Wlepy, wlepki – po co to wszystko?

http://bit.ly/1vdpYQL
http://bit.ly/1vdpYQL

Autoprezentacja poprzez konkretne brandy nie jest dla nas niczym obcym. Oczywiście, że lepiej wyglądają buty Nike, czapka Stussy, czy bluza Supreme. Latamy w Air Maxach, mijamy vansiarzy i vansiary na ulicach. Logo na wierzchu dobre jest tak dla samych producentów, jak i dla nas. Bo widać, że wiemy co dobre i nie szczędzimy pieniędzy, że należymy do konkretnej grupy, a nasz strój reprezentuje nasz styl życia i konkretne wartości.

Podobnie jest z wlepkami. Bo choć na papierze, to jednak jakoś się z daną marką wiążemy. Skądś tę wlepę mamy, znowu: wiemy co dobre. Oczywiście do pewnego momentu. Bo zawsze się trafi jakieś małe dziełko wyglądające super, ale niekoniecznie należące do naszego ulubionego brandu. No ale cóż, trzeba iść na ustępstwa, a jak już wlep jest dużo, to tę jedną jedyną przemycimy. Potem znajdzie się druga, trzecia i jeszcze kolejna. W końcu nasze laptopy znikną pod ogromem kleju tak, że wystawać będzie już jedynie ekran i klawiatura, ewentualnie touchpad. Snowboard też już zamknął się w papierze, zachowując jedynie wiązania i ślizg w nieskażonej, pierwotnej formie. Dopiero wtedy jest naprawdę kolorowo, pstrokato, no i oczywiście fajnie. Bo wygląda, bo rzuca się w oczy, a więc rzucamy się i my. Chcemy być fajni, chcemy żeby nas widzieli, żeby powiedzieli: fajna deska, dobry samochód. Wyróżniamy się, a przez to czujemy, że jesteśmy kimś. Samoocena skacze, a my pławimy się w komplementach. Nawet jeśli nikt nie skomentuje, to przecież wiemy, że zawiesza wzrok, że patrzy i podziwia.

Rzucajmy się więc w oczy, bo to zawsze lepiej, niż z mostu. Czy płynie z tego jeszcze jakaś korzyść? Zdecydowanie tak. Robiąc markom darmową reklamę napędzamy przecież rynek. Wydane pieniądze na produkcję wlepek nie idą w las. Tak więc obnośmy się dalej, obklejajmy i pokazujmy, a może głos nasz zostanie wysłuchany, i włoży się w ten przemysł większe fundusze, bo oszczędzanie na wlepach, które odchodzą przy najmniejszym kontakcie z wodą z pewnością nie wpłynie dobrze na wizerunek ani marki, ani nasz.

 

tekst | Dorota Iskrzyńska

 

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera