Często odgrodzone od świata wystawowymi szybami, ubrane nieraz w najdroższe ubrania od projektantów. Niektóre z nich toczą zawzięte boje o kanony piękna i głoszą zmiany społeczne. Inne tylko z pozoru milczą. Stworzone na obraz i podobieństwo człowieka. Manekiny, chociaż są tylko sztucznymi kukłami, mówią o nas więcej, niż się domyślamy.

Z witryny sklepu ślubnego La Popular, mieszczącego się w meksykańskim mieście Chihuahua, od ponad osiemdziesięciu lat na przechodniów spogląda przedziwny manekin. Ubrana w białą suknię i welon La Pascualita, bo tak go nazywają, otoczona jest czcią i spowita legendą. Miejscowi mówią, że panna młoda to w rzeczywistości zabalsamowana córka właścicielki salonu, która rzekomo umarła w trakcie ślubu z powodu ukąszenia przez czarną wdowę. Można by to uznać za zwykłe bajki, jednak wygląd La Pascuality jest rzeczywiście bardzo niepokojący. Jej dłonie do złudzenia przypominają ludzkie, ze wszystkimi liniami życia i zgięciami palców. Poza tym zmieniać jej ubiór mogą jedynie dwie osoby z całej grupy pracowników i muszą robić to za zamkniętymi drzwiami. Dziwne? Niektórzy klienci do panny młodej się modlą, a pod szybą zostawiają jej zapalone świece.

Człowiek 2.0

Historia ta przypomina, po co właściwie postał manekin: miał być jak ludzie, tylko trochę lepszy. Pierwsze takie kukły znane są już z czasów starożytnego Egiptu i używane były przez najbogatszych do przekazywania zagranicznych trendów modowych. Swojego Tutanchamon zabrał nawet do grobu. Od czasów faraonów, przez wynalezienie współczesnego manekina krawieckiego przez Alexisa Lavigne, aż po dzisiejsze robotyczne lalki twory te zmieniały się jak w kalejdoskopie. Manekiny miały mechaniczne oczy i prawdziwe zęby, usuwano im sutki, farbowano włosy, a potem to wszystko przeinaczano. Pojawiały się realistyczne kształty, a chwilę potem futurystyczne.

ręka manekina Kata Sroka

Najpierw dopracowywano im twarze, te jednak po jakimś czasie przestały być najważniejsze, a twórcy zgodnie z obowiązującymi zmianami społecznymi zadbali także o dobry wygląd całej sylwetki. Gdy manekiny musiały prezentować spódniczki zaprojektowane przez Mary Quant, odchudzono im nogi, a w czasach popularności fitnessu ich „ciała” stały się wysportowane. W latach 70. w końcu zaczęły przedstawiać ludzi innych ras, a lata później nawet grup społecznych. Teraz coraz rzadziej stawia się na ich realizm, raczej wybiera się formy bardziej abstrakcyjne, co kiedyś było nie do pomyślenia. Nawet Pucci miał w dawnych czasach na swojej wystawie manekina z piękną zaczesaną do tyłu grzywą i czarującym spojrzeniem.

Nie wszyscy wiedzą, że manekiny zawstydzały. Przez długi czas w USA nie można było przebierać ich na widoku, a w Bombaju jakiś czas temu zabroniono pokazywać lalki w bieliźnie. Według radnej miasta, manekiny mogły prowokować do gwałtów. W dwóch państwach na świecie – w Japonii i właśnie w Stanach Zjednoczonych – nie ujrzymy nigdy manekina z sutkami. Tworzone były najpierw z drewna i wosku, potem nabrały lekkości dzięki papier mâché, by ostatecznie zaprzyjaźnić się z włóknem szklanym i plastikiem. Jakiś czas temu na rynku pojawiły się też ruchome manekiny, dzięki którym nie tylko można zobaczyć, jak układa się ubranie podczas chodzenia, ale też łatwiej jest je przebierać. Kilka modeli wprowadziła koreańska IMD Communications, w Japonii pojawiły się za sprawą Flower Robotics. Ewolucja manekinów, nawet ta dotycząca materiałów i sposobu produkcji, jest doskonałym odbiciem mód i zmian społeczno-kulturowych, jakie zachodzą na świecie. Stały się one manifestem i mówią wiele, mimo że nadal typowy manekin ma ciało szesnastolatka o wzroście 180 cm i rozmiarze 34.

Za chudy, za gruby

W dążeniu do ideału piękna możemy wzorować się na modelkach albo manekinach. Jedne i drugie przyzwyczaiły nas do tego, że ubrania na nich leżą świetnie. Związek między nimi jest bliższy, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Caroline Evans, profesor historii mody na Central Saint Martins, podkreśla, że pierwsze profesjonalne modelki z początków XX wieku nazywano „żywymi manekinami”. Określenie to nie jest przypadkowe. Wzięło się od nazwy poprzedniczek modelek, czyli właśnie manekinów. I w rzeczywistości, na początku modelki traktowane były jak lalki: musiały być chłodne i zachowywać się w konkretny sposób, a pytane przez klienta o imię – odpowiadały nazwą modelu sukni.

I tak jak toczy się spory na temat nieodpowiedniego wyglądu modelek, tak dyskutuje się o ich plastikowych odpowiednikach. Nie tak dawno kontrowersje wzbudziły zbyt chude manekiny w TopShopie. Jedna z pracownic sklepu zrobiła zdjęcie kukły, obok której stanęła jej koleżanka (w rozmiarze 8-10), i wrzuciła je na Twittera. Powróciła dyskusja na temat przekłamywanego wizerunku ciała. I okazało się, że podobnie wychudzone manekiny pojawiają się w wielu innych sklepach.

manekiny Sale Kata Sroka

Te prezentujące bikini w Primarku w Glasgow miały wklęsłe brzuchy i wystające żebra, podobnie jak nowojorskie z bielizną La Perla. Szybko jednak dyskusyjne wystawy zostały zdjęte. Zupełnie inaczej do sprawy postanowił za to podejść brytyjski sklep Debenhams, który zaproponował manekiny o ciele standardowej Brytyjki (161 cm wzrostu, 70 kg, rozmiar 16). Nie wyszło to jednak na dobre, bo jak w przypadku modelek plus-size, sklep oskarżono o promowanie otyłości i niezdrowego stylu życia. Zachwytów zabrakło. Podobnie jak z manekinami na wystawie Åhléns, które również miały być bardziej realistyczne i nawoływać do tolerancji. Subtelniej zrobiono to w sklepach H&M i Yppig, gdzie postawiono manekiny o zaokrąglonych biodrach, pełnych biustach i mocnych udach.

Tolerancja, manifest, kontrowersja

Ogromną wpadkę zaliczył sklep Macy’s, który zaryzykował wprowadzeniem czarnoskórego manekina. Sam pomysł wydaje się dobry, zawaliło jednak wykonanie: kukła wyglądała niczym karykatura. Miała zaburzone proporcje, odstające uszy i krzywe zęby. Do tej pory historia ta służy jako idealny przykład powielania stereotypów. Lepiej z tolerancją poradziła sobie organizacja Pro Infirmis, dzięki której możliwe było zrobienie niepełnosprawnych manekinów. Był to fragment mocnej kampanii z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych. Na zdjęciach skonfrontowano ze sobą osoby niepełnosprawne i manekiny wyglądające zupełnie jak one. Lalki karłowate, na wózku czy bez nóg pojawiły się w sklepie JCPenney w ramach akcji Love Your Selfie.

Manekiny mówią głośno i wyraźne. Gdy na wystawie jednego ze sklepów w centrum handlowym w Caracas postawiono ciężarne lalki w szkolnych mundurkach, o problemie nastoletnich ciąż i złej edukacji seksualnej w Wenezueli dowiedział się cały świat. Tutaj jedna (poniżej 18. roku życia) dziewczyna zachodzi w ciążę co trzy minuty. W tej samej Wenezueli postawiono w sklepach manekiny na wzór tutejszego kanonu piękna. Niczym aktorki w telenowelach miały one bardzo wąskie wcięcia w talii, duże pupy i pełne biusty (w rozmiarze od D do F). Sprzedaż szalenie wzrosła. Możliwe to było tylko w kraju, w którym nastolatki dostają na urodziny voucher na operację plastyczną.

Że manekiny nie są wcale aseksualne, pokazało też w ostatnim czasie kilka bardzo znanych marek. Grzecznie – American Apparel, który z okazji Walentynek postawił na naturalność wystającą zza prześwitującej bielizny. Ich manekiny z włosami łonowymi zyskały międzynarodową karierę w internecie. Tolerancyjnie rozegrał to Levi’s, pokazując kukły solidarne z parami homoseksualnymi. Niegrzecznie zaś Diesel, ustawiając hetero i homoseksualne manekiny na swojej wystawie w pozycjach seksualnych.

manekiny dzieci zimowe Kata Sroka

Może czas teraz na starsze manekiny? Rootstein proponowali kiedyś nawet uroczą parę po pięćdziesiątce, jednak nie została ona wtedy zaakceptowana przez ogół. A skoro starszych ludzi w reklamie jest teraz coraz więcej, to może można liczyć na pojawienie się kukieł ze zmarszczkami na wystawach znanych sklepów? Bo póki co chyba tylko ich głosu jeszcze brakuje.

tekst | Aleksandra Zawadzka

zdjęcia | Kata Sroka katasroka.tumblr.com

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera