Zagi: Czułam się jak postać z bardzo zawiłego serialu

Kobieta z włosami do ramion z oświetloną twarzą

Od premiery jej debiutanckiego krążka minęło już kilka miesięcy, a akurat dzisiaj pojawił się teledysk do trzeciego singla. Z ZAGI, rozmawiamy o emocjach towarzyszących premierze, przeszłości, a także terapeutycznej roli muzyki.

Cześć, minęło już kilka tygodni od premiery Kilku lat, paru miesięcy i 24 dni, jak się czujesz?

Cieszę się, że album w końcu wszedł i jestem bardzo ciekawa co dalej. 27 kwietnia zagrałam premierowy koncert w warszawskim klubie DZiK, gdzie po raz pierwszy zagrałam wszystkie numery z płyty. Publiczność śpiewała ze mną teksty. To był bardzo wzruszający dla mnie wieczór.

Super oferta NIKE

JD Sports wchodzi do Polski i kusi ofertami na produkty NIKE. Link w artykule.

Słyszałam już wiele domysłów na temat samej okładki albumu. Jedni twierdzą, że to znudzone ziewanie, inni, że to krzyk. A co Ty sama powiesz na temat tego projektu? Czy wolisz, aby pozostało to owiane domysłami i skłaniało ludzi do spekulacji?

Tak naprawdę okładkowe zdjęcie powstało zupełnie przypadkiem. Oprawa graficzna tego albumu była tematem mojej pracy dyplomowej. Jednak na obronie okładka wyglądała inaczej niż dziś – z zewnątrz była rysowana, a w książeczce można było znaleźć piękne fotografie autorstwa Radka Polaka. Mimo że i album i okładka były już dawno gotowe, to na premierę musiałam jeszcze długo poczekać i w międzyczasie dyplomowy projekt zwyczajnie mi się znudził. Umówiłam się więc z RUMAG na nową sesję zdjęciową. Po kilku godzinach spędzonych w studio fotograficznym po prostu zaczęłam ziewać, a Magda to sfotografowała. Kiedy przeglądałam zdjęcia z sesji, to akurat to wydało mi się wyjątkowe i zastanawiające.  Teraz się trochę śmieję, że ten ziew czy krzyk (spekulujcie!), to taki manifest mojego zniecierpliwienia <śmiech>.

Mówiłaś, że inspiracją do nowego albumu były „uwierające” historie, które przeżyłaś w ostatnich latach. Czy zatem ten krążek jest dla Ciebie pewnego rodzaju terapią?

Faktycznie, tworzenie tych piosenek pomogło mi poradzić sobie z pewnymi sprawami, trochę poukładać sobie niektóre historie w głowie. Tak już mam, że zabieram się za pisanie piosenek, gdy naprawdę czuję taką potrzebę i mam coś do powiedzenia. Nie traktuję tekstów jako pretekstu do wyśpiewania melodii, ale też nie uważam się za jakąś niesamowitą tekściarkę. Jestem po prostu bardzo szczera w tym, co piszę.

Pisanie o własnych przeżyciach nie wydaje się prostym wyzwaniem – w końcu tworzysz ze świadomością, że ludzie będą tego słuchali, oceniali. Nie wszyscy artyści by się na to odważyli. Co było najtrudniejsze w procesie tworzenia materiału?

Pisząc piosenkę w ogóle nie zastanawiam się nad tym, czy się komuś spodoba, czy nie. Po co narzucać sobie taką presję otoczenia? Wierzę, że jeśli coś jest prawdziwe – to widać to gołym okiem i prędzej czy później ktoś to doceni. Napisałam te piosenki, bo miałam potrzebę wygadania się. A łatwiej mi o pewnych sprawach śpiewać niż mówić. Zdaję sobie też sprawę z tego, że mało kto jest w stanie rozszyfrować, co miałam na myśli pisząc dany tekst, jeżeli historii nie przeżył razem ze mną <śmiech>. Najtrudniejsze w procesie tworzenia materiału? Raczej nie doświadczyłam takiej trudności, bo kiedy jest wena, to się z nią nie dyskutuje. Za to aranżowanie numerów było dla mnie nauką muzycznych kompromisów oraz współpracy z zupełnie obcymi (wtedy) dla mnie ludźmi. Była to też niesamowita przygoda i cieszę się, że miałam szanse współpracować z tak wybitnymi muzykami. W końcu perkusję zagrał Marcin Ułanowski, a gitary Tomek “Serek” Krawczyk i Krzysiek Łochowicz. Fajna lekcja, z której zdążyłam wyciągnąć wnioski.

Gdybyś miała przedstawić samą siebie, to co byś powiedziała na temat ZAGI z Kilku lat, paru miesięcy i 24 dni?

Czułam się trochę jak postać z bardzo zawiłego serialu, która musi wszystkie historie doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Toczyłam walkę, między tym czego chcę ja, a tym, czego oczekują ode mnie inni. Nie bałam się żyć, poznałam cudownych ludzi i byłam bardzo odważna.

W 2009 roku zdobyłaś I miejsce w Konkursie Piosenki Poetyckiej w Gnieźnie. Jak wspominasz ten moment, czy sądziłaś wtedy, że muzyka, to będzie to, czym będziesz się zajmowała zawodowo, czy traktowałaś to jako przygodę?

Już w podstawówce postanowiłam, że będę robić muzykę i ani razu w to nie zwątpiłam. 2009 rok był dla mnie surowy. Przeprowadziłam się do nowego miasta, zostawiając przyjaciół i zespół na drugim końcu Polski, a w nowej szkole bardzo ciężko było mi się odnaleźć. Udział w tym konkursie i to, że ktoś mnie docenił, postawiło mnie na nogi, a na scenie poczułam się jak ktoś naprawdę wartościowy. Gdybym była wtedy w klasie maturalnej to zgarnęłabym indeks na wydział Jazzu – organizatorzy zapraszali mnie do wzięcia udziału w następnej edycji, żeby mi go wręczyć, ale powtarzałam klasę i nic z tego nie wyszło. W sumie nawet się z tego teraz cieszę. Bardzo cenię sobie własny styl.

Twój zespół składa się z samych mężczyzn – to przypadek, czy zamierzony efekt?

To chyba kwestia czasu i miejsca, że na siebie trafiliśmy. Nie dyskryminuję kobiet, ale może coś w tym jest, że dużo pewniej czuję się w towarzystwie mężczyzn i jakoś łatwiej jest mi się z nimi dogadać <śmiech>.

Jakiś czas temu światło dzienne ujrzał klip do utworu Piesek. Na swoim profilu na Facebooku pisałaś, że w trakcie kręcenia połamaliście kilka krzeseł. Uchylisz jeszcze trochę rąbka tajemnicy jak wyglądał plan od kuchni?

Faktycznie, w scenie rzucania krzesłem, tak naprawdę 3 sztuki z PRL’owskiego kompletu zmierzyły się z grawitacją i poległy w walce <śmiech>. Piesek bardzo długo czekał na ekranizację. Pomysły na scenariusz były świetne, niestety budżet nie pozwalał na ich realizację (pozdrawiam Krzyśka Grudzińskiego). Razem z moim przyjacielem Piotrkiem Kowalikem (Film Peaks, Juvenate) postanowiliśmy zrobić teledysk budżetowo. Do projektu zaprosiliśmy Piotra Pazdykę, który zadbał oświetlenie, Ania Wiszowata zajęła się makijażem. Piotrek był operatorem, reżyserem i wszystko później zmontował i zajął się postprodukcją. Ja zajęłam się scenografią. Razem z Michałem Wrzosińskim, który odegrał rolę pieska, zrobiliśmy maskę, mój tato udostępnił nam swój obiekt golfowy – Kuźnię Golfa na Polu Mokotowskim, gdzie wszystko kręciliśmy. Zdjęcia zaczęliśmy po zmroku, a pogoda nas nie rozpieszczała. -8 stopni, a o 3 w nocy zaczął padać śnieg – musieliśmy więc improwizować, bo całość klipu miała dziać się na środku pola. Schowaliśmy się pod wiatę i ostatecznie przypadek znowu wyszedł nam na dobre, bo mieliśmy darmowe efekty specjalne w postaci spadających płatków śniegu, w scenie gdzie gram na Jaguarze. Rozgrzewaliśmy się herbatą, grzanym winem i kąskami z grilla. Ostatnie sceny biegu dogrywaliśmy 2 tygodnie później, kiedy na dworze było kilka stopni na plusie. Jestem bardzo zadowolona z efektu i mam wielki sentyment do tego klipu, bo mimo wszystkich przeciwności odwaliliśmy naprawdę kawał dobrej roboty.

Jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące?

Jestem obecnie w trakcie akustycznej trasy koncertowej i bardzo cieszę się na wszystkie nadchodzące występy. Planuję wypuścić teledysk, który tak jak Piesek powstał we współpracy z Film Peaks, szykuję też nowe single spoza płyty. Będzie się działo! <śmiech>.

Jaką radę byś miała dla ludzi, którzy chcieliby wydeptać jakieś swoje miejsce w tym (dość sporym) muzycznym świecie?

Niech robią swoje i niech nie przestają dążyć do celu. Bardzo ważna jest szczerość – bo to ona sprawia, że kręci się łezka w oku.

Rozmawiała: Klarysa Marczak

To jednak nie koniec! Mamy dla Was jeszcze jedną niespodziankę, dzisiaj rano miała miejsce premiera nowego klipu Zagi, do utworu Nie tu. Z piosenką, w formie wideosesji, mogliśmy się już zapoznać w marcu tego roku. Dziś utwór doczekał się hipnotyzującego teledysku, który powstał we współpracy z Film Peaks.

Odkąd pamiętam, szukałam swojego miejsca. “Nie tu” powstało niedługo po mojej przeprowadzce do Warszawy, kiedy intensywnie oswajałam i przysposabiałam sobie ją do życia. Raz byłyśmy sobie bardzo bliskie, a raz wsiadałam w nocny i gubiłam się w jej korytarzach. Musiałyśmy się trochę nauczyć siebie, odnaleźć siebie – mówi Zagi.

5/5 - (1 vote)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News