Soundtrack do życia. Rozmawiamy z zespołem Muchy

Zespół Muchy - zdjęcie na śniegu, mężczyźni ubrani w garnitury.

Nie będziemy przytaczać zamieszania, jakiego narobili debiutanckim albumem. Nie warto. Niech zaczną raz jeszcze. Notorycznie i świetną drugą płytą. Muchy mówią, że nie trzeba się spinać i że grają tak, jak im wychodzi. Wyszło najlepiej.

Przy Terroromansie deklarowaliście, że nie wstydzicie się być pop. Potem były Państwa miasta i próba dostania na festiwal w Opolu. Notoryczni debiutanci, wasz nowy album, wyhamowuje te zapędy. To fajna płyta.

Michał Wiraszko: Zapędy mamy ciągle takie same, ale nie chodzi o to, żeby brnąć w tamtą konwencję, ale o to, żeby ją zmienić.
Szymon Waliszewski: Poza tym my sobie nie zakładamy, że teraz gramy pop taki, a potem inny. Że raz chcemy do Sopotu, a potem już nie chcemy, bo tak jest fajniej. Co nam wychodzi, to gramy.
Piotr Maciejewski: A ty przeciwstawiasz fajność popowości?

Nie, ja nie mówię, że pop nie jest fajny. Opole jest niefajne.

Michał: Pewnie i dlatego trzeba je zmienić.
Tomek Skórka: Jak będziemy mieli ochotę, to w tym roku też spróbujemy tam wystąpić.
Szymon: I niewykluczone, że kiedy my pojawimy się w Opolu, Opole stanie się fajne.

Niby tak, ale mogliście pójść za ciosem, z premedytacją, a nie z podejściem, że może wyjdzie, a może nie.

Szymon: Nie wyobrażamy sobie sytuacji, że decydujemy się nagrać piosenkę pod Opole, pod cokolwiek, więc na przykład od teraz nie używamy przesterów w gitarach.
Tomek: A nie chciałabyś, żeby któraś z piosenek z naszej nowej płyty, która mówisz, że jest fajna, znalazła się w Opolu?

Chciałabym, ale ja nie jeżdżę do Opola, nie jestem reprezentatywna dla takiego myślenia.

Michał: Nie jeździsz, bo nie ma tam fajnych piosenek. Jak będą, to pojedziesz.
Piotr: Mam wrażenie, że lawirujemy. Rżniemy głupa, żeby się wymigać od odpowiedzi, a trzeba po prostu powiedzieć sobie jasno – nie było żadnego zamysłu. Wiesz, muzyka tak wypływa ze mnie.
Szymon: Leje się.
Piotr: Nie no poważnie, my przecież nie wiemy, czy z czymś wyhamowaliśmy, czy z czymś przyspieszyliśmy.
Michał: Ale jak sugerujesz, że to fajnie, to my się cieszymy.

Czarno biale zdjecie szesciu mezczyzn patrzacych w gore

Sugeruję, że płyta jest fajna.

Michał: A ciekawa jest różnorodność opinii. Słyszeliśmy już, że ta płyta jest grzeczniejsza.

Ja słyszałem, że jest krzyżówką Wilków i Krzysia Antkowiaka.

Michał: Tak, mi też to Kuba (Wandachowicz, wiadomo – przyp. red.) mówił. Tyle że on tego porównania używa w kontekście produkcji.
Piotr: Tak, bo mu gładko i grzecznie.
Michał: To pokłosie 20 lat braku produkcji w ogóle.
Szymon: Ludzie słyszą jakąkolwiek i głupieją.
Piotr: Płyta jest przemyślana, to, co się na niej dzieje jest świadome – i to wprowadza największe zamieszanie, nie można w to uwierzyć.
Szymon: Nawet znajomy realizator usłyszał płytę i powiedział, że jest
nagrana wbrew wszelkim zasadom.
Piotr: A z drugiej strony my przecież nie robimy żadnej awangardy, nie przecieramy szlaków.
Michał: Śmieszy mnie, jak ktoś mówi, że płyta jest przeprodukowana.
Szymon: A jak w ogóle zdefiniować płytę przeprodukowaną?
Michał: Natężenie trików jest takie, że się niewygodnie słucha.
Szymon: To jest taki argument, którego się używa z braku innych.
Piotr: Jak się okazało, że robimy płytę z Marcinem Borsem (pracował wcześniej z Heyem, Nosowską, Pogodno, Gabą Kulką – przyp. red.), to wszyscy się spodziewali, nie wiadomo czego. Drugiego Heya. Nasza płyta i płyta Heya różnią się drastycznie, bo zespół jest inny i materiał jest inny. Do Borsa trafiliśmy świadomie, ale też nie jest tak, że chcieliśmy się w jakikolwiek sposób popisać. Płyta jest zrobiona z wyczuciem, ze smakiem, ostrożnie, zachowawczo wręcz. Chodziło o to, żeby oddać honor piosenkom. I to jest produkcja.
Szymon: My też potrzebowaliśmy kogoś z zewnątrz, kto spojrzy na te piosenki innym okiem. Byliśmy zafiksowani na płycie demo, którą przygotowaliśmy przed wejściem do studia. A Marcin mówił: Chłopaki zapomnijcie o demo, te piosenki powstają teraz. Jak urządzasz sobie chatę i chcesz w niej sztukaterię, to wiadomo, że nie rzeźbisz jej sama.

Debiutowaliście w bardzo dobrym czasie dla młodych polskich zespołów…

Michał: I gdzie one wszystkie teraz są? Zestarzały się?
Szymon: Albo nigdy ich nie było. …i okazaliście się tym najważniejszym. Musieliście sporo
udowodnić tą płytą.
Michał: Bardzo nie chcieliśmy udowadniać czegokolwiek.
Piotr: To jest coś, co się dzieje poza nami, nie mamy na to wpływu.
Michał: Czegokolwiek byśmy nie zrobili, to i tak ta płyta będzie oceniana w kontekście Terroromansu.
Piotr: I z tym postanowiliśmy się zmierzyć. Nie da się zanegować, że druga płyta jako instytucja niesie ze sobą jakieś brzemię.
Szymon: Ale to jest jakieś pierdolenie, taka podkładka. Bo albo będzie się mówić, że sobie nie poradziliśmy albo że przeciwnie – daliśmy radę. Zawsze w odniesieniu do Terroromansu.

Piotr: Ale nie ma od tego ucieczki. Jedyne co można zrobić, żeby wybrnąć z tej sytuacji, to po prostu nagrać płytę, nie myśląc o tym, co dzieje się obok.
Michał: Wydaje mi się, że z drugą płytą jest tak, jak z historiami łóżkowymi. Pierwszą zawsze pamiętasz… albo nie pamiętasz, ale wiesz, że się wydarzyła. Co nie znaczy, że potem już nie lubisz. Lubisz, robisz i jest fajnie, ale to właśnie pierwszą sytuację wspominasz najchętniej, mimo że wcale nie musiała być superudana. Wiesz, nie przytoczę wszystkich stosunków z 2007 roku, bo ich nie pamiętam.
Piotr: Zajmowanie się tego typu problematyką szkodzi muzyce i zdrowiu. Niczego konstruktywnego nie da się stworzyć w ten sposób.
Michał: Nie można się dać sparanoizować.
Szymon: Wiesz, jak mamy 40 szkiców piosenek, to selekcja tych, które trafią na płytę, odbywa się naturalnie. Nie jest podyktowana wymaganiami rynku. A może przydałaby się ballada, bo stacje radiowe puszczą?

Czterech mezczyzn stoi na tle muralu

Ale ja nawet nie mówię o wymaganiach rynku i cudzych oczekiwaniach, tylko o chęci bycia najlepszym.

Tomek: Pewnie, każdy chce.
Piotr: Prawdopodobnie nie nagralibyśmy drugiej płyty, gdybyśmy nie wierzyli, że stać nas na to, żeby ona była dobra. Nie chodzi o kwestie ambicjonalne, o ściganie się, tylko o proste stwierdzenie. Jesteśmy w stanie to zrobić, to robimy. Nie jesteśmy, to sobie dziękujemy.
Michał: I dlatego ta płyta wychodzi dwa i pół roku po Terroromansie, bo rok po debiucie byliśmy w dupie dokumentnej…

Byliście w wiecznej trasie.

Tomek: Czyli w dupie kompozycyjnej.

Piotr: To się niestety przekłada na pisanie piosenek. A najważniejsze, żeby się nie spinać.
Michał: O, to do leadu pójdzie.

To może nawet być tytuł.
Michał: Nie, tytuł miałem wymyślony inny. Soundtrack do życia. Jak ja bym był dziennikarzem i ktoś by przyszedł na wywiad i powiedział, że ma gotowy tytuł, to nie wiem, co bym mu zrobił.

Przestań, ja akurat tytułów nie umiem wymyślać. Tylko musisz to teraz uzasadnić. Twoje teksty są takie życiowe.

Michał: Są życiowe. Następna płyta będzie o pokoleniu trzydziestolatków, a ostatnia o upławach.
Piotr: My niby żartujemy, ale to się wszystko układa w spójną całość. Nie trzeba się spinać, tylko robić. I wtedy wychodzi. A kiedy aktywność jest przesłonięta sprawami pobocznymi, to wtedy nie wychodzi. Wtedy jest na siłę, wtedy jest słabo. I to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego udało się akurat nam.
Michał: A przy okazji dla wielu osób opiniotwórczych czy nagłaśniających wydarzenia w branży muzycznej, Terroromans okazał się płytą ciekawą. Ale to zrządzenie losu. Co odpowiada za sukces płyty? To, że jest dobra? Nie, na pewno nie to. Gdyby tak było, to Michael Bolton nigdy by nie stanął na scenie.
Piotr: To, że płyta jest dobra, jest jakoś tam nieuchwytne. To się czuje. Czujesz, że płyta jest prawdziwa, a nie wymęczona.
Michał: A jeszcze bardziej nieuchwytna jest popularność płyty.
Szymon: Nie kontrolujesz tego, to się dzieje. To jest wypadkowa miejsca, czasu, ludzi.

No ale można działać też w sposób wyrachowany. Mietall Waluś napisał Słońce specjalnie pod Radio Zet.

Szymon: No i gdzie on teraz jest?

Czyli mówicie, że wszystko jest kwestią przypadku i szczęścia?

Michał: Nie, ale jakość płyty nie przekłada się na jej popularność. Jest mnóstwo dobrych płyt, o których nikt nie słyszał, i mnóstwo niedobrych, które znam na pamięć.

A dlaczego Notoryczni debiutanci? Za tytułem płyty stoi jakaś filozofia?

Piotr: Jak się okazało, że płyta będzie się tak nazywać, dorobiliśmy filozofię i jesteśmy przygotowani.

Czterech mezczyzn ubranych elegancko opiera sie o kaloryfer

No to zapraszam cię, Michał, serdecznie.

Michał: Notoryczne debiutanctwo można wielorako rozumieć. To jest coś, czego najbardziej pożądasz, i coś, czego jednocześnie najbardziej nie chcesz. Coś, co robisz cyklicznie, chcesz robić z takim entuzjazmem, jakbyś robiła to pierwszy raz. I jest też mnóstwo rzeczy, których obiecujesz sobie nigdy więcej nie robić, a jednak po tygodniu dopada cię poczucie winy, bo znów to się wydarzyło. I chcesz, i nie. Taki przewrotny tytuł. Zjawisko notorycznego debiutanctwa jest dominujące w naszym życiu.
Piotr: Ludzie lubią sobie stwarzać takie poczucie, że zaczynają od nowa.
Michał: Życiowy Senyszyn, Kukuczka dorastania.
Szymon: Jak ci coś nie wyjdzie, to dużo trudniej jest się podnieść i uparcie dążyć do tego samego celu. Łatwiej zmiąć jedną kartkę i zacząć coś nowego, co nie uda się pewnie z tych samych powodów, które pokrzyżowały pierwszą historię.
Piotr: I znowu przypadek. Materiał już był gotowy i dopiero wtedy zauważyliśmy, że teksty układają się w spójną całość.
Michał: To jest profetyzm literacki, imię jego czterdzieści i cztery.
Piotr: Nie powstał z założenia koncept album, tak wyszło i jeśli jakąś frazą można podsumować całą płytą to będzie to właśnie…

Warszawo, idź do diabła.
Szymon: Wszyscy rzucają to Warszawo, idź do diabła wyrwane z kontekstu
i nikt nie cytuje tego tekstu dalej. Jedni się cieszą, inni oburzają, a nikt nie cytuje w całości.
Michał: A ta linijka też jest zresztą kluczowa dla całego tytułu. Bo nie chodzi o Warszawę, a o opisanie pewnych doznań na poziomie miast. Warszawa funkcjonuje tu, jako symbol jakiegoś natężenia, przeładowania zmysłów. Tu jest rzeczy najwięcej, tu jest najszybciej. Pierwszy McDonald’s był w Warszawie.

Michał: Papierki od kanapek wkładałem do książek jak zakładki… I z Warszawą jest jak z debiutanctwem, chcesz i nie chcesz.
Szymon: Ale jest cienka granica pomiędzy notorycznym debiutanctwem a nieudacznictwem, nie wszystko można sobie tym wytłumaczyć.
Piotr: I chociaż to naprawdę nie było zamierzone, te piosenki układają się w jakąś historię o wchodzeniu w dorosłe, poukładane życie. A wy weszliście w dorosłe, odpowiedzialne życie?
Michał: Nie, nawet nie chcemy. Dorosła odpowiedzialność jest niestety – może ja mam swoją patologiczną definicję dorosłości – modna. I uboga. Wszystko, co robisz, jest wrzucone w kontekst tego, co robią twoi znajomi. Bo jak robisz inaczej, to może jakiś jebnięty jesteś. A Marek taki młody, zdolny, na stypendium w Niemczech był, teraz dziecko mu się rodzi.
Szymon: Kredyt na pięć stów dostał.

Na 50 lat.

Szymon: To jest jak wyrok.
Michał: Okazuje się, że odpowiedzialność i dorosłość polegają na robieniu czegoś wbrew sobie.
Piotr: Nie ma ucieczki od schematów, a jeśli jest, to taka desperacka, że automatycznie robi z ciebie buntownika i outsidera. A przecież chodzi tylko o to, żeby fajnie przeżyć życie. Ludzie trochę zapominają, że nie chodzi o stawianie się. I to też jest jedna z interpretacji tytułu.

Tak naciskacie na wielość interpretacji, a mnie się zawsze wydawało, że ty, Michał, masz problem, kiedy ludzie źle czytają twoje teksty.

Michał: Nie mam. Miałem problem tylko z tym, że wszystkie teksty na Terroromansie zostały sprowadzone do nieudanej miłości. Że to wszystko jest jakieś nieszczęśliwe. Zakompleksiony, pryszczaty koleś ze Stargardu Szczecińskiego, któremu się nic nie udaje, pisze piosenki i nagle dostaje kontrakt z Polskim Radiem. Nie o to chodziło. Dominującą interpretacją linijki: Nauczę cię, jak się spada z dachu, jest orgazm. Trzymajmy się konkretów? Napisałem to o totalnym zjeździe na pigułach. Wszyscy z góry zakładają, że w tekstach jest chłopak i dziewczyna, a ja nie piszę w ten sposób, jest raczej bezosobowo. Na wyścigi możesz pójść z dziewczyną, ale możesz też z kolegą albo babcią, jeśli masz na to ochotę, i jest świat.
Szymon: W Przesileniu (pierwszym singlu z nowej płyty – przyp. red.) pada tekst: Idziemy na plac Wolności zapomnieć dobre rady, co już zostało skomentowane na jakimś blogu, że dlaczego akurat na plac, na którym się nic nie dzieje. Bo dobre rady to można zapomnieć pod operą albo na cytadeli, gdzie młodzież przychodzi się upijać. A Michał niekoniecznie miał na myśli konkretne miejsce w Poznaniu. Dlaczego, może nawet nie ma sensu tego roztrząsać. Wszystko jest takie uniwersalne, do wszystkiego możesz się przytulić, pogłaskać.
Piotr: Za tekstami stoi życie. Nawet jeśli autor opisuje nie siebie, a sytuację na zewnątrz, to możesz się spodziewać, że z czasem ewoluuje i będzie pisał dojrzalsze teksty. I tak można porównać Notorycznych debiutantów do Terroromansu. Chociaż mam cały czas wrażenie, że to, co robimy, to jest niepotrzebne dorabianie teorii. Ale jeśli już przyjąć taką optykę, że coś próbujemy wytłumaczyć, to przede wszystkim ważny jest ten komfort, że faktycznie to się da wytłumaczyć. Że da się te wątki poukładać.

To jeszcze przyszłość ułóżcie. Co z wami teraz będzie?

Michał: …za oknem mrok. Zupełnie nie wiem, jak na to odpowiedzieć.
Tomek: Tacy byliście rozmowni. A teraz konsternacja.
Piotr: Nie wiemy, co z nami będzie. Byliśmy już najlepszym zespołem bez płyty i z płytą, byliśmy już wszystkim. I tyle splendoru na nas spadło, że może teraz ktoś pomyśli, że trzeba nam utrzeć nosa.

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera