Lola Rykiel – wnuczka Sonii Rykiel: kariera i styl
Panna Rykiel, która w tym roku obchodzi 28. urodziny, jest wnuczką ikonicznej Soni i córką francusko-angielskiego duetu. Jej mama, Nathalie, jest związana z rodzinną marką nie tylko nazwiskiem – od lat pracuje jako Présidente domu mody założonego przez Królową Dzianiny. Tata, Simon, to natomiast syn Joan Burstein, właścicielki londyńskiego butiku Browns, który już od początku lat 70. oferuje selekcję wszystkiego, co en vogue. Co ciekawe i warte podkreślenia, to właśnie ona odkryła talenty Alexandra McQueena czy Johna Galliano, wykupiła ich studenckie kolekcje i dała przepustkę do świata wielkiej mody.
Dzieciństwo między Paryżem a Londynem
Mała Lola wychowywała się jednocześnie po dwóch stronach kanału La Manche. Kiedy była w Paryżu, tuż po zakończeniu lekcji biegła do flagowego butiku babci Soni (tak, wiemy, jak wspaniale to brzmi!) i, podczas gdy w środku odbywały się spotkania ze stylistami i przymiarki przed pokazami, ona grzecznie odrabiała zadania domowe. Będąc w Londynie, mieszkała u taty w artystycznej dzielnicy Notting Hill, regularnie wizytując butik należący do grand-mère deux. Dziś wspomina, że podczas gdy ta pierwsza uwielbiała udzielać porady, jak należy wyglądać czy się zachowywać, ta druga zwykle milczała, ale w swojej elegancji była i do dziś jest niezwykle inspirująca.
Balet, Sorbona i decyzja o modzie
Przez okres całego dzieciństwa w ramach dodatkowych zajęć sportowych Lola uczęszczała na lekcje baletu organizowane przez jedną z sióstr Soni, a tuż po 17. urodzinach podjęła decyzję o poświęceniu się treningom na 100 procent. Czuła, że profesjonalna kariera taneczna może być jej przeznaczeniem i właśnie dlatego, mając 20 lat, przeniosła się do Nowego Jorku, by pod okiem Marthy Graham ćwiczyć swoje umiejętności. Kiedy po dwóch latach zdecydowała się na powrót do Paryża, trafiła na gorący okres: Sonia i Nathalie pracowały nad ważnym projektem – kolaboracją z H&M. W butiku zapanowała ekscytująca aura, a Lola zaczęła zastanawiać się, czy warto oddawać się zawodowym treningom, podczas gdy na wyciągnięcie ręki czeka być może równie wciągający romans z modą? Ze swoich wątpliwości zwierzyła się mamie i babci, a te… były zachwycone! Młodziutka Lola została wysłana na Sorbonę na studia z zakresu komunikacji i skierowana na PR-owy staż w rodzinnej firmie. Sześć miesięcy później, na początku 2012 roku, wypuszczono ją na głęboką wodę – miała objąć stanowisko dyrektora PR-u marki Sonia Rykiel w nowojorskim oddziale.
Nowy Jork, praca w PR i tęsknota za Paryżem
Nowy Jork pokochała od pierwszego wejrzenia. To, zdaniem Loli, jedyne miejsce na mapie świata, gdzie można robić, co tylko dusza zapragnie, niezależnie od pory dnia (lub nocy!). Najpierw zadomowiła się w Greenwich Village, później przeniosła do Chelsea, teraz mieszka w modnym Bowery, skąd dociera codziennie do biura Soni Rykiel przy E 57th Street. Wspaniałe muzea, galerie sztuki i teatry skradły jej serce bez reszty, ale nie zmienia to faktu, że za Paryżem tęskni w każdej chwili. Za czym najbardziej? Za pełnymi miłości kłótniami z dwiema siostrami, jedzeniem wyśmienitego befsztyka tatarskiego w ulubionych restauracjach oraz przesiadywaniem z przyjaciółmi do późnej nocy w Café de Flore.
Styl Loli: vintage, bielizna i buty
Nie zapominajmy jednak, że Lola to nie tylko świetna pracownica rodzinnej firmy, ale także (a może przede wszystkim) niepoprawna fashionistka. Ma słabość do wszystkiego, co vintage – dopasowane sukienki Yves Saint Laurent, retro egzemplarze od Soni Rykiel i leciwe, ale jakże piękne modele od Givenchy. Jest zdania, że dobra bielizna to podstawa, ale jednocześnie ostrzega: oszałamiający komplet może stać się źródłem wielkich problemów! Dzieli także wielką pasję z Carrie Bradshaw – buty. Szpileczki, pantofelki, sandały, botki! Najchętniej kupuje te od Charlotte Olympia, które urzekają ją swoim żartobliwym, bezpretensjonalnym czarem. Nie potrafi się oprzeć czółenkom od Manolo Blahnika, a shoe level w Bergdorf Goodman traktuje z iście nabożną czcią!
Beauty rytuały: paznokcie i manicure
Dłonie – oto kolejna obsesja Loli! Jej paznokcie są zawsze perfekcyjnie opiłowane na kształt migdałów i pokryte lakierem w odcieniu czerwonego wina lub nude, a palce upierścienione. Kiedy jest w Nowym Jorku, raz w tygodniu odwiedza salon Edith Matsis, najlepszej manikiurzystki w mieście. To prawdziwa perfekcjonistka, dbająca o to, by manicure był trwały i prezentował się nienagannie przez 7 dni. W Paryżu wizytuje związanego z marką Essie artystę Kamela Bouri, który na co dzień współpracuje z topowymi magazynami mody, a dwa razy w roku daje popis swojego kunsztu za kulisami pokazów.
Biżuteria i akcesoria: od Linn Lomo po Eddie’ego Borgo
A skoro mowa o upierścienionych dłoniach, nie sposób nie wspomnieć o wielkim zamiłowaniu Loli do biżuterii i wszelkiego rodzaju akcesoriów. Najchętniej nosi elementy z kolekcji swojej bliskiej koleżanki, norweskiej projektantki Linn Lomo. Model oplatającego palec pierścionka nazwany swoim imieniem posiada w aż dziesięciu egzemplarzach! Rzadko kiedy wychodzi z domu bez kolczyków. Bardzo lubi te od Eddiego Borgo, ponieważ są duże, efektowne i nieskomplikowane zarazem. Najpiękniejszych dodatków poszukuje, spacerując po pełnym małych butików i concept store’ów nowojorskim SoHo.
Felietony o miłości i randkowaniu
Kolejną wielką pasją panny Rykiel są… panowie! Do tej pory randkowała hobbystycznie, teraz robi to jednak prawie zawodowo. Od początku roku na łamach Harper’s BAZAAR prowadzi rubrykę Lola on Love, w której dzieli się swoimi przemyśleniami na temat relacji z mężczyznami. Dotychczas ukazały się dwa błyskotliwe felietony – pierwszy traktuje o różnicach w umawianiu się na randki w Paryżu i Nowym Jorku (Big Apple wypada naprawdę słabo), drugi to natomiast studium hipstera w roli potencjalnego partnera – jest naprawdę znakomity!
Słodkości, joga i lato na Ibizie
Tuż po mężczyznach na osobistej liście fascynacji Loli plasują się słodkości. Aby trafić na jej talerzyk, muszą prezentować się niczym miniaturowe dzieło sztuki cukierniczej. Tęczowe makaroniki, rustykalne cupcakes, donuty pokryte pastelowym lukrem i torciki z owocami konsumuje nałogowo, a wyrzutów sumienia pozbywa się na zajęciach z tanecznej jogi, która w NY znana jest pod nazwą Gyrotonic. Swoją przygodę z tym specyficznym sportem zaczęła dwa lata temu, a dziś na treningi uczęszcza nawet pięć razy w tygodniu! Dodatkowo, by cieszyć się szczupłym i smukłym ciałem, każdego lata, co by się nie działo, leci w sierpniu na Ibizę, gdzie mieszka jej kuzynka. Tam oddaje się jodze, plażowaniu i pływaniu.