Słodko-gorzki finał serii Locke & Key [recenzja]

Słodko-gorzki finał serii Locke & Key [recenzja]
Kadr z Locke & Key 3, źródło netflix.com

Premiera trzeciego i zarazem finałowego sezonu serii fantasy „Locke & Key” miała miejsce 10 sierpnia 2022 roku. A wydaje się, że przed chwilą był luty 2020 roku, gdy użytkownicy Netflixa po raz pierwszy odwiedzili Key House i zachwycali magicznymi kluczami ukrytymi w jego zakamarkach! Po ponad dwóch latach fantastyczna przygoda dobiegła końca. Czy warto było oglądać serial podążając za szepczącymi głosami, a historia rodziny Locke’ów została zakończona dobrze? Tego dowiecie się z lektury poniższej recenzji, ale uwaga – może zawierać spoilery.

Krótkie wprowadzenie do finału

Akcja nowego sezonu rozpoczyna się kilka tygodni po pokonaniu demona imieniem Dodge przez rodzeństwo Locke oraz ich przyjaciół. Oczywiście wciąż pozostajemy w miasteczku Matheson, w którym mieści się piękna posiadłość Keyhouse należąca od pokoleń do rodziny Locke. W rolach głównych niezmiennie: Emilia Jones, Jackson Robert Scott, Connor Jessup, Darby Stanchfield.

Słodko-gorzki finał serii Locke & Key [recenzja]
Plakat Locke & Key 3, źródło netflix.com

Strażnicy Kluczy, czyli Tyler, Kinsey i Bode Locke są przekonani, że po pokonaniu Dodge wszystko wróciło do normy. Najstarszy z rodzeństwa, Tyler stara się wieść normalne życie i pracuje w Montanie; Kinsey spełnia się z grupą filmową Savini nad drugą częścią filmu o „homarowatym potworze”; Bode jak zwykle szczęśliwe znajduje kolejne magiczne klucze i sprawdza ich działanie; mama rodzeństwa z kolei dopiero poznaje magię domu, dzięki kluczowi pamięci pomagającemu dorosłym zachować wspomnienie czarów, i jest podekscytowana każdym kluczem. W Keyhouse panuje spokój – wszyscy żyją przygotowaniami do ślubu wujka Duncana nieświadomi niebezpieczeństwa czyhającego tuż za rogiem…

Locke’owie szybko muszą połączyć siły, aby stawić czoła demonom, które w przeszłości próbowały odebrać magiczne klucze ich przodkom, a mianowicie kapitanowi brytyjskiej armii walczącego podczas Walki o Niepodległość Stanów Zjednoczonych i wykonujących jego rozkazy żołnierzom. Obrona Keyhouse ponownie będzie wymagała wielu poświęceń, a także ofiar…

„Locke & Key 3” – recenzja

„Locke & Key 3” to najkrótsza część serii, ponieważ składa się z ośmiu odcinków (dwa poprzednie sezony liczyły sobie po dziesięć epizodów). Po obejrzeniu całości można poczuć lekki niedosyt z racji braku dwóch dodatkowych odcinków, które mogłoby rozwinąć wątek podróży w czasie za pomocą jednego z kluczy. Tym razem widzowie zostają wciągnięci bardzo szybko, niemal od pierwszej minuty, czyli znalezienia klucza uruchamiającego śnieżną kulę z Keyhouse w środku, akcja nabiera tempa. Śledzimy losy Locke’ów i jednocześnie przypatrujemy się demonom w ciałach angielskich żołnierzy z 1775 roku, którzy powrócili do świata dzięki Kluczowi Echo. Fabuła ani przez chwilę nie przestaje ciekawić – zwłaszcza od momentu, gdy rodzeństwo Locke po raz pierwszy konfrontuje się z nowymi wrogami w drugim odcinku.

Atmosfera w „Locke & Key 3” staje się naprawdę gęsta – jest na przemian baśniowo i mrocznie, beztrosko lub groźnie, magicznie oraz tajemniczo. Nie brakuje momentów zaskoczenia, a zakończenia odcinków to zawieszenia akcji w najbardziej bogatych w napięcie chwilach, co powoduje chęć odtworzenia kolejnego epizodu. Klimatu dodaje fantastyczna ścieżka dźwiękowa, po raz trzeci skomponowana przez Torina Borrowdale’a, pełna tajemniczych szeptów, a także bajkowych melodii. Efekty specjalne jak zawsze robiły wrażenie i wprawiały w zachwyt.

Niekwestionowaną „gwiazdą” sezonu po raz kolejny jest postać Kinsey, która najlepiej z rodziny pełni funkcję Strażniczki Kluczy, jako artystyczna dusza zawsze ma świetne pomysły na wykorzystanie magii, zarówno dla zabawy jak i obrony z czasie zagrożenia wywołanego przez demony. Kinsey to bohaterka z krwi i kości – popełnia błędy, ale naprawia je w wyjątkowy sposób przez, co obserwujemy jej rozwój. Z wystraszonej, niepewnej siebie nastolatki staje się odważną i szalenie kreatywną młodą dorosłą. Wspominając o postaciach w „Locke & Key 3” nie można pominąć krótkiego pojawienia się demonicznej Dodge, w którą wciela się znana z „W wysokiej trawie” Laysla De Oliviera. Była obecna tylko w jednym odcinku, ale bez wątpienia skradła uwagę każdego widza swoim przenikliwym spojrzeniem, klasą oraz mrocznym poczuciem humoru.

Finał „Locke & Key” spełnił oczekiwania. Ostatni sezon zamknął wszystkie wątki, każda tajemnica została wyjaśniona, dzielni bohaterowie odnaleźli szczęśliwy koniec przygody z magicznymi kluczami, a w Keyhouse raz na zawsze zapanowały spokój oraz bezpieczeństwo. Ale finał ten można  określić mianem słodko-gorzkiego – słodkiego, bo wszystko skończyło się dobrze; gorzkiego, ponieważ rodzina Locke’ów musiała pozbyć się kluczy, aby zamknąć otwarte przez kapitana Gideona przejście do świata demonów. Utrata magicznych przedmiotów zawsze wiąże się z pewnego rodzaju smutkiem, przecież każdy z nas chciałby od czasu do czas przeżyć coś zaczarowanego, prawda?

Podczas seansu finałowego sezonu „Locke & Key” nie zabrakło emocji, a każdy odcinek oglądało się bardzo dobrze. Jedynym minusem był, wspomniany na początku, niewykorzystany potencjał klucza umożliwiającego cofnięcie się w czasie. Gdyby bohaterowie częściej korzystali z możliwości niczym z „Powrotu do przyszłości” mogliby szybciej poznać pochodzenie żołnierzy w strojach z czasów walk o niepodległość oraz kierujące nimi motywy, a także porozmawiać z przodkami (nie tylko na temat magicznych kluczy!).

Na szczęście moc klucza bohaterowi postanowili przeznaczyć na spotkanie w przeszłości z Rendellem – mężem Niny i ojcem Tylera, Kinsey oraz Bodego – który został zamordowany w pierwszym odcinku pierwszego sezonu, a za życia nie zdradził bliskim sekretu o istniejących w jego rodzinnej posiadłości magicznych kluczach. Była to wzruszająca scena, która pięknie podsumowała przygodę rodu Locke’ów jako Strażników Kluczy.

Keyhouse na pewno kryło w sobie jeszcze więcej ciekawych tajemnic, poza szepczącymi kluczami, ale wszystko, co dobre kiedyś dobiega końca. Opowiedziane w trzech sezonach „Locke & Key” było serialem, który oglądało się fantastycznie! Wciąż uważam, że sezon pierwszy był najlepszy ze wszystkich, jednak bez wahania serdecznie zachęcam każdego do seansu tej produkcji Netflixa oraz odwiedziny w Keyhouse. Finałowy sezon z pewnością nie zawiedzie, a da szansę na przeżycie kolejnej zaczarowanej podróży!

Podsumowanie – „Locke & Key” najlepszym fantasy Netflixa?

Pomysł na ekranizację komiksów „Locke & Key” Joe’go Hilla i Gabriela Rodrigueza przeszedł długą drogę – przez kilka stacji telewizyjnych, platform streamingowych, przez ręce wielu reżyserów oraz scenarzystów. Ostatecznie po kilku latach to właśnie Netflix stworzył serial na podstawie wciągającej serii komiksów ze świetnymi dialogami oraz wyrazistymi postaciami narysowanymi śmiałą kreską.

Śledząc historię prób przenoszenia „Locke & Key” na ekrany aż trudno nie zwrócić uwagi na nazwiska reżyserów, którzy na początku mieli zrealizować projekt. Aż szkoda, że Andy Muschietti („Mama”, „TO” i „TO: Rozdział 2”) czy Scott Derrickson („Sinister”, „Zbaw nas ode złego” oraz „Czarny telefon”) ostatecznie nie byli odpowiedzialni za ekranizacje „Locke & Key”. Z pewnością byłyby to serie z prawdziwego zdarzenia!

Jednak twórcy faktycznej serialowej ekranizacji komiksów, czyli Carlton Cuse, Meredith Averill i Aron Eli Coleite, przygotowali nie tylko dobrą ekranizację, ale i najlepszy serial fantasy platformy Netflix. Co takiego czyni go najlepszym? Po obejrzeniu wszystkich sezonów można zdecydowanie odpowiedzieć, że: niepowtarzalna fabuła, która pozwala widzowi zawiesić niewiarę i poczuć jakby istnienie magicznych kluczy było czymś rzeczywistym; niesamowite efekty specjalne zrealizowane w estetyczny i pomysłowy sposób; widz w każdym wieku może znaleźć w nim coś dla siebie; w mgnieniu oka potrafi przenieść widza we wciągającą opowieść o rodzinie, przyjaźni, wielkim domu z zagadkami, stracie, wspomnieniach, demonach, szeptach oraz czarach.

Tekst: M. M.

Zobacz także: Netflix rozszerza uniwersum „Przeznaczenie: Saga Winx” o 2 książki

Netflix rozszerza uniwersum „Przeznaczenie: Saga Winx” o 2 książki

Komentarze
5/5 - (1 vote)