Tu jest jakby luksusowo, czyli kultowe polskie filmy

Kobieta z natapirowanymi włosami

W ramach wieczornej nostalgii wybraliśmy dla was kilka kultowych produkcji polskiej kinematografii, które każdy zdecydowanie powinien zobaczyć. A jeśli któregoś jeszcze nie widzieliście, koniecznie nadróbcie zaległości w weekend!

1.  Kogel-mogel, reż. Roman Załuski 1988

Kobieta i mężczyzna wchodzą do pokoju

Schemat stary jak świat i zgrany w kinie do granic możliwości. Prowincjonalna dziewczyna u progu dorosłości ma dwie opcje: wyjazd na studia do dużego miasta albo poślubienie najlepszej partii z rodzinnej wsi. Tę drugą ostro forsują mało postępowi rodzice, pierwsza nęci ją samą. Historia o awansie społecznym i walce o niezależność pomalowana jaskrawym cieniem do powiek i przetykana stwierdzeniem: „Marian, tu jest jakby luksusowo!” Rozwydrzony Piotruś, którego nianią zostaje główna bohaterką, to z kolei typ młodszego brata, jakiego nie chcieliby mieć nawet najbardziej samotni jedynacy.

2. Brunet wieczorową porą, reż. Stanisław Bareja 1976

https://www.youtube.com/watch?v=1TQ-ELikGoc

Film, który powstał cztery lata przed kultowym „Misiem”. Absurd w najczystszej postaci i dowód na to, że warto zastanowić się dwa razy, czy wróżącej z ręki Cyganki nie warto jednak brać serio. Michał Roman dowiaduje się, że ma zabić bruneta, który pojawi się w jego mieszkaniu wieczorową porą. Zakłada, że to tak absurdalne, że najsensowniej będzie po prostu o tym zapomnieć. Znalezienie zegarka i wygrana w totka (o czym również uprzedziła go wróżka) wprowadza w jego życie stres i rozpoczyna wyścig z czasem. Dla fanów astrologii i brunetów.

3. Nie lubię poniedziałku, reż. Tadeusz Chmielewski 1971

Napis na bramie

Obcokrajowiec w Warszawie wczesnych lat 70. to zdecydowanie udany patent na pokazanie, że poniedziałek jest dniem, gdy absolutnie nic nie ma prawa się udać. Zepsuta winda, niewłaściwa taksówka, policjant w roli taty czy robotnik, który utknął na platformie zawieszonej nad miastem – to tylko kilka sytuacji, rozpoczynających lawinę absurdalnych wydarzeń. Warto obejrzeć również po to, żeby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda Warszawa bez bilbordów.

4. Pociąg do Hollywood, reż. Radosław Piwowarski 1987

Końcówka PRL-u w polskim kinie to zdecydowanie mocne uderzenie. Wprawdzie nie do końca pod względem artyzmu, ale jeżeli Stany miały w latach 90. swoją Pamelę Anderson, my zdecydowanie mieliśmy Kasię Figurę. Pracownica WARS-u Mariola „Merlin” Wafelek, która marzy o karierze filmowej, pozostaje symbolem naturalnego piękna podszytego głupią brawurą i uroczą bezczelnością. Film jest ilustracją banalnej prawdy, że nawet najbardziej wygórowane marzenia się spełniają. Smutna wiadomość jest taka, że głównie ponętnym blondynkom.

5. Dziewczyny do wzięcia, reż. Janusz Kondraciuk 1972

Film, który jednocześnie bawi i żenuje, czyli historia dwóch umiarkowanie atrakcyjnych dziewczyn z małego miasta, które przyjechały do miasta większego, żeby zaszaleć i znaleźć miłość. Proste rady, energiczne decyzje i odważne sądy. Świat w tym wydaniu jest czarno-biały nie tylko ze względu na stan zaawansowania techniki filmowej.

Tekst: Dominika Charytoniuk

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera