Sieciowa partyzantka: jak się walczy w internecie?

we will fight we will kiss sieciowa partyzantka, bójka w tle

Zgodnie z mądrością głoszącą, że informacja jest władzą, atak na status quo coraz częściej i skuteczniej odbywa się z poziomu sieci: Od Wikileaks przez twitterową rewolucję w Afryce Północnej, hakowanie stron rządowych w Polsce, szczeniackie happeningi, nawoływanie do zamieszek i plądrowania sklepów po akademicką debatę.

Podobno Francuskiej Rewolucji nie wywołał głodny lud, tylko źle opłacani prawnicy. A jeśli marzną i głodują prawnicy, nauczyciele i młodzi lekarze, z szerokopasmowym internetem… Nie ma nic bardziej niebezpiecznego dla systemu niż wkurwiony absolwent podłączony do sieci społecznościowych.

Przekonaliśmy się o tym rok temu w Afryce Północnej, nieco wcześniej w Anglii, a także w Irlandii czy w USA. W sercu wszystkich zadym ostatnich miesięcy stali młodzi ludzie – spauperyzowani, dobrze wykształceni i używający przeglądarek. Internet to taka przestrzeń, w której od głupiego żartu do poważnego ruchu i działań mających konsekwencje polityczne, istnieje dużo mniejszy dystans niż w realu.

Zdjecie pieciu mezczyzn ubranych w czarne garnitury z bialymi maskami na twarzy

Potęga memu, powielanej przez użytkowników sieci jednostki informacyjnej (zdania, obrazku, filmiku), doprowadziła do stworzenia grupy Anonymous. Nieformalny sojusz zapoczątkowany na forum obrazkowym 4chan dziś trzęsie światową polityką i dobrym samopoczuciem elit medialnych i finansowych. To fenomen internetowy, któremu najbliżej pewnie do klimatów cyberpunkowych rodem z Williama Gibsona. To coś pomiędzy ideologią, think tankiem a niesformalizowaną grupą sieciowych aktywistów i hakerów. Podobnie jak w przypadku punk rocka – Anonimowym może zostać każdy i nie potrzeba do tego specjalnej legitymacji.

Od kilku lat Anonymous to coraz bardziej prężna grupa, która nawet zyskała swoją identyfikację wizualną. Publicznie pokazują się w maskach spopularyzowanych przez V jak vendetta. Początkowo popierali wszelkie formy internetowego piractwa i miotali się między tak różnymi akcjami, jak atak na publiczną osobę wykorzystującą nieletnich czy na scjentologów. Od zawsze wspierają piractwo. Korporacje próbujące ratować, co się da z praw autorskich, są ich ulubionym celem. W styczniu przy okazji afery z ustawą SOPA w Stanach zamknięciem serwisu Megaupload i kłótnię o ACTA w Polsce było ich w mediach szczególnie dużo. Anonimowych uważa się za spadkobierców dzieła Juliana Assange’a – Wikileaks. Druga grupa hakerów, która ostatnio napsuła krwi decydentom, to LulzSec. Odpowiedzialni są za zmasowane ataki na korporacyjny internet, m.in. na serwery amerykańskiej telewizji PBS, Fox News, CIA i Sony Pictures.

Kolorowe namioty na ulicy londynu

Równolegle obserwowaliśmy, jaką siłę polityczną ma uwolniona informacja. Obok działań hakerskich rozpływała się po sieci nowa polityczna świadomość, bodaj najciekawiej kanalizowana przez Deterritorial Support Group – nieformalną grupę aktywistów skupioną w Londynie i ultralewicowy blog założony na fali protestów studenckich w UK jesienią 2010, samozwańczą maszynę propagandową.

DSG to przeciwnicy zarówno reform Camerona, zmierzających w kierunku dalszego urynkowienia wyższej edukacji, jak i zbiurokratyzowanych związków zawodowych i samorządów studenckich. Sięgają po różne środki ekspresji – od płomiennych odezw przypominających najlepsze tradycje włoskiego i francuskiego ruchu studencko-robotniczego, przez wyrafinowane eseje po prezentacje sztuki zaangażowanej i estetykę lOl-ujących wombatów. Projekt zakończył działalność w styczniu 2012.

Logo facebooka i twittera

Facebook i Twitter powodują, że informacja rozprzestrzenia się z prędkością, której nie ma szans kontrolować żadna władza. Wystarczy wejść na Twittera. To nie tylko miejsce lansu Wojciecha Szczęsnego czy kanał, za pomocą którego nieoceniony Zbigniew Hołdys, jak gwiazda gwieździe, doradza Kanye Westowi. W 2011 roku z Twittera korzystali wszyscy wielcy – od Grzegorza Napieralskiego po studentów rozkręcających Wiosnę Ludów w Egipcie. Wrzało też przy okazji skandalu z podsłuchami w UK czy zamieszek w Wielkiej Brytanii w sierpniu 2011. Na Twitterze skrzykiwali się wtedy, przynajmniej początkowo, zarówno młodociani rabusie w kapturach, jak i lokalne społeczności próbujące bronić swojego dobytku. Tych pierwszych dopingowała m.in. M.I.A., popularna artystka, od lat próbująca, z różnym skutkiem, swoją muzyką oddawać klimat rewolucyjnej przemocy.

Twitter najbardziej spośród sieci społecznościowych budzi czujność rewolucyjną. Napisano już bardzo wiele o jego roli w rewolucjach w Afryce Północnej, ale to wciąż rozwijające się i niebezpieczne narzędzie. Przykłady najpopularniejszych kont założonych w tym serwisie: @_IamCapitalism dostarcza celnych aforyzmów komentujących okropności obecnego systemu ekonomicznego; @ProtestMovement prowadzą pracę u podstaw, koordynując tlące się w różnych miejscach ruchy oporu i podtrzymując poziom frustracji z powodu ekscesów globalnych elit finansowych; wejdźcie też na @GSelevator – przeczytacie, o czym rozmawiają w windzie pracownicy Goldman Sachs. Patrick Bateman, psychopatyczny yuppie z American Psycho, w pigułce.

Wystarczy tylko kilka kwiatków z tego Twittera, żeby poczuć złość i absolutną bezsilność: Jeśli jesteś w stanie być dobry tylko w jednej rzeczy na świecie – bądź dobry w kłamaniu. Jeśli robisz to wiarygodnie, jesteś dobry we wszystkim. Wygląda na to, że stan naszej gospodarki najmocniej uderzył w dziewczęta o przeciętnej urodzie. Jeśli w twojej robocie musisz nosić plakietkę z imieniem i nazwiskiem, to znaczy, że nikogo nie obchodzi, jak się nazywasz. To, co się dzieje w Goldman Sachs, już nie zostaje w Goldman Sachs. Warto, żeby po serii lekcji z obsługi internetów decydenci zapamiętali tę nową prawdę raz na zawsze.

Tekst: Piotr Kowalczyk

Komentarze
Sieciowa partyzantka: jak się walczy w internecie?
Oceń artykuł