Sex, Hedi Slimane & Rock’n’roll

Przez niego Karl Lagerfeld znacznie schudł, a Kanye West musiał przełknąć gorzką pigułkę. Jego postać obrosła w legendy. Hedi Slimane rządzi domem Saint Laurent jak mu się żywnie podoba, a świat co i rusz komentuje jego poczynania słowem profanacja.

Oto on, prowokator. Ogromne, lekko wyłupiaste oczy, grube brwi, ciemne włosy i przekrzywiony nos. W skórzanej marynarce, zwykłym T-shircie i narzuconym nonszalancko czarnym szalu wygląda jak pomieszanie brata Vincenta z filmów Tima Burtona i męskiej wersji heroin chic. Mówi szybko, nienaganną angielszczyzną z widocznym francuskim akcentem i co chwilę, spuszczając wzrok albo spoglądając za okno, marszczy czoło. Złośliwi nazywają go „księciem ciemności”. Projektant kontrowersyjny, który za złą recenzję potrafi zamknąć drzwi przed nosem i pouczać. Gwiżdże na zarzuty, że brak mu pomysłów i przez niego marka Saint Laurent przestała kojarzyć się z luksusem. Ludzie pytają, po co zmienił logo, dlaczego nie może obracać się w klasycznej stylistyce YSL, czemu od Catherine Deneuve woli Courtney Love i zachowuje się tak, a nie inaczej.

hedi0

Wizjoner

Końcówka września, paryski Tydzień Mody. Za parę minut ma się rozpocząć pokaz Saint Laurent. Dyrektor kreatywny, Hedi Slimane, robi ostatnie poprawki i sprawdza, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Czy cekiny dobrze się układają, w rajstopach nie ma oczek, a modelki na pewno pamiętają całą choreografię. W końcu gasną światła. Najpierw pojawiają się błyszczące konstrukcje, potem na wybieg wkraczają modelki i maszerują w rytm „1, 2, 3” Aleidy. Kolekcja jest świeża, drapieżna i odważna, ale z wyraźnymi odwołaniami do estetyki domu mody. Slimane jednak i tak słyszy: „to nie YSL!”.

Już wczesną wiosną 2012 roku, gdy obejmował obecne stanowisko, zapowiadał ogromne zmiany. Najpierw wykreślił z nazwy imię założyciela marki, potem dodał stolicę Francji, w efekcie czego z Yves Saint Laurent powstał Saint Laurent Paris. Zmienił też logo, opakowania, stronę internetową i wygląd sklepów. „To jakiś skandal”, „Morderca tradycji”, „Yves przewraca się w grobie”, powtarzali wszyscy. Slimane trwał jednak uparcie przy swoich postanowieniach: unowocześnić markę i dodać jej solidne pazury. Ani Tom Ford, ani Stefano Pilati nie byli aż tak odważni. Szybko udowodnił, że w XXI wieku luksus nie musi ubierać się w długie, tiulowe suknie, eleganckie futra i kolorowe kokardy. Może być drapieżny, ekstrawagancki, brudny i rockandrollowy. Początków współpracy Hedi Slimane’a z YSL należy szukać już połowie lat 90., kiedy to stworzył dla nich linię męską, a już rok później był dyrektorem artystycznym. Jak wieść niesie, debiutanckim pokazem Slimane’a zachwycał się sam Yves, który entuzjastycznie oklaskiwał Hediego z pierwszego rzędu.

Na początku 2000 roku Slimane zaprezentował słynną kolekcję Black Tie, przeznaczoną dla bardzo szczupłych mężczyzn. Pulchny wówczas Karl Lagerfeld, gdy tylko ją zobaczył, od razu zabrał się za zrzucanie zbędnych kilogramów. W wywiadzie dla The Telegraph opowiadał wtedy: „Do tego czasu czułem się ze sobą dobrze i nie miałem żadnych problemów zdrowotnych lub – co byłoby gorsze – emocjonalnych. Ale nagle chciałem nosić ubrania zaprojektowane przez Hediego Slimane’a”. To były ostatnie projekty niepokornego Francuza dla YSL. Chwilę potem odszedł do Diora, gdzie zwiększył sprzedaż aż o czterdzieści procent. Jednak nie zagrzał tam zbyt długo miejsca i zrezygnował w 2007 roku. Zrobił sobie kilkuletnią przerwę od projektowania. Zanim wrócił do Saint Laurent, fotografował i kręcił filmy.

Zawsze chodziło o dokument

Jego estetykę można łatwo opisać jednym zdaniem: Sex, drugs & rock’n’roll w wersji black&white. Takie obrazy pomagają mu wydobyć głębię, bawić się fakturami i emocjami. Slimane patrzy na świat poprzez monochromatyczne okulary i wydobywa ze swoich modeli nawet najmniejszą wrażliwość i skrywaną, choćby pod wieloma warstwami ubrań, cielesność. To przed jego obiektywem Sky Ferreira okazała się kruchą dziewczynką, Justin Timberlake przestawał ukrywać zmarszczki, a Jack Kilmer z chłopca przemienił się w mężczyznę.

hedi3

Miał jedenaście lat, gdy powstały jego pierwsze fotograficzne eksperymenty. Fascynował się wówczas twórczością Alexandra Rodchenki i Caspara Davida Friedricha. Potem, już podczas pracy dla Diora czy dla Yves Saint Laurent, tworzył sesje zdjęciowe. W 2006 roku założył blog Hedi Slimane Diary, na którym do tej pory zamieszcza swoje prace. Pełno tu zdjęć reportażowych i fotografii przedstawiających nieznanych ludzi, ale są też portrety najważniejszych gwiazd muzyki. Zaczął też tworzyć krótkie filmy, trochę modowe i bardzo abstrakcyjne. Na jednym z nich mężczyzna z głową niedźwiedzia wali w perkusję, a w rytm tego hałasu chłopak w obcisłych rajstopach tańczy niczym rasowa baletnica. Młody bożek zgrabnie prezentuje swoje umiejętności – od wymachiwania rękami, przez szpagaty i podskoki, aż po piruety w sztucznym śniegu. Bohaterką kolejnego jest natomiast boska Georgia Jagger, która przechadza się po parku topless i w cekinowych legginsach, a potem stoi w czarnej pelerynie przed łóżkiem stojącym na środku pustego salonu. Wygląda pięknie, ale właściwie nie wiadomo, o co chodzi. Pewne jest tylko jedno – Hediego ogromnie fascynują: ruch, ciało i dźwięk.

Fashion = music + youth + sex

Trzecią, chociaż może właściwie pierwszą, miłością projektanta jest muzyka. „Od dzieciństwa całe moje życie kręciło się wokół muzyki. Często podczas słuchania konkretnej piosenki formowały mi się w głowie pomysły na kolekcje”. Tworzył stroje sceniczne dla Micka Jaggera, Jacka White’a, The Libertines, Franz Ferdinand i The Kills, a młodym zespołom zlecał pisanie utworów specjalnie do jego pokazów. Fotografował niemiecką scenę klubową i odrodzenie rocka, a do swoich kampanii angażował tylu muzyków, że czasem aż trudno się w tym połapać. Nic dziwnego, skoro jego przepisem na modę jest maksyma „fashion = music + youth + sex”.

 hedi4

Niektóre jego projekty wyglądają wręcz jakby zostały ukradzione z szafy Pete’a Doherty’ego czy Joan Jett. Naturalne wiéc,  że różni muzycy pojawiali się na wybiegach Saint Laurent w roli modeli czy prezentowali ubrania w sesjach zdjęciowych. I tak w jego otoczeniu można wymienić chociażby Phoenix, Becka, Madonnę, Daft Punk, B.B. Kinga, Davida Bowiego i Lady Gagę. Ta ostatnia zresztą gorąco namawiała Slimane’a, żeby wrócił do projektowania.

Nie ze wszystkimi muzykami się jednak przyjaźni. Kanye West na przykład szczerze go nienawidzi. Wszystko dlatego, że Slimane parę dni przez Paryskim Tygodniem Mody powiedział raperowi, że ten może przyjść na jego pierwszy pokaz Saint Laurent tylko, jeśli obieca, że nie pojawi się na kolejnych. To tak uraziło Westa, zazwyczaj zajmującego zaszczytne miejsca w pierwszych rzędach, że następnego dnia poszedł do studia razem z chłopakami z Daft Punk i sfrustrowany nagrał kawałek I Am A God. W wywiadach otwarcie przyznawał się, że czuje się obrażony przez projektanta: „Nikt nie może mi mówić, gdzie mogę iść, a gdzie nie. Jestem żyjącą i oddychającą gwiazdą rocka numer jeden. Jestem jak Axl Rose, jestem jak Jim Morrison, jestem jak Jimi Hendrix. Nie możesz mówić, że kochasz muzykę, a potem powiedzieć, że Kanye West ma nie przychodzić na twój pokaz”.

Wszystko po swojemu

Ostatnia kolekcja Slimane’a dla Saint Laurent jest kwintesencją jego miłości. Na sezon wiosna/lato 2016 projektant przebrał swoich wszystkich modeli za Kurta Cobaina. Z jego garderoby pożyczył skórzane kurtki, wzorzyste swetry, koszule w kratkę, dżinsy, a nawet charakterystyczne białe okulary. A na wybieg zaprosił młodych modeli, synów gwiazdorskich ojców – Dylana Brosnana, Jacka Kilmera i Charliego Oldmana. Pokaz zamienił w prawdziwe przedstawienie. Rozpoczęły go psychodeliczne światła i głosy, ale już po chwili goście trafili wprost na koncertową scenę. A na tej co chwilę pojawiali się modele i modelki przypominający słynnego muzyka. Finał odbył się prawie po ciemku, wybieg oświetlało tylko drobne, migające światło.

 detal

Działalność Slimane’a na pierwszy rzut oka wydaje się kontrastować z tym, co robił Yves. Bo czy ktoś tu widzi uwielbienie dla kobiety? Eleganckie suknie? Charakterystyczny szyk? Slimane robi coś zupełnie innego i słucha tylko siebie. Można powiedzieć, że jego rewolucja przypomina zafarbowanie na czarno i dodanie ćwieków do białego, wykrochmalonego kołnierzyka. O tym, że nie wszystko jest takim, jakim się na pozór wydaje przekonuje Pierre Bergé, były partner Saint Laurenta. Nazwał on Slimane’a jedynym prawdziwym spadkobiercą domu mody. Może nie jest tak wierny klasyce, jaki był Yves, ale doskonale rozumie taktykę marki. Trzeba robić wielką kontrowersję i wielką modę jednocześnie.

 

tekst | Aleksandra Zawadzka

Komentarze
Sex, Hedi Slimane & Rock’n’roll
5 (100%) 1