Za dziesięć lat będziemy dla siebie jeszcze bardziej niemili. Czy kultura osobista staje się towarem deficytowym?

Dłoń pokazująca środkowy palec

Reprezentuje pan sobą nic, czyli zero. Jedno przypadkowo zasłyszane zdanie uruchamia lawinę. Jak w klasycznym dreszczowcu — tylko zamiast agresywnych ptaków, dziobami kłapią strażnicy dobrych obyczajów.

Irena Krzywicka podzieliła się kiedyś ze światem opinią, że w życiu poradzić można sobie ze wszystkim, chyba że staje przed nami chamstwo. Z nim walczyć się nie da, a przynajmniej ona nie zna żadnej skutecznej broni. Teza przedwojennej skandalistki być może nie chwyta dziś mocno za serce, ale potrafi spowodować ucisk w żołądku. Na przykład, kiedy idziecie ulicą i słyszycie za plecami donośne: „E, mała, fajne cycki!” albo jesteście gospodarzem imprezy, na którą wbija stado niezaproszonych gości i natychmiast czuje się w mieszkaniu jak u siebie, demolując co się da. Zetknięcie się z takimi sytuacjami ciągle jeszcze funduje szok kulturowy.

SZELEST SUKNI I SZAL Z LISA

Jakie czasy, taka kultura. Poradniki dobrych manier z lat 20. i 30. pełne są szczegółowych opisów tego, jak się zachować, żeby nie narobić wiochy. Nie wolno studzić zupy dmuchając na łyżkę, kłócić się z mężem na ulicy, zwierzać się nieznajomym, zbyt długo wlepiać wzroku w witryny sklepowe albo głośno chichotać. To tylko nieliczne z poważnych przewinień, na które na pewno nie pozwalała sobie Pola Negri. Idę o zakład, że większość osób w dzisiejszych czasach ma jakieś na sumieniu. Pogratulujcie sobie, w międzywojniu bylibyście skończeni.

PAN TU NIE STAŁ

PRL to zupełnie inna para kaloszy. Słowem-kluczem jest kontrola, czyli jesteśmy grzeczni, bo przyjdzie ZOMO i nas zje. W wersji bardziej prawdopodobnej: spałuje, spisze, zabierze na dołek. Przed zalewem chamstwa bronią ludu pracującego panowie milicjanci. Przeciętny obywatel Polski Ludowej doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co może, a czego nie. Czasy naszych rodziców są trochę jak wyrób czekoladopodobny – tandetna masa, udająca produkt ekskluzywny.

JAZDA BEZ TRZYMANKI

Obecnie nasze położenie na osi czasu znajduje się idealnie pośrodku niczego. Konwenanse zniknęły. Wypada powiedzieć i zrobić wszystko. Żyjemy w internecie, w którym zasady są płynne i każdy może czuć się zaproszony do ich tworzenia. Co robią trzynastolatki, którym nie poszła kartkówka z przyry? Odpalają laptopa i piszą pod dowolnym artykułem, że ich nauczycielka ma dałna. Jesteś zdolna i udało ci się zagrać w dobrym filmie? Życzliwa sieć zauważy, że masz łeb jak koń, krótką szyję i na pewno puściłaś się z producentem. Jesteś wysoką, ładną blondynką? Na pewno masz krzywe nogi.

Facet, który wie o ciuchach więcej niż to, że mają być czyste z pewnością jest pedałem. Od zarania dziejów wszyscy wiedzą, że nie ma ludzi bez wad. A jak ktoś ma problem z ich znalezieniem, bezinteresowny Polak chętnie go poratuje.

POKAŻ JĘZYK

Do tej pory pamiętam szok, jakiego doznałam kiedyś na zajęciach z Kultury Języka Polskiego. Dowiedziałam się wtedy, że forma „chłopacy” przestała być oczywistym błędem. Dość wyśmiewania tych, którzy mówili tak, zanim to było modne. Masa (i to bynajmniej nie krytyczna) wpłynęła na kształt języka. W czasach, gdy słowo „kurwa” pretenduje do roli pełnoprawnego przecinka, a zwrotem „ja pierdolę” wyraża się zdumienie, podziw i gniew jednocześnie można zrobić wszystko. Oto społeczeństwo karmione rozrywką najniższych lotów prezentuje swoją moc sprawczą. Drżyjcie niedowiarki! Zasada mówiąca o tym, że gorszy pieniądz wypiera lepszy nie dotyczy przecież tylko ekonomii. Oczy ze zdziwienia wypada zacząć przecierać już. Rozsiądźmy się wygodnie i czekajmy – już za chwilę tłumaczenie różnicy między „poszedłem” (daleko) a „poszłem” (blisko) przestanie być nieśmiesznym żartem.

AUTOBUSY I TRAMWAJE

Statystycznie w komunikacji miejskiej spędzamy dziennie około 40 minut. Ograniczona powierzchnia autobusu czy tramwaju to ziemia jałowa na mapie kultury osobistej. Właśnie tu stykamy się z ludźmi-żółwiami, niezdejmującymi plecaków nawet w największym ścisku, bywalcami fast foodów z McZestawami na wynos i ekstrawertykami relacjonującymi życiowe dramaty przez telefon. Raz na jakiś kurs trafi się Don Kichot, który zacznie natrząsać się z kogoś, kto nie ustąpił miejsca ciężarnej. Nieważne, że właśnie wysiada. I tak usłyszycie, że jesteście chamami i pewnie pierwszy raz podróżujecie czymś, co jeździ po szynach, bo na co dzień poruszacie się furmanką (historia prawdziwa!). Jak źle musi być, skoro na arenę walki z prostactwem wszedł ZTM? Na razie straszakiem mają być pastelowe plakaty, promujące kulturę podróżowania.

SCHODAMI W GÓRĘ

Nie od dziś wiadomo, że o wartości czegokolwiek świadczy to, czy ktoś chce za to zapłacić. A sprzedawać trzeba się drogo albo wcale. Idąc tym tropem, odpowiedź na pytanie, dokąd zmierza chamstwo, brzmi: na sam szczyt. Podróż z marginesu do centrum niebezpiecznie nabiera tempa. „Taka sama wariatka jak ja, pije, drze mordę” – komplementuje koleżankę uczestniczka programu typu reality show. Opłacamy ten cyrk i głośno klaszczemy, bo nadal czujemy się lepsi. To nie nasze prostactwo, zobaczcie, jacy są żałośni! Jednak czy rachunek za tę zabawę jest na naszą kieszeń?

FUTURYSTYCZNY (NIE)PORZĄDEK

Być może czekają nas czasy, gdy kultura osobista stanie się towarem deficytowym, na który stać będzie nielicznych. Z kolei snoba poznamy nie po tym, że co tydzień biegnie do Zachęty, tylko po tym, że nie spluwa na chodnik. Mój kolega z tak zwanej gimbazy zapytał mnie ostatnio bardzo poważnie, co ja właściwie robię z tym nadmiarem śliny w ustach. Dziś prychnęłam, jutro przyznam mu rację? Do tej pory rozpychanie się łokciami było niewyszukaną metaforą, mało kto się łudzi, że pozostanie tylko tym. Już we wczesnych latach dwutysięcznych wieszcz śpiewał o braku granic. Oto dzieje się!

KTO MA WŁADZĘ

Przeżyliśmy dyktaturę proletariatu, teraz czeka nas kolejna – nieokrzesania. Obserwowanie, jak łatwo się jej poddajemy byłoby nawet zabawne, gdyby nie było tak straszne. Połączyliśmy geny z czasów kolejek po mięso i świat internetowego hejterstwa. I czekamy. No właśnie na co? Aż wyrośnie nam bardzo ciężkostrawny placek? Dyktatury narzucone odgórnie prędzej czy później padają. Jednak tę stworzymy wspólnie, siłą naszych obojętnych rąk. Bojąc się reagować, sukcesywnie zmienimy się w trzy małpy, które zasłaniając oczy, czynią problem niewidzialnym. Wejdziemy na ścieżkę odwróconej ewolucji.

BAROMETR NIEKORZYSTNY

Za dziesięć lat będziemy dla siebie jeszcze bardziej niemili. To truizm. Wszelkie zasady wyrastają przecież z empatii. Dając przyzwolenie na zdeformowany egoizm, obudzimy się w rzeczywistości pozbawionej nawet szczątków altruizmu. Wszystko trzeba będzie sobie wyszarpać, a stemplem rozpoczętej zmiany stanie się spryt. Kto szybciej, lepiej, więcej. Przed nami wyścig szczurów, w którym liczy się już tylko efekt. Bez pęt w rodzaju „wspólnego dobra”. Czy nie o tym marzyli twórcy rewolucji neoliberalnej? Nie trzeba będzie się starać o wykrojenie jak najlepszego kawałka z tortu. Jeśli ktoś zdoła zabrać cały dla siebie jego zysk. Chamstwo włożyło siedmiomilowe buty i pokona czasoprzestrzeń szybciej niż nam się wydaje.

Tekst: Dominika Charytoniuk

Komentarze
Za dziesięć lat będziemy dla siebie jeszcze bardziej niemili. Czy kultura osobista staje się towarem deficytowym?
Oceń artykuł