Sara Kordowska: Śpiewam o sobie, o tym, czego mi brakuje, co mnie dotknęło i że po prostu „nie wiem” [WYWIAD]

Dwa zdjęcia dziewczyny: na lewym trzyma palec na oku, na prawym jest odwrócona plecami

Została laureatką trzeciej konkursu radiowej Czwórki – Wydaj płytę z Będzie Głośno. Jak sama przyznaje, jest wyswobodzona z uścisku zgrabnych, gościnnych refrenów i ma ochotę na dosadniejsze, a przede wszystkim własne słowa.

Na początku października mogliśmy przywitać się z debiutanckim albumem Sary Kordowskiej, zatytułowanym Wszystko i Nic. Dzisiaj rozmawiamy z Sarą o poezji, muzyce, początkach oraz pytamy o plany na przyszłość!

Czytaj również: Intensywne sample, pastelowe melodie i mocne słowa. Sara Kordowska prezentuje album „Wszystko i Nic”

Sara, zostałaś laureatką trzeciej edycji konkursu Wydaj Płytę z Będzie Głośno. Zgłosiłaś się spontanicznie, czy była to decyzja poprzedzona długim rozważaniem wszelkich za i przeciw?

Gdyby nie singlowy kompan – Jacob Flâneur, prawdopodobnie przegapiłabym termin zgłoszeń. Wtedy nawet nie mogłabym go nazwać w ten sposób. Długo chciałam wydać płytę na własną rękę i szukałam alternatywnej pomocy. Okazało się, że to właśnie tu.

Zgłaszając się do konkursu musiałaś mieć już gotowy materiał na płytę. Jaką drogę przeszłaś z Wszystko i Nic od momentu jej zgłoszenia do konkursu, do dnia premiery?

Był to jeden z najintensywniejszych momentów mojego życia- ogłoszenie wyników sprawiło, że musiałam regularnie pojawiać się w Warszawie, jednocześnie przenosząc się na stałe do Gdańska. Gotowy materiał to całkiem poważny fundament, ale okazuje się, że w kuluarach czekają papierologia, dużo monologów i pytania, które zaczynają się nasuwać à propos kolejnych działań i ta najbardziej paląca kwestia – czy to wszystko nas satysfakcjonuje tak jak powinno. Chociaż okres od zgłoszenia do premiery to czas, kiedy najważniejsze, czyli materiał było już zakończonym tematem. Sesje, plany i cała reszta to moment na oswojenie się z myślą – udało się.

W Twoim bio na Instagramie możemy przeczytać, że jesteś: Wypadkowa ludzi, dźwięków i wszystkich odcieni niebieskiego. Dlaczego akurat niebieskiego?

Niebieski to bardzo specyficzny kolor. Kojarzy nam się z niebem, oceanem, logiem messengera. Czyli przestrzeniami, punktem pewnej styczności. A tak na serio to nie ma tu większej ideologii. Za granicą, blue oznacza osobę smutną, nostalgiczną i melancholijną. To bardzo romantyczna mieszanka, często kojarzona z przypisywaną mi wrażliwością. Niebieski ma bardzo dużo twarzy i bije od niego niesamowicie ciepły chłód.

W ramach projektu Wydaj Płytę z Będzie Głośno powstał także teledysk do utworu Dom 2.0 z gościnnym udziałem Jacoba Flâneura. Reżyserem teledysku jest Konrad Aksinowicz. Miałaś obraz tego utworu gdzieś od początku w swojej głowie, czy powstała ona razem z Konradem?

Powiem więcej – dwa lata temu powstał nawet klip do tej piosenki. Była to jeszcze wersja bez Jacoba, statyczny plan, parę mebli z mojego domu i prostota. Cała sytuacja płytowa potoczyła się zupełnie inaczej, także to samo musiało dotyczyć klipu. Zaufałam Konradowi, który próbował dostrzec we mnie osobę, a nie kolejną laureatkę, której trzeba zrobić plastikowy klip. Wysłuchał moich próśb o polskość, zero image’owych udziwnień i domową atmosferę, którą stworzył na planie.

W jednym z wywiadów zdradziłaś, że napisanie tekstu piosenki zajmuje Ci trzy minuty. Powiesz coś więcej o swoim procesie twórczym, jak to wygląda – najpierw tekst, potem melodia?

To zależy od utworu, dnia i typu spotkania z muzyką. Na próbach z bandem biorę stary notes i w trakcie improwizacji zaczynam wplatać słowa. Pracowałam też zdalnie, na bitach od ludzi których nigdy w życiu nie widziałam. Oprócz tego uczestniczę w zajęciach, gdzie wszystko robimy od zera, czasem zaczynamy od głupawego tekstu jeszcze podczas rozstawiania sprzętu, a czasem od przypadkowego klaśnięcia. Utwory to czysta lawina myśli i dźwięków.

Jacy polscy artyści Cię inspirują?

Najłatwiej przytoczyć wszystkie nazwiska, które kiedykolwiek przewinęły się przez Męskie Granie. Przy ogłaszaniu line-upu zawsze się wzruszam, w tym roku nawet się rozpłakałam. TOP 3 kobiet: Nosowska, Paulina Przybysz, Brodka. Jeśli chodzi o mężczyzn to zdecydowanie: Piotr Rogucki, Mateusz Dopieralski (Bitamina) czy Krzysztof Zalewski.

Ważną część Twojego życia stanowi także poezja. Co było pierwsze: miłość do muzyki, czy wierszy?

Jeżeli patrzeć na chronologię to muzyka. Jest bardziej pierwotna, opiera się na czuciu (potem też na technice, ale to pomińmy). Do pisania, trzeba znać przynajmniej alfabet, a że moja przygoda zaczęła się w przedszkolu, nie było to takie oczywiste. Słowa (zwłaszcza w formie haiku) są małym zapalnikiem, który pamiętam. Urzekała mnie też proza, pierwszy szkic mojej książki powstał, gdy miałam 6 lat. Chciałam iść w tym kierunku i przez długi okres nie wiedzieć czemu, dwa te krańce zupełnie się nie stykały. Obie dziedziny się przenikają, ale równocześnie rządzą różnymi prawami. Teraz chciałabym wykorzystywać i odkrywać te światy jak najintensywniej się da.

Twoje teksty są dosadne, pozbawione gry pozorów, czy frazesowych zwrotów. Jakbyś w kilku zdaniach podsumowała to, o czym śpiewasz?

Wszystko, co czuję, przekłada się na słowa. Mam w głowie zapętlone klatki, jakieś ujęcia może podparte wspomnieniami, a może zmącone zwykłymi sennymi wizjami. Tytuł Wszystko i nic sugeruje,że są to momentu silnie nacechowane, jak i wyblakłe czy nijakie uczucia.

A o czym byś nigdy nie napisała piosenki?

Utwory są przestrzenią zarówno dla intymnych przeżyć, duchowości czy polityki. To nie jest tak, że bym o czymś nie napisała. Może się zdarzyć, że nie zetknę się z określonym bodźcem, co z kolei spowoduje, że Najzwyczajniej nie będę miała podstaw, żeby poruszyć jakiś temat. Zamykanie się na jakąś sferę, odbiera pisaniu cały jego kontekst i piękno.

A poza warstwą liryczną – co jest dla Ciebie ważne, jeśli chodzi o stawianie kroków w branży muzycznej?

Jak w każdej sferze życia, to ludzi odbieram jako najważniejszych. Muzycy, agenci, graficy, reżyserowie, wydawcy, oczywiście cała grupa odbiorców. Nie wspomnę o tych, których doceniam za samą obecność. I tu jest clue – żeby pamiętać o wszystkich i starać się nie stracić pokory. Ważne jest baczne przyglądanie się całej tej drodze i nie zgubienie samego siebie. Musimy nastawić się na dużo czasu z samym sobą i pielęgnowanie tego trybu lustra.

Płyta już jest na półkach sklepowych – co dalej w planach? Czy możemy liczyć na jakąś trasę koncertową?

Parę koncertów mocno rozrzuconych terminowo, nie nazwałabym trasą, ale rzeczywiście rozeznaję różne przestrzenie w których chciałabym grać. Razem z bandem tworzymy dalej, spotykamy się na próby, przed nami house gig. W planach jest po prostu robienie więcej, dalej i bardziej.

Czego powinniśmy Ci życzyć na najbliższy czas?

Pogodzenia ze sobą wszystkich światów, które dopiero poznaje i porządnej dawki spokoju. No i żeby ludzie i miejsca nigdy nie przestały mnie inspirować.

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Sara Kordowska: Śpiewam o sobie, o tym, czego mi brakuje, co mnie dotknęło i że po prostu „nie wiem” [WYWIAD]
5 (100%) 1