Minęły dwa lata, odkąd basista zespołu Spirit zdecydował się pójść do sądu w sprawie Stairway to heaven. Dzisiaj znamy już wyrok: najważniejszy i najpopularniejszy utwór w dorobku Led Zeppelin to plagiat. 10 maja zacznie się proces.
Zdaniem sędziego, pomiędzy Starway to heaven a Taurus zespołu Spirit można znaleźć istotne podobieństwa, które, jak mówi, są prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnymi i najważniejszymi fragmentami utworów. Stwierdza też, że podobny układ czterech akordów jest czymś popularnym w przemyśle muzycznym, jednak w tym przypadku podobieństwo dotyczy także struktury trzonu dwóch kompozycji.
W 2014 roku, po ogłoszeniu rzekomego plagiatu, Jimmy Page upierał się, że nigdy wcześniej nie słyszał Taurus. Raz zapytany o to w wywiadzie, odpowiedział, że to absurd i nie ma na ten temat nic więcej do powiedzenia. Faktem jest, że członkowie obu zespołów bardzo dobrze się znali, a pod koniec lat 60. mieli wspólną trasę, więc czy to rzeczywiście możliwe, żeby muzycy Led Zeppelin nie znali wcześniej i nie zainspirowali się utworem Taurus?
Fakt wywlekania takich spraw po ponad 40 latach od wydania obu utworów może być dziwny, jednak członkowie zespołu Spirit mówili już o tym od dawna. Nieżyjący już Randy Wolfe, autor Taurus, rozważał złożenie pozwu już w latach 80., jednak powstrzymała go od tego… jego rodzina. Przed swoją śmiercią, w 1997 roku, w wywiadzie mówił, że cała sytuacja sprawiła mu wielki ból, a to co zrobili muzycy z Led Zeppelin to zdzierstwo i że zarabiając miliony na Stairway to heaven, nawet nie podziękowali.
W obronie Roberta Planta oraz Jimmy’ego Page’a (Johna Paula Jonesa i wytwórnię Warner Bros Group oczyszczono z zarzutów) stanie Helene Freeman – specjalistka od praw autorskich, która wcześniej zajmowała się np. sprawami boysbandu NSYNC.
Tego typu rozprawa nie jest nowością dla muzyków Led Zeppelin. Do tej pory zarzucano im także plagiaty za Whole lotta love, Babe I’m gonna leave you, The lemon song oraz Dazed and confused.
Tekst | Lena Maksiak
Led Zeppelin i historia plagiatów w muzyce
Sprawa Stairway to Heaven kontra Taurus zespołu Spirit to jeden z najgłośniejszych procesów o plagiat w historii muzyki rockowej. Dla fanów Led Zeppelin był to moment, w którym mit o absolutnej oryginalności zespołu zderzył się z realiami inspiracji, zapożyczeń i nieświadomych podobieństw. Sądowe starcie otworzyło dyskusję o tym, gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kradzież muzyczna.
„Stairway to Heaven” jako symbol epoki
Utwór z 1971 roku stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych hymnów rocka, łącząc mistyczny tekst Roberta Planta i genialne partie gitary Jimmy’ego Page’a. Proces o plagiat pokazał jednak, że nawet największe legendy nie są wolne od oskarżeń o wykorzystanie cudzych pomysłów. Sprawa Led Zeppelin vs. Spirit była bacznie obserwowana przez branżę, bo mogła otworzyć drogę do kolejnych pozwów przeciw artystom, których twórczość opiera się na podobnych progresjach akordowych.
Granice inspiracji i nowe procesy o plagiat
Oskarżenie Led Zeppelin o plagiat nie jest odosobnione. W ostatnich latach podobne procesy toczyli Ed Sheeran („Thinking Out Loud” vs. „Let’s Get It On” Marvina Gaye’a) i Robin Thicke („Blurred Lines” vs. „Got to Give It Up”). Sprawy te coraz częściej rozstrzygają biegli analizujący układy akordów, melodie i strukturę utworów. Wniosek? Granica między hołdem a naruszeniem praw autorskich jest dziś cieńsza niż kiedykolwiek.
Jak zakończyła się sprawa „Stairway to Heaven”
Ostatecznie po latach apelacji sąd federalny w USA orzekł, że Led Zeppelin nie dopuścili się plagiatu. W 2020 roku Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia sprawy do dalszego rozpatrzenia, co definitywnie zakończyło spór. Jimmy Page i Robert Plant mogli odetchnąć, ale sprawa na trwałe zapisała się w historii muzyki jako symbol zderzenia sztuki z prawem autorskim.
Zobacz też:







