Zanim pojawił się Demogorgon. Fragment powieściowego prequela Stranger Things

Okładka powieści Stranger Things

4 lipca na Netflix pojawi się trzeci sezon serialu Stranger Things. Trudno wypełnić pustkę związaną z oczekiwaniem na nowe odcinki, jednak mamy dla Was rozwiązanie.

5 lutego w USA ukazała się pierwsza oficjalna powieść oparta na kultowym serialu Netflixa — Stranger Things. Książka Gwendy Bond w ciągu zaledwie kilku dni znalazła się na liście bestsellerów NYT. Polskie wydanie Stranger Things. Mroczne umysły ukaże się nakładem wydawnictwa Poradnia K już 24 kwietnia.

Już niedługo sami przekonacie się, co działo się, zanim pojawił się Demogorgon i nim jeszcze przybył Łupieżca Umysłów! A tymczasem: mamy dla Was niespodziankę! Przedpremierowy fragment powieści (tłumaczenie: Paulina Braiter)!

Rozdział pierwszy: Zwykłe badanie
Lipiec 1969, Bloomington, Indiana

Terry otworzyła siatkowe drzwi i skrzywiła się, czując wypływającą z mieszkania chmurę dymu. Jej kelnerski uniform – różowo-czerwony, z białym fartuszkiem – za moment, oprócz tłuszczu do smażenia i kawy z baru, nasiąknie też wonią trawki. Do listy zaplanowanych zajęć na jutro szybko dodała pranie. Przynajmniej sesja letnia oznaczała mniej prac domowych.

– Hej, maleńka. Wróciłaś wreszcie! – Andrew pomachał do niej, podając blanta siedzącej obok osobie. Nagrodziła uśmiechem entuzjastyczne powitanie. Kasztanowe kędzierzawe włosy Andrew ostatnio jeszcze urosły, ujmując szczękę w ciemne nawiasy. Podobało jej się to, wyglądał odrobinę groźnie.

– Przeoczyłam coś dobrego? – spytała, przeciskając się przez tłumek znajomych, którzy witali ją kolejno.

Jej siostra, Becky, siedziała w fotelu przyklejona do dziewiętnastocalowego czarno-białego telewizora; kumpel Andrew, Dave, dostał go od swego staruszka, który specjalnie na tę historyczną okazję kupił lepszy, kolorowy model.

Tego popołudnia Apollo 11 wylądował na Księżycu.

– Żartujesz sobie? – krzyknął Dave. W pokoju grała też muzyka, „Bad Moon Rising” Creedence Clearwater Revival. Dźwięki wypływały z adaptera i mieszały się z dobiegającą z telewizora entuzjastyczną gadaniną Waltera Cronkite’a. – Wszystko! Nasi już od paru godzin są na Księżycu!

Gdzieś ty była?

– W pracy. – Andrew posadził ją sobie na kolanach, przygładził jej jasne włosy i przycisnął swoje usta do jej policzka.
– Ciągle jest w pracy.
– Niektórym z nas rodzice nie przysyłają kasy na czynsz – odparła. Jak na przykład rodzice jego i Dave’a. To dlatego mogli sobie pozwolić na fajne mieszkanko zamiast pokoju
w akademiku.

Becky powitała ją spojrzeniem w oczy, po czym znów skupiła uwagę na ekranie.

Terry lekko cmoknęła Andrew w szyję. W odpowiedzi mruknął z aprobatą.

Jej współlokatorka Stacey zbliżyła się chwiejnie – wyraźnie przesadziła z piwem i jointami. Kręcone czarne włosy związała w rozpadający się napuszony kucyk. Pod pachami wyciągniętej na wierzch bluzki widniały ciemne plamy potu. Miała wolny dzień i wyraźnie postanowiła w pełni go wykorzystać.

– Nie możesz być taka trzeźwa. Musimy coś na to zaradzić. – Wycelowała palec w jej stronę.
– Mądrze gada. – Dave spróbował podać jej blanta.
Ale Stacey przechwyciła go i zaciągnęła się mocno.
– Daj jej piwo. Terry nie pali.
Zanim Dave zdążył zaprotestować, do rozmowy wtrącił się Andrew.
– Od trawki wpada w paranoję.

I rzeczywiście, pierwsze doświadczenie Terry z dragami idealnie wypełniało definicję nieprzyjemnego. Wszyscy inni twierdzili, że miała halucynacje, ona jednak wciąż wierzyła, że widziała ducha… czy coś w tym guście.

Nie znosiła jednak, gdy ktoś podejmował za nią decyzje.

– To wyjątkowa okazja. Księżyc i w ogóle. – Wyciągnęła skręta spomiędzy palców Stacey, zaciągnęła się i zdołała nie zakasłać, po czym oddała go.
– Sama wezmę sobie piwo – dodała, wstając, i ruszyła do kuchni.

Pośrodku podłogi stało pudło na zabawki ze zdrowo nadszarpniętym zapasem piwa i lodu. Wybrała sobie puszkę Schiltza i wracając do salonu, zaczęła nią pocierać o policzek. Upał połączony z gorącem promieniującym z tak wielu ciał w mieszkaniu wykraczał poza możliwości jednego okiennego klimatyzatora.

Kiedy wróciła, Stacey była w połowie jakiejś historii. Terry z powrotem usiadła Andrew na kolanach i zaczęła słuchać.

Współlokatorka wymachiwała rękami.

– I ten szczur laboratoryjny zapłacił mi piętnaście dolców.
– Piętnaście dolców? – To zainteresowało Terry. – Za co?
– Za eksperyment psychologiczny, do którego się zgłosiłam. – Stacey usadowiła się pośrodku podłogi naprzeciw Terry. – Wiem, wygląda to fajnie, ale potem… – Zawiesiła głos i zadrżała.
– Potem co? – Terry pochyliła się naprzód. W końcu otworzyła puszkę i pociągnęła łyk. Andrew objął ją mocno w pasie, żeby nie spadła.
– Tu właśnie robi się dziwnie. – Stacey próbowała przygładzić kucyk i przypadkiem go rozwiązała. W migotliwym blasku czarno-białego ekranu jej twarz, otoczona dziką burzą kręconych włosów, przybrała nagle udręczony wyraz.
– Zaprowadził mnie do ciemnego pomieszczenia. Stał tam wózek, na którym kazał mi się położyć.
– Oho! Chyba wiem, za co wybulił piętnaście dolców – wtrącił Dave.

Zarówno Stacey, jak i Terry posłały mu nieprzychylne spojrzenia, Andrew natomiast wybuchnął śmiechem. Jak to faceci. Uważają, że są tacy zabawni.

– Mów dalej. – Terry wywróciła oczami. – I co się stało?
– Zrobił mi pełne badanie, tętno, osłuchał serce. Miał notatnik, w którym wszystko zapisywał. A potem… – Stacey pokręciła głową. – To będzie brzmiało wariacko, ale zrobił mi zastrzyk i wcisnął jakąś tabletkę pod język, żeby się rozpuściła. Po jakimś czasie zaczął mi zadawać dziwaczne pytania.

– Jakie pytania? – Terry słuchała zafascynowana. Czemu, do diabła, ktoś miałby płacić Stacey piętnaście dolców za coś takiego? I to w laboratorium?
– Nie pamiętam. Wiem tylko, że odpowiadałam, a i to jak przez mgłę. Cokolwiek mi dali, to było jakbym łyknęła najgorszego kwasu w historii. Serio. Potem… nie czułam się dobrze.
– To było w piątek? – dopytywała Terry. – Dlaczego wcześniej nic nie wspomniałaś?
Stacey odwróciła głowę, żeby spojrzeć na Waltera Cronkite’a.
– Chyba potrzebowałam paru dni, żeby w ogóle to ogarnąć. – Wzruszyła ramionami. – Nie wrócę tam.
– Chwila! – Andrew nachylił się, wystawiając głowę nad ramieniem Terry. – Chcieli, żebyś tam wróciła?
– Piętnaście dolców za sesję. Ale wierz mi, nie warto.
– Mówili, po co to robią? – spytała Terry.
– Nie. I teraz nigdy się już nie dowiem.
Andrew patrzył na nią z niedowierzaniem.
– Ja to zrobię. Za taką kasę mogę łyknąć zły kwas. To nasz czynsz za miesiąc. Łatwizna!
Stacey się skrzywiła.
– Rodzice opłacają ci czynsz, a oni szukają tylko kobiet.
– A nie mówiłem? Za to właśnie płacą – wtrącił Dave.
Stacey rzuciła w niego poduszką. Uchylił się.
– Ja to zrobię – oznajmiła Terry.
– Aha – mruknął Andrew. – To ona, Dziewczyna, Która Zmieni Świat, zgłasza się na służbę.
– Po prostu jestem ciekawa. – Skrzywiła się do niego. – I wcale nie o to chodzi.

Wiedziała, że nigdy nie uwolni się od tego podpisu w albumie absolwentów. I od tego, że zawsze miała milion pytań na każdy temat. Ojciec nauczył ją stale zachowywać czujność – nie chciała przeoczyć szansy dokonania czegoś ważnego. I tak dostatecznie frustrowało ją, że mieszka tak daleko od San Francisco czy Berkeley, gdzie dochodziło do gwałtownych przemian kulturowych i gdzie protesty przeciw rządowej polityce wojennej stanowiły chleb powszedni, a nie coś, co połowa ludzi zaszczycała dziwnymi spojrzeniami, choć w duchu się z tym zgadzali.

I co z tego, że żadne z jej pytań nie doprowadziło do niczego ciekawego? Może tym razem będzie inaczej? I dostanie dodatkowe piętnaście dolarów. Za taką kasę Becky nie będzie protestować.

– Hę? – Stacey zamrugała.
Terry podjęła decyzję.
– Pójdę za ciebie i odwalę ten eksperyment… jeśli naprawdę nie zamierzasz wracać.
– Naprawdę nie zamierzam. – Stacey wzruszyła ramionami. – Ale jeśli od trawki wpadasz w paranoję…
– Nieważne. Przyda nam się forsa. Dlatego to robię.

I co z tego, że kłamała? Becky z aprobatą pokiwała głową.

Dokładnie tak jak Terry przewidziała.

A potem Dave ryknął ogłuszająco.

– Cicho wszyscy! Wyłączcie muzykę! Coś się dzieje!
– Na pewno chcesz się spotkać z tym szczurem laboratoryjnym? – wyszeptał jej do ucha Andrew, kiedy muzyka ucichła. – Wiem, że zawsze pragniesz poznać odpowiedzi na wszystkie pytania, ale…
– Po prostu mi zazdrościsz, bo nie możesz pójść. – Uniosła do ust puszkę i pociągnęła kolejny łyk cienkiego piwa smakującego kurzem i benzyną.
– Święte słowa, maleńka. Święte słowa.
Zgłośnili telewizor i patrzyli, jak Neil Armstrong wyłania się z lądownika i powoli schodzi po drabince.
Dave na sekundę obejrzał się przez ramię.
– Potrafią posłać człowieka na Księżyc, ale wciąż nie wymyślili, jak wyjść z Wietnamu.
– Pełna zgoda – rzucił Andrew.
Zawtórowały mu potakujące pomruki. Dave uciszył ich szybko, mimo że to on pierwszy się odezwał.
Obraz na ekranie na chwilę zamarł, a potem Armstrong powiedział:
– W porządku, zamierzam wyjść z lądownika.

Wszyscy wstrzymali oddech. W pokoju zrobiło się cicho jak ponoć w kosmosie. Nie słyszeli żadnych dźwięków.

Czuli tylko nerwową nadzieję.

I wtedy to zrobił. Astronauta w skafandrze zaprojektowanym, by chronić go przed atmosferą innego świata i obcymi zarazkami, postawił stopę na jałowej i pięknej powierzchni Księżyca. Armstrong znów się odezwał.

– To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.

Dave zaczął podskakiwać, cały pokój eksplodował wiwatami. Andrew obrócił gwałtownie Terry, wszyscy świętowali, zachwyceni i oszołomieni. Walter Cronkite brzmiał jak bliski łez, Terry też zapiekły oczy.

Po chwili uspokoili się. Patrzyli, jak astronauci stawiają amerykańską flagę, a potem ślizgają się tam i z powrotem po wiszącym gdzieś w górze niebiańskim globie, przeniesieni tam przez zdumiewającą maszynę zbudowaną przez ludzi. Lecieli po niebie i przeżyli, a teraz chodzili po Księżycu!

Dla takich chwil warto żyć. Czuli, że teraz wszystko jest możliwe.

Terry otworzyła kolejne piwo. Wyobrażała sobie spotkanie ze szczurem laboratoryjnym Stacey.

Komentarze
Zanim pojawił się Demogorgon. Fragment powieściowego prequela Stranger Things
Oceń artykuł