W CO UBRAĆ SIĘ NA CASTING DO VOGUE’a? #MIUMAG

‘Polaroid jest okazją, aby połączyć się z modelką.’ – tłumaczy Helena Suric, dyrektor castingu w VOGUE US . ‘To test między fotografem i modelką, szansa dla pozującej dziewczyny na zaczarowanie obiektywu’ – dodaje. W ,,VOGUE’u” taką szansę dostaje się rzecz jasna tylko raz: możesz zrobić piorunujące wrażenie i zgarnąć wszystko,  albo odejść z niczym. Stawka wydaje się szalona, wszak sesja na łamach amerykańskiej edycji tytułu może sprawić, że w ciągu kilku dni nikomu nieznana nowicjuszka awansuje do grona wschodzących gwiazd modellingu.

Tak stało się w przypadku trzech słynnych piękności, które na łamach VOGUE.com wspominają pierwsze polaroidy i pierwszą wizytę w królestwie Anny Wintour. To tu wystartowały ich zawrotne kariery, które trwają do dzisiaj!

Adriana Lima

Jest jedną z najlepiej opłacanych modelek świata i czołowym aniołkiem Victoria’s Secret, ale kiedy pod koniec lat 90. z drżącymi nogami przekraczała próg redakcji VOGUE’a, nie wierzyła, że modowa branża kiedykolwiek mogłaby być jej światem. – Jak dziewczyna z małego brazylijskiego miasta, która w zwykłym t-shircie, dżinsach i japonkach biegała po plaży, mogła dostać się za wielkie, szklane drzwi VOGUE’a? – myślała. Wspomina też, że dzień przed castingiem spotkała się ze swoim adrianaagentem na lekką kolację, a po powrocie do apartamentu nałożyła na twarz maseczkę rozjaśniającą skórę. Niestety, to nie pomogło ukoić nerwów i całą noc rzucała się na łóżku, nie mogąc zmrużyć oka!

Look na casting: ,,Od początku mówiono mi, że powinnam postawić na prostotę. Proste ubrania. Prosty makijaż. Nie pamiętałam dokładnie, co miałam na sobie, zanim nie zobaczyłam starych zdjęć. Ubrałam się w koszulkę, dżinsy i wysokie szpilki, i nie miałam praktycznie w ogóle makijażu.” – zdradza Lima.

Extra trik: – ,,Nie pozwól, aby przytłoczyli cię wszyscy ludzie będący gdzieś wokół. To trudne, ale trzeba wierzyć we własne możliwości. Tak jak mi kiedyś ktoś powiedział: pokaż swoją osobowość i uwolnij wewnętrzny blask. ”- radzi.
karlie kloss

Karlie Kloss

Owszem, 185 cm wzrostu dla wielu dziewczyn byłoby powodem do zamknięcia się w domu na cztery spusty i pogrążenia w kompleksach, ale nie dla niej! Karlie od wczesnego dzieciństwa uczyła się dyscypliny i wiary w siebie podczas regularnych lekcji baletu, a dziś jej wyjątkowa sylwetka jest uwielbiana przez projektantów oraz fotografów i często wykorzystywana podczas ekstremalnych sesji zdjęciowych, wymagających od modelki dynamicznych, tanecznych ruchów.

Wszystko zaczęło się w 2008 roku. Karlie przyjechała do Nowego Jorku z babcią, z którą zamieszkała w jednym z hoteli na Tribece, podczas gdy agenci umówili ją na casting do ,,VOGUE’a”. ,,- Byłam zdenerwowana. Siedziałam w taksówce i dzwoniłam do agencji: O mój Boże, jestem spóźniona, jestem spóźniona na spotkanie z Anną! W istocie to nie miało być spotkanie z Anną, ale ja byłam tak podekscytowana, jakbym miała za chwilę ją poznać osobiście”. – relacjonuje. Ostatecznie nieśmiała debiutantka pojawiła się w redakcji 15 minut po czasie, sądząc, że jej świat się skończył. Ale kto przejąłby się drobnym spóźnieniem, widząc nieskończenie długie, sięgające samych chmur nogi Karlie?

Look na casting: – ,,Pamiętam, że właśnie kupiłam nowy sweter. Połączyłam go z dżinsami, bardzo wąskimi i obcisłymi, chyba z Cheap Monday. Miałam też vintage botki Ferragamo, które znalazłam w sklepie z używaną odzieżą w St. Louis i były wówczas moim największym skarbem. Ich obcasy dodatkowo mnie wydłużyły, co prawdopodobnie nie było do końca dobrym pomysłem, bo już wtedy mierzyłam ponad 180 cm. Sądzę, że na castingu trzeba być jak płótno, a taki efekt gwarantuje sweter czy t-shirt, coś bardzo prostego. Na szczęście taki właśnie jest mój codzienny styl.” – zauważa Karlie.

Extra trik: – Najważniejsze to czuć się pewnie i komfortowo. Jeśli fioletowa koszula w gorszki od Comme des Garçons dodaje ci pewności, nie wahaj się ani chwili! Ja mam tak właśnie z botkami Ferragamo, wąskimi dżinsami i prostym swetrem. Nie jest najważniejsze to, co masz na sobie, ale jak to nosisz! – tłumaczy.

Coco

 

Coco Rocha

Została odkryta w rodzinnej Kanadzie podczas konkursu tańca irlandzkiego, gdzie wypatrzył ją Charles Stuart z lokalnej agencji modelek. To on pomógł młodziutkiej Coco podpisać kontrakt z nowojorską agencją Supreme, a stąd dzieliły ją już tylko dwa kroki od redakcji amerykańskiego VOGUE’a.

Jak jednak podkreśla, nigdy nie marzyła o karierze na wybiegu, bo najbardziej pod słońcem interesował ją wówczas taniec. Moda? Owszem, była w jej życiu za sprawą wrześniowych numerów VOGUE’a, które kolekcjonowała jej mama od chwili jej narodzin, czyli od września 1988 roku. Pojawienie się na castingu do tego magazynu szesnaście lat później było więc nie lada wyróżnieniem dla dziewczyny z Richmond, która do tej pory dzieliła swój czas między szkołę i treningi. ,,- W pewnym sensie mój pierwszy casting do VOGUE’a odbył się dwa razy tego samego dnia! Najpierw spotkałam się z kilkoma osobami z redakcji, a gdy już byłam w drodze do domu, zadzwonił do mnie mój agent i powiedział, abym lepiej umyła jeszcze raz włosy, bo muszę wrócić na drugie spotkanie, tym razem już z Anną Wintour!” – opowiada.

Look na casting: – ,,Na tamtym etapie ciągle uczyłam się mody i stylu. W zasadzie nie miałam żadnego stylu, dlatego na castingach pojawiałam się w sprawdzonym zestawie, na który składał się czarny top, krótka spódniczka i wysokie szpilki.” – wylicza.

Extra trik: – Cały czas powtarzam początkującym dziewczynom, aby nie przychodziły na casting w szalonej stylizacji i z pełnym makijażem. W końcu nie staramy się o pracę makijażysty czy stylisty, tylko modelki! Ważne również, aby być pokornym i traktować wszystkich z szacunkiem, od asystentów po głównych redaktorów. – poleca Coco.

Coco

Tekst | Agata Stefanowicz & Weronika Woronowska
Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera