, toteż od razu ugryzł pieska w szyję. Bartkowi czasami zdarzało się wykazać czymś w rodzaju męskości, więc w porę wziął swojego psa na ręce i prawie sam został zagryziony, bo jak już mówiłem, dla Gizma granice nie istniały. Yorkowi w sumie nic się nie stało oprócz tego, że Gizmowi zostało
w pysku trochę futerka swojej ofiary. No i teraz wjeżdża czynnik ludzki, czyli problemy. Przypał. Wielki przypał, bo
właścicielką tego wyszczekanego yorka okazała się mama Rafała. Tego Rafała.

Pani mama Rafała miała oczywiście sporo do powiedzenia. Na przykład:

– Pojebało was do reszty? Po chuj spuszczacie psa? Jeszcze takiego. Wychowajcie go, kurwa, wreszcie, bo tak się żyć dalej nie da. Pies to jest pies. Ma się słuchać. A on? Kurwa, skąd żeście takiego chujowego psa wzięli? Przecież on chciał
zagryźć, do szyi skakał, zabić mi niuńkę chciał. Ja nie wiem, czy on mu czegoś nie zrobił, nie uszkodził. Może do szpitala
z nim trzeba. Nie wiem, kurwa. No patrzcie, jak ona wygląda, ludzie. Cała się trzęsie. Ja też zresztą. Gdzie jej serce, tam
moje. Zawołam Rafała. Ale naprawdę, albo zrobicie coś z tym psem, albo, albo, nie wiem.

Tyle pytań i zero odpowiedzi. Tylko:

– Przepraszamy.

I pierdolnięcie drzwiami. Podwójnie mocne, bo przeciąg. Podwójnie niepotrzebne, bo przypał. No i skończyło się #LazySaturday #Mood #Lovelife #Puppy #InstaGood #InstaLife #ModernArt #PolishBoy #PolishGirl #FineDining i #RestaurantWeekPolska. Zamiast wybierania filtru w Instagramie Dorota głośno zastanowiła się nad losem swojej rodziny:

– Mamy przejebane.

Bartek przełknął teatralnie ślinę i dodał:

– No.

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera