„Wszyscy czekali, by dawny budynek Prudentiala zaczął na nowo żyć”. Rozmawiamy z architektami Hotelu Warszawa

Wysoki budynek na tle błękitnego nieba

Nie ma osoby, która nie kojarzyłaby tego budynku. Legendarny warszawski drapacz chmur, który w trakcie II wojny światowej był czynnym świadkiem walk o Warszawę i jako jedyny wysokościowiec przetrwał wojnę. Miejsce dla warszawiaków absolutnie wyjątkowe. Kiedyś Prudential, dzisiaj Hotel Warszawa.

Odremontowany i odrestaurowany Hotel Warszawa, należący do Grupy Likus Hotele i Restauracje, w listopadzie 2018 roku otworzył drzwi dla pierwszych gości. Mieszczący się w legendarnym budynku warszawskiego Prudentiala obiekt posiada 142 indywidualnie zaprojektowane pokoje i apartamenty, w tym znajdujący się na ostatnim piętrze penthouse, który posiada wejście na dach hotelu, gdzie znajduje się wyjątkowy taras z widokiem na panoramę Warszawy. Do tego dwie restauracje i bar.

Jak wyglądał remont i renowacja budynku, który został oddany do użytku w 1934 roku? Jakie wiążą się z nim historie? O tym i nie tylko rozmawiamy z parą młodych architektów odpowiedzialnych za nowy wygląd dawnego budynku Prudentiala — Grażyną i Michałem Grzybek.

Betonowy filar i ściana w prążki

Jakie to uczucie mieć udział w stworzeniu czegoś, co jest symbolem Warszawy?

Po pierwsze, my spędziliśmy tutaj bardzo dużo czasu. Zaczęliśmy w 2010, potem była przerwa ze względu na budowę linii metra, w 2015 wróciliśmy i ciągiem ponad 3,5 roku to był nasz nie drugi, a wręcz pierwszy dom. Zostawiliśmy tu trochę życia, trochę wysiłku, mnóstwo energii. Jak to się tworzy, człowiek jest w tym codziennym kieracie, to towarzyszy temu permanentne zmęczenie i codzienna walka. Tak naprawdę dopiero, jak projekt zostaje zamknięty, dopięty, człowiek może zrobić dwa kroki w tył, to wtedy docenia się to, co zostało zrobione i zapomina się o tych słabszych momentach.

Wy, jako architekci, cały czas musicie być obecni przy procesie budowy, renowacji?

Projekt to jedno — one sobie powstawały przez jakiś czas, potem zaczynała się budowa, powstawały projekty wykonawcze, a budowa to żywioł, gdzie trzeba być cały czas i podejmować decyzje. Hotel Warszawa to zabytek, tu wiele rzeczy okazywało się w trakcie, trzeba było natychmiast reagować na zmiany. Wyobraźcie sobie, że cała dolna część restauracyjna była zagruzowana.

Długi korytarz z drewnianą podłogą i minimalnym światłem

No tak, te filary zostały znalezione dopiero później.

Dokładnie, to było zasypane, na planie czarna plama. Gdy to odkopaliśmy, okazało się, że zyskujemy olbrzymią przestrzeń, którą chcemy wykorzystać. Fundamenty na różnych poziomach, więc trzeba było je wzmocnić. Także projekty zmieniały się na bieżąco z budową. Gdy budynek jest stawiany od zera, nie ma takich niespodzianek lub jest ich mniej, a w budynku zabytkowym może się okazać wiele rzeczy.

Budynek został zbudowany w latach 30. i pewne materiały, projekty w materiałach archiwalnych były, ale przyszła wojna, wielkie zniszczenia, odbudowa w latach 50. i potem budynek do lat 90. sobie funkcjonował. To, co mieliśmy to były inwentaryzacje architektoniczne — one zarysowują przestrzeń, ale nie wchodzą jak rentgen, nie pokazują, co jest tam, gdzieś pod. Dopiero budowa, rozbiórki, odkrywki takie rzeczy pokazują.

Intencją projektu było to, by wrócić do tego, co było przed wojną.

Ta szklana kopuła na dachu tej części też?

To jest właśnie szóste piętro, kiedyś było po prostu piętrem, a dzisiaj ma formę przeszkloną, żeby wpuszczać więcej światła, dawać widoki, bo tam jest restauracja. Natomiast te kształty z łukami, to jest odtworzenie pewnych kształtów przedwojennych. Te łuki pojawiały się w gabinetach prezesów, w przestrzeniach zamkniętych dla Towarzystwa Ubezpieczeń.

No tak, bo to budynek dawnego Prudentiala, ale inne rzeczy też miały tu miejsce?

Prudential plus biura, ale to wszystko było w ramach Towarzystwa Ubezpieczeń. Oni mieli tutaj to swoje centrum managementu i biurowe, a do tego apartamenty.

A czy to oni, bo Prudential to brytyjska firma, czy to oni przenieśli tutaj ten pomysł na zbudowanie tej konstrukcji, nowoczesnej bardzo jak na tamte czasy?

Trudno powiedzieć, jak to powstawało, jedno jest pewne, że profesor Stefan Bryła, autor tej konstrukcji, był niesamowitym innowatorem, to była pierwsza w Polsce taka konstrukcja, inspirowana wieżowcami w Stanach Zjednoczonych, zresztą wówczas to był najwyższy budynek w Polsce. Głównym architektem był Marcin Weinfeld, też Polak.

A powiedzcie może, zaczynając od pierwszego dnia, jak tu weszliście: jakie były Wasze cele, założenia i jak one się zweryfikowały po drodze, bo jak już wspomnieliście, było kilka niespodzianek po drodze.

Niespodzianki, na które się natknęliśmy zostały twórczo przetworzone i wyszły budynkowi na dobre. Inwestor jest niesamowicie zakręcony na punkcie designu, jest człowiekiem niebywale pracowitym, który chyba nigdy nie śpi, więc tutaj kiedykolwiek pojawił się jakiś dobry pomysł, to nie było nigdy niczego w stylu: Nieee, to będzie kosztować dodatkowe 15 tysięcy.

Kto jest osobą, która decyduje tutaj o tym wszystkim?

Prezes Holding Liwa, Leszek Likus. On jest takim guru, do którego przychodzi się po wszelkie takie decyzje. Nie jest z wykształcenia architektem, ale przez lata praktyki i taka wrażliwość, wypracował swój styl i doskonale wie, czego chce. To jest wielka rola, bez niego na pewno by to tak nie wyglądało. Gdyby było tak, jak przy zwykłych inwestycjach, gdzie wszystko ma być zgodne z tabelami w Excelu, szybko i bez problemu, no to wiele rzeczy by nie wyglądało w ten sposób.

Wracając do poprzedniego pytania: także te niespodzianki miały wpływ na budżet, na terminarz, ale teraz wiemy, że ten wysiłek był tego wart patrząc na efekt. W sumie budowa musiała trwać około 4 miesiące dłużej, niż zakładano pierwotnie.

Szklany stolik z miedzianymi elementami na drewnianej podłodze

Z punktu widzenia inwestora to naprawdę dużo…

Tak, to bardzo dużo, ale on praktycznie po chwili, widząc oczyma wyobraźni, co zyskuje, stwierdził, że: tak, robimy to. Gdyby nie zgodził się, sala restauracyjna byłaby o połowę mniejsza, tylko na poziomie -1, a niżej byłyby wyłącznie magazyny. Architekci tutaj mocno walczyli, aby wyeksponować tę konstrukcję, która jest wartością tego budynku. Ktoś powie: strasznie to surowe takie, jeszcze te zniszczenia, co to za estetyka. A my powiemy, że to jest oryginał, to jest świadek wojny, przedwojennej historii. Darek Maryszewski, artysta, malarz przez wiele miesięcy robił najpierw wzmacnianie tej konstrukcji, żeby było bezpiecznie, a potem wykonywał pieczołowicie wszystkie prace malarskie, estetyzujące wnętrze.

Podobno wiele wypełnień było robionych szpatułką i betonem?

Tak jest, właśnie ta cała technologia miała na celu taką naprawę, by z powrotem uzyskać tę samą nośność, te same właściwości konstrukcji i stąd ta technologia mostowa. Tak, by jak najmniej tej tkanki skuć i pokazać te różne warstwy na przestrzeni epok. Dzięki temu wnętrze daje nam poczucie, że tworzymy tę historię dalej, że jest to pewna ciągła. Zawalczyliśmy też o to, by wszystkie instalacje były schowane, czyli oświetlenie minimalne, schowane w stropie, instalacja tryskaczowa, czujki dymu. Nie można było schować tych kabli na zasadzie sufitu podwieszanego — wtedy zasłonilibyśmy wszystko, a tak instalacja wyprowadzona jest na piętro wyżej w warstwach posadzki, dzięki czemu nie było nic kute.

Fragment betonowej ściany i przyscisk windy

Czyli Wy zajmowaliście się całością budynku, wszystkim?

Tak. Od rzeczy budowlanych, po wnętrza i wszystkie części budynku. Administracja, kontakty z urzędami. Oczywiście nie my osobiście w dwójkę, zaczynaliśmy tylko w dwójkę, potem dołączył do nas Przemek Kramarz, Marcin Janowski, Asia Wichłacz, Juan Zardini no i Darek Maryszewski, o którym już mówiliśmy — on dołączył w ostatnim półtora roku remontu i przejął dużą część pracy związaną z estetyką betonu. Gdzieniegdzie zrobił też takie murale, które wyglądają trochę jak pieczątki.

A co było najtrudniejsze według Was?

Na pewno trudne było to, by w małym zespole to ogarnąć. Oprócz architektury, projektów był też nadzór nad wykonaniem, zamówienia materiałów z całego świata, w pewnym momencie trzeba było też zatrudniać ludzi, czy rozstrzygać przetargi — także to była praca, która na pozór nie kojarzy się z pracą architektów, ale w praktyce — przy takiej budowie trzeba się takimi rzeczami też zająć i być gotowym na te wyzwania.

Dodatkowo pracowaliśmy zaraz obok Telewizji Polskiej, budowa trwała w ostrej granicy działki, a TVP ma tutaj studio nagrań na żywo, więc musieliśmy respektować ciszę, mieliśmy cały harmonogram nagrań, ale zdarzały się też sytuacje poza harmonogramem, gdzie dostawaliśmy telefon, że przyjechał ważny gość i musimy przerwać wszelkie prace. Na szczęście ta współpraca przebiegała spokojnie i byliśmy zawiadamiani o tych sytuacjach na tyle wcześniej, że mogliśmy bez problemu zareagować.

Dla przeciętnego zjadacza chleba w Polsce remont to jest przecież katastrofa, ze względu na to, że jest bardzo słaba jakość ekip wykonawczych. Czy Wy też mieliście z tym problem?

Na szczęście tutaj posiłkowaliśmy się dużą grupą własnych pracowników, a generalnym wykonawcą był Holding Liwa, czyli firma należąca do właściciela. Wiadomo, to był taki trzon, a podwykonawcy, to było kilka firm, które już wcześniej z nami współpracowały. Z kilkoma oczywiście były problemy jakościowe, terminowe — terminowe raczej gorsze. To, co dotknęło cały świat budowlany, dotknęło także nas, czyli odpływ pracowników za granicę, przypływ często niewykwalifikowanej kadry, wielu z nich dopiero się przyuczało do budownictwa.

Widok na wnętrze antresoli pokoju

Powiedzcie może coś więcej o pokojach. W hotelu znajdują się 142 indywidualnie zaprojektowane pokoje, nie ma dwóch takich samych, racja?

Nie ma, nawet jeśli w rzucie — na piętrach się pokrywają, to różnią się projektami łazienek, gdzie zastosowane są różne kamienie. W każdym pokoju są też praktycznie inne sufity… Zachowały się sufity istex, to są takie beleczki, które udało nam się odrestaurować i w najlepszym kształcie dla danego pokoju zachować. To jest tak, że wybór tego, jak będzie wyglądał sufit podwieszany danego pokoju, był uzależniony od tego, jaki był stan zastany historycznego sufitu. Wchodziliśmy do pokoju, wybieraliśmy fragment, zaznaczyliśmy na rzucie i każdy pokój miał indywidualnie rozrysowywany sufit. To miało też wpływ na instalację tryskaczową i oświetlenie.

A czy prawdą jest, że ten budynek podczas wojny się przechylił? Bo na niektórych zdjęciach widać, że krzywo stoi — to, co zrobiliście? Naciągnęliście go, czy te mury są takie same, jak były wcześniej?

To jest trochę taka legenda, która zaczęła żyć własnym życiem. Cała tkanka konstrukcyjna jest oryginalna, po wojnie została podreperowana w kilku miejscach, ale to nie jest tak, że połowa stali została wymieniona. Wydaje nam się, że ta legenda to efekt jakiegoś zdjęcia, która krąży, że ten budynek się przechylił. Potwierdzenia tej informacji trzeba byłoby szukać u konstruktorów, ale my go na pewno nie prostowaliśmy.

Wracając do pokojów, ciekawa wydaje się też kwestia umeblowania. To też było planowane indywidualnie, a zaangażowani byli rzemieślnicy i małe manufaktury, tak?

Tak, zaangażowane zostały dwie firmy spod Krakowa, które od lat współpracują z inwestorem i zarówno drzwi wejściowe do pokojów, projektowane z odpornością ogniową, powstają wyłącznie dla naszych hoteli. Tak samo meble, to były indywidualne projekty — łóżka, biurka, szafy, stoliki nocne — zarówno w drewnie, stali, jak i w kamieniu. Wyposażenie jest dostosowane do wielkości pokoju. Stylistycznie jest to nawiązanie do art deco, do tych korzeni. Bardzo ozdobne, ale zarazem minimalistyczne, tak jak w tamtej epoce było.

Betonowe filary i przestrzeń restauracyjna hotelu

A wisienką na torcie jest penthouse…

Dokładnie tak, dwa poziomy, czyli piętro główne, antresola i unikalny dostęp na taras…

Właśnie, czy ten taras był też przed wojną?

Przed wojną był tam dach, zwykły, a później to już w ogóle paskudny dach, kryty papą, typowy dach tylko dla potrzeb technicznych. Teraz ma on formę tarasu z przeszklonymi balustradami. Szkło zostało wybrane tak, by, jak najmniej było je widać i nie zaburzało całokształtu, jest to rodzaj szkła, który prawie wcale nie jest zabarwiony i jest niemalże przezroczysty. Często na dachach jest jakaś centrala wentylacyjna i inne instalacje, a tu jest tylko przy szklanej kubaturze taki stół, obudowany kamieniem, tam schowaliśmy wentylator oddymiający i od razu dementujemy przypuszczenia generowanym o hałasie — wentylator hałasuje tylko podczas pożaru. Żadna infrastruktura nie hałasuje. Dodatkowo został zaprojektowany żagiel tekstylny, który w trakcie upalnych dni można sobie rozłożyć, dzięki czemu zacienimy przestrzeń.

A jakbyście mogli wymienić kilka najfajniejszy wspomnień związanych z pracą nad tym budynkiem?

Tak naprawdę całe nasze życie na czas renowacji przeniosło się do Warszawy, mieszkaliśmy trzy minuty stąd. A pochodzimy z Krakowa. Także nasze życie odbywało się przede wszystkim na budowie, do tego stopnia, że ekipa z 16 piętra wypatrzyła boisko do koszykówki po drugiej stronie ulicy przy szkole i tak powstała budowlana drużyna koszykówki. A gdy przyszła zima, mecze zostały przeniesione na halę sportową pod Piasecznem. Byliśmy też na tyle częstymi gośćmi sklepu Rossmann naprzeciwko hotelu, że pan w kasie często pytał jak tam postępy, co teraz robimy, które piętro wylane. Takie, małomiasteczkowe znajomości.

Budowa hotelu budziła emocje u wszystkich. U tych, którzy go pamiętali z dawnych czasów, u tych, którzy mieli tutaj studniówkę — wszyscy czekali na to, żeby ten budynek zaczął w końcu żyć, a nie był wyłącznie straszakiem.

Strasznie długo to trwało i to obicie blachą dookoła…

Tak, to było strasznie przygnębiające. Prace przerwała nam także budowa metra, to były 3 lata przerwy. Zaczynaliśmy w 2010 i do 2012 pracowaliśmy. Najpierw pojawił się taki problem, że dźwig początkowo stał przed frontem budynku, potem dostaliśmy informację, że miasto robi II linię metra, a my musimy ze względu na budowę uciec z tym dźwigiem. Przenieśliśmy go na dziedziniec, myśleliśmy, że będziemy w stanie prowadzić prace, ale okazało się, że tam też kopią, bo robią wentylatornie dla metra. Także zostaliśmy odcięci z każdej strony i musieliśmy przerwać pracę. W tym czasie robiliśmy przebudowę Hotelu Starego w Krakowie razem z firmą Holding Liwa, to był taki projekt zabytkowa kamienica plus nowa oficyna, potem została dokupiona druga kamienica obok i złączyliśmy ją tymi nowymi częściami w oficynach, dzięki czemu hotel z 55 pokojów, ma ich obecnie ponad 80. Z perspektywy czasu to była dla nas też dobra rozgrzewka przed tym, co czekało nas tutaj, gdy zakończą się prace nad drugą linią metra.

Prace ponownie ruszyły dopiero w 2015 i trwały do niemal końca 2018 roku. Wspomnień z tym miejscem mamy mnóstwo. Największym wyzwaniem było to ukrycie instalacji. Chcieliśmy pokazać jak najwięcej istniejącej tkanki, a jednak budynek ze względu na funkcję, czyli hotel, musi spełniać wszelkie wymogi bezpieczeństwa, ewakuacji. Instalacji, których nie widać jest mnóstwo.

A wracając do ciekawostek i wspomnień, to gdy jest się tak długo w jednym miejscu, to właściwie z każdym elementem wiąże się jakaś historia, jakieś ustalenia, problem, wyzwania.

Delikatna lampa z małymi światełkami

Jakbyście mieli podjąć się tego wyzwania jeszcze raz, to co byście zmienili?

Zastanawiam się, czy jakby było to robione mniejszym wysiłkiem, trzeba by było po prostu więcej ludzi zaangażować, czy jakoś cudownie przeorganizować pracę. Rewolucje i zmiany trzeba podobno zaczynać od siebie. Wspominamy to jako duży wysiłek, można powiedzieć, że podjęliśmy się pracy zakresowo większych niż wynikałoby to z logiki i praktyki.

Jesteście bardzo młodzi jak na taką branżę. Wydawało nam się, że architekturę takiego obiektu, robił ktoś kto ma super wielo-dziesiętne doświadczenie. To był Wasz pierwszy taki duży projekt?

Właśnie ten projekt w Krakowie to była taka podobna sytuacja, bo był to również budynek zabytkowy, tam była rozbudowa o nowe skrzydło, tu również, także części tych wyzwań już się spodziewaliśmy. Po drugie, to jest praca zespołowa, to jest praca inwestora, który ma ponad 20-letnie doświadczenie w tych tematach. Świadomość inwestora jest podstawą sukcesu. To nie był projekt, który byliśmy w stanie przewidzieć. Poza tym, to była też praca na wyłączność, praktycznie 24 godziny na dobę. Gdyby podejmowało się tego duże biuro, czy doświadczony architekt i tak scałowałby pracę na ludzi. My z inwestorem pracujemy już 10 lat, wcześniej pracowaliśmy w innych biurach, więc to nie jest tak, że przyszliśmy prosto po studiach, bez doświadczenia.

Widok na Pałac Kultury i krzesła stojące na tarasie na dachu

A co byście poradzili ludziom, którzy wahają się, czy warto zarezerwować tu pokój?

Zacznijmy od tego, że hotel to nie jest tylko nocleg. To jest też to, co można przeżyć, czyli gastronomia, a ekipa naprawdę się tu stara. W tej części hotelowej, pokojowej, największe wrażenie robią kamienie w części wykończeniowej, łazienki. To nie są płytki kamienne, tylko duże slaby kamienne cięte z bloków, który były specjalne sprowadzane z Brazylii, czy Afryki. To na pewno wyróżnia wszystkie hotele z grupy Likus, nie spotkaliśmy się z tym nigdzie indziej.

A gdybyście mieli wybrać swój ulubiony pokój, który by to był?

Na pewno apartament na 13 piętrze z widokiem na panoramę Warszawy. To jest to miejsce, gdzie zwęża się wieża. A najlepiej pewnie znaleźć się na najwyższym piętrze i mieć taras 360 stopni.

Rozmawiali: Klarysa Marczak, Krzysztof Grabań
Zdjęcia: Krzysztof Grabań

Komentarze
„Wszyscy czekali, by dawny budynek Prudentiala zaczął na nowo żyć”. Rozmawiamy z architektami Hotelu Warszawa
4.9 (98.57%) 14