Stosunki międzymiastowe: związek na odległość

Mężczyzna brodą i blondynka siedzą na pniu

Komedie romantyczne i harlequiny karmią nas historiami o potędze miłości, której niestraszne są żadne przeszkody, a tym bardziej dzielące kilometry. Niestety, życie często daje do zrozumienia, że niewiele ma wspólnego z filmową fikcją, a parafrazując klasyka: składa się z ciągłych rozczarowań. Pod lupę bierzemy związki na odłegłość.

Poznajesz kogoś, gadacie godzinami i nie możecie się rozstać. W końcu jednak musicie, bo on mieszka w innym mieście, ba, czasem nawet w innym kraju. Nie chcesz kończyć tego wieczoru, czujesz, że wasze „wajby” są dziwnie kompatybilne. Jednak przygodny seks nie jest dla ciebie żadnym rozwiązaniem, szukasz czegoś trwalszego. Okoliczności co prawda nie sprzyjają, ale czy spotkanie z rzeczywistością zawsze musi być tak brutalne?

Na początku wszystko wydaje się proste. Nie ma jeszcze dużego zaangażowania, działa fascynacja, a rytualne spotkania raz na kilka tygodni zawsze są dopracowane do ostatniej minuty. Pierwsze wrażenie ma jednak to do siebie, że szybko się kończy. W takich sytuacjach na pewno warto ustalić ogólne zasady funkcjonowania w takim związku. Wtedy szansa na powodzenie zdecydowanie wzrasta.

W związku na odległość najważniejsza jest komunikacja. Niedopowiedzenia w tym aspekcie mogą prowadzić do wielu niesnasek. Często zmorą związków na odległość jest brak zdecydowanej deklaracji. Wówczas myśli w stylu: „czy on się z kimś spotyka, czy mogę sypiać z innymi?”. Ustalcie, jak poważnie o sobie myślicie i czy pasuje opcja „na wyłączność”. Nie warto brać żadnej rzeczy za oczywistą. Podstawą każdego związku jest oczywiście zaufanie. Częste telefony i szczera tęsknota są zawsze mile widziane. Nie warto też uprawiać gierek mających na celu wzbudzanie zazdrości. W sytuacji, gdy jedna strona naprawdę nie może zweryfikować tego, co robi jego druga połowa, podejrzliwość może spowodować same przykre konsekwencje.

Kobieta siedzi na masce samochodu, mężczyzna ją obejmuje

Związki na odległość pomagają co prawda dłużej podtrzymać ogień ekscytacji, bo każde spotkanie traktuje się z namaszczeniem jak wyjątkową randkę, jednakże wiążą się także z szeregiem rozczarowań, na które często żadna ze stron nie ma wpływu. Wyobraź sobie, że każdy weekend spędzasz w towarzystwie sparowanych znajomych, podczas gdy miejsce obok ciebie zajmuje tylko torebka. Co z tego, że wcześniej gadaliście na skypie przez dwie godziny albo, że masz darmowe minuty do Play. Jego/jej tu nie ma i mimo, że jesteś w zasadzie w szczęśliwym związku, wcale tego nie czujesz. Nie korzystasz też z żadnych przywilejów jakie ma osoba “zajęta”. Jeśli macie dla siebie dajmy na to jeden weekend w miesiącu, prędzej czy później coś wypadnie: albo partnerowi albo tobie. Nieważne czy okaże się to wyjazdem do babci, chorobą czy bolesnym okresem. Przez kolejny miesiąc będziesz mieć wirtualnego chłopaka/dziewczynę, a jedyną bliskość zapewni ci poduszka albo masturbacja. Choć widzicie się rzadko, całe twoje życie jest podporządkowane tej relacji. Spontaniczny wyjazd na działkę ze znajomymi? Nie ma mowy: On/ona przyjeżdża, od tygodnia planuję ten weekend i piorę pościel. A co w przypadku urodzin koleżanki czy ślubu kuzynki? Akurat impreza wypada w “nie-wasz tydzień” i musisz iść sama lub gorączkowo szukać życzliwego przyjaciela. To jednak nie będzie to samo. Wie coś o tym Ania, studentka zarządzania.

– Mój chłopak stracił pracę w Warszawie i musiał przenieść się do Wrocławia. Byliśmy wtedy ze sobą niecały rok. I dużo i mało, zależy jak na to spojrzeć. Mam kartę stałego klienta w Pendolino i w kilka godzin co 2-3 tygodnie witamy się po hollywodzku na dworcu, aby zaraz potem żegnać się cali w smutku. Kiedy dzieje się coś smutnego/śmiesznego/fajnego, muszę lecieć po telefon i liczyć na to, że odbierze od razu. Przecież jeśli oddzwoni po paru godzinach, to już nie jest to samo – dodaje.

Mężczyzna i kobieta tańczą na ulicy

Związki na odległość sprawdzają się, ale nie u wszystkich. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od życia. Są osoby, dla których to najlepsze rozwiązanie, bo odczuwają lęk przed bliskością i wolą, by partner przebywał w innym mieście. Takie pary są razem latami. To także opcja dla osób z silnym charakterem, ceniących swoją prywatną przestrzeń, samotników. Nie potrzebują oni nadmiernego kontaktu z drugą osobą, dobrze czują się w pojedynkę, szanują niezależność drugiej osoby, co nie wyklucza wcale wielkiego uczucia. Związek na odległość dla takich osób jest swego rodzaju półśrodkiem, metodą, którą moglibyśmy nazwać „jestem z kimś, ale mogę być też sam”, chętnie chodzę na randki we dwoje, ale równie chętnie wracam do swojego mieszkania i spędzam czas w samotności.

Psychologowie są zgodni: związki na odległość to rozwiązanie tymczasowe –  przecież po to decydujesz się na relację z kimś, żeby faktycznie, fizycznie z nim przebywać. Jaki niby miałby być powód związku? Długa rozłąka wzmaga pożądanie, ćwiczy cierpliwość i sprawdza jak bardzo nam na sobie zależy. Jednak tak długo jak nie jesteście Heleną Bonham Carter i Timem Bartonem (którzy notabene już się rozstali) nie ma sensu, żebyście decydowali się na permanentne życie w pojedynkę. Nie ma takiej pracy, której nie można zmienić i takiego mieszkania, którego nie można odnająć komuś innemu. W życiu trzeba hierarchizować priorytety. Będzie ci tęskno za przyjaciółmi w innym mieście? Za kimś i tak będziesz tęsknić. Nie zapominajmy, że decyzja o zakończeniu rozłąki to nie koniec problemów. Wspólne zamieszkanie albo częstsze widywanie się po długim okresie izolacji może stanowić swoisty crash test dla pary. Nie każda wychodzi z niego cało. W końcu człowiek jest inny na co dzień niż przez kilka godzin raz na parę tygodni.

Tekst: Kasia Mierzejewska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera