Rozmawiamy z Tomaszem Wasilewskim!

Mężczyzna w kurtce z futerkiem i w okularach na tle miasta

Za scenariusz do Zjednoczonych stanów miłości” Tomasz Wasilewski otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale, ale nawet bez laurów i wyrazów uznania, film 35-letniego reżysera nie mógłby zostać niedoceniony. Poruszający, kameralny dramat to świetna propozycja dla koneserów kina inteligentnie psychologizującego, a zarazem potwierdzenie pozycji twórcy jako jednego z bardziej błyskotliwych reprezentantów pokolenia filmowych roczników 80.

Za sprawą Zjednoczonych stanów miłości na dobre już chyba przylgnie do Ciebie etykietka specjalisty od kina kobiecego. Czy taka łatka przeszkadza?

Trudno mi odnieść się do podobnych sformułowań, ponieważ nie narzucam swojemu kinu żadnych kategorii. Opowiadam po prostu o człowieku. Wybieram na głównych bohaterów kobiety, ponieważ obecnie bardziej mnie one interesują. Jednak wydaje mi się, że wszyscy mogą odnaleźć się w moich filmach, niezależnie od płci.

Film przenosi widza do roku 1990, ale czy historia w nim przedstawiona mogła wydarzyć się 26 lat później?

Tak, ponieważ od strony emocjonalnej Zjednoczone stany miłości są obrazem bardzo aktualnym. Gdyby jego akcja rozgrywała się współcześnie, bohaterowie podejmowaliby zapewne inne wybory, ale to jedyna możliwa różnica. W sferze emocjonalnej jest to film bardzo uniwersalny, dlatego też jest rozumiany na całym świecie.

Mężczyzna w kurtce z futerkiem i w oku

Kontekst historyczny jest w nim jednak istotny. Okazuje się bowiem, że w obliczu odzyskanej wolności ludzie są nieco bezradni. Również kiedy stawką są relacje.

Na konferencji prasowej w Berlinie Julka Kijowska użyła bardzo trafnego porównania, mówiąc, że gdy otworzy się klatkę zwierzęciu wychowanemu w niewoli, ono i tak pozostanie w tej klatce. Rozmawiałem też o tym z ludźmi z innego pokolenia – z moimi rodzicami i z Dorotą Kolak. Oni dorastali w minionym systemie, który zaszczepiał im poczucie niewiary, zamykał przed nimi możliwości – zarówno w sensie zawodowym, jak i prywatnym. Reżim komunistyczny wytatuował ogromne piętno na ludzkich duszach i jest to widoczne także u bohaterów Zjednoczonych stanów miłości.

Warunki społeczne nieuchronnie determinują zatem także relacje i ich jakość?

Z pewnością tak. Pamiętam tamten czas z perspektywy dziecka, ale mam poczucie, że wszyscy mieli wówczas „poukładane” życie. Typowa rodzina złożona była z ojca, matki i dwojga dzieci. Ojciec rano wychodził do pracy, matka zajmowała się domem, w niedzielę wszyscy szli do kościoła… Nie było starych panien ani kawalerów, nie było też rozwodników. Ja dopiero w liceum poznałem kogoś, kto pochodził z rozbitej rodziny. Wcześniej takie historie poznawało się jedynie z filmów. Dawne społeczeństwo budowały inne tradycje, a dziś po 26 latach życia w kapitalizmie, mamy możliwość sięgnięcia do kultury Zachodu. Poszerzył się nasz światopogląd, inaczej więc patrzymy na pewne sprawy. Uwarunkowania społeczne niewątpliwie wpływają więc na ludzi, ich decyzje i relacje.

Dorastałeś na takim blokowisku, jakie zostało ukazane w filmie?

Wychowałem się na osiedlu położonym na obrzeżach Inowrocławia, w ostatnim bloku. Dla mnie był to wówczas koniec świata. Sferę wizualną Zjednoczonych… zbudowałem na bazie własnych wspomnień.

Całego wywiadu szukajcie już niedługo w papierowej wersji magazynu i na platformie ISSUU.

Rozmawiał: Sebastian Rerak
Zdjęcia: Marcin Oliva Soto

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera