Czy przyjaźń z dzieciństwa ma termin ważności?

Dwie dziewczyny leżą na łóżku z maseczkami z ogórka

Zaplatałyście sobie warkocze, pożyczałyście naklejki z odlotowymi agentkami i sprzeczałyście się, który z bliźniaków z Tokio Hotel jest lepszy. Niestety lata mijają i nagle ta świetna Gośka, z którą do rana debatowałaś na Gadu-Gadu ma nowych znajomych, za twoimi nie przepada, a w ogóle to uważa, że się zmieniłaś i gardzi techno. Co robić?

Nie oszukujmy się. Trudno nam się rozstać z pamiętnikiem z podstawówki czy pierwszym napisanym opowiadaniem o księżniczce Dżesice, o starym swetrze nie wspominając. Jak więc mamy ze stoickim spokojem zdecydować się na rozluźnienie i w efekcie całkowite zatracenie kontaktu z osobą, która wypełniała nam wolny czas przez wiele lat. Staramy się zaklinać rzeczywistość, wmawiać sobie, że przecież nic się nie zmieniło, zawrócić dorastanie.

No właśnie. To właśnie dorastanie weryfikuje termin ważności naszych znajomości. Niektóre osoby są dla nas wręcz idealnymi kompanami na konkretnym etapie życia, tak jak i my jesteśmy supertowarzystwem dla nich. Z czasem jednak ze względu na życiowe perturbacje, nową szkołę, studia, a co za tym idzie rzucenie się w nowe środowisko (często związane z nowymi zwyczajami, poglądami) zmieniamy się i w niczym nie przypominamy już tej uroczej bezzębnej ośmiolatki. Dzieci ufają i okazują swoje przywiązanie bezwarunkowo. W dzieciństwie nie ma wielu rzeczy, o które można się pokłócić. Mało wiemy o świecie, mało rzeczy nas mierzi, jesteśmy nastawieni na odkrywanie, a nie podważanie treści (co jest typowe dla wieku dojrzewania). To pierwsze symptomy, które należy uważnie obserwować w relacji ze swoimi przyjaciółmi. Czy w tym całym dojrzewaniu i de facto kształtowaniu swojej prawdziwej, ugruntowanej osobowości nie rozmijamy się nieco z naszą „drugą połówką”?

Trzy dziewczyny  w wannie, jedna w bialej sukience, druga w czarnych spodniach, trzecia w płaszczu w panterkę

Nie bez powodu w dorosłym życiu ostrożniej dobieramy sobie przyjaciół. Spotykamy się wtedy jako ukształtowane, odrębne osobowości i wspólna sympatia do kina Allena nie wystarczy, żeby zdecydować się na wspólny wypad na wakacje albo dzielić się swoimi sekretami.

Brutalnego wypalenia przyjaźni doświadczyła w swoim życiu moja kumpela Aśka, studentka politologii. Aśka i Monika były przyjaciółkami ze szkolnej ławy. Jedno osiedle przesądziło o pójściu do tej samej szkoły rejonowej, a dzielony plac zabaw o spędzaniu ze sobą czasu także po lekcjach. Aśka prymuska, Monika mniej. Pierwsza bardzo szczupła, druga od zawsze liczyła kalorie. Obie oglądały teledyski amerykańskich bożyszczy nastolatek (ktokolwiek był wtedy na topie) i marzyły o spotkaniu pierwszego chłopaka, bo żadna z nich wielkiego szczęścia w tej sferze nie miała. Żyły tak sobie jedząc truskawki na kocu i pisząc wspólne pamiętniczki aż do liceum, kiedy to się rozdzieliły.

Wtedy zaczęły się schody. Monika uważała towarzystwo Aśki z dobrego liceum za nadęte i wcale nie chciała rozprawiać z nimi o filozofii czy podważaniu podwalin demokracji. Aśka zaś źle się czuła „bujając się” na trzepaku i popalając trawkę z wulgarnymi ziomkami ze szkoły Moniki. Nie spotykały się więc ze swoimi znajomymi, nauka okazała się bardzo absorbująca (przynajmniej dla Aśki), więc generalnie widywały się coraz rzadziej.

Brunetka i blondynka w skąpych strojach z atrapami karabinów

Rewolucja nastąpiła, kiedy Aśka poznała swoją pierwszą miłość i stworzyła pierwszy poważny związek. Monika wpadła w szał. Oskarżała Aśkę o zaniedbanie, nie chciała nawet poznać wybranka przyjaciółki i robiła sceny zazdrości. Nie wiadomo czy była zazdrosna o Aśkę czy o fakt, że jej życie uczuciowe nadal nie istniało. Monika stała się oschła, nadwrażliwa, trzeba się jej było spowiadać jak rodzicom po powrocie z imprezy. Każdy temat mógł okazać się tematem tabu, a każdy weekend spędzony osobno – okazją do kolejnej awantury. Z czasem Aśka zaczęła traktować przyjaźń jak przykry obowiązek i z zaskakującą dla siebie ulgą przyjęła naturalną śmierć tej relacji.

gif o zazdronej przyjaciolce

Pacjenta często nie da się reanimować, ale czasami nawet nie warto podejmować takich prób. Choć serce boli, a ludzki organizm źle znosi gwałtowne zmiany, należy dla własnego dobra zrobić w sercu szczery rachunek sumienia i zastanowić się czy dana znajomość jest dla nas cenna i ma w ogóle sens. Skoro ludzie potrafią się rozwieść po 20 latach nic dziwnego, że szczeniacka przyjaźń może mieć termin ważności.

Jeśli każde spotkanie traktujesz z podobnym entuzjazmem co wizytę u dentysty, na siłę szukasz wspólnych tematów i rozrywek, które na nowo mogą rozpalić dawny żar i poczucie wspólnoty – daruj sobie i pozwól sprawom toczyć się bez twojego usilnego starania się. Jeśli o każdą dobrą chwilę trzeba było walczyć, powolny rozkład przyjaźni i rozluźnienie więzów nic nie zmieni w twoim życiu. Nie warto oczywiście rozstawać się w kłótni. Choć nie zrobiłybyście już sobie tatuaży z napisem „besties” nie oznacza to, że musicie od razu stawać się wrogami. Koleżeńskie, przyjazne stosunki są jak najbardziej wskazane. Spotkacie się na piwo, pośmiejecie ze starych czasów, powspominacie beztroskie dzieciństwo i bezboleśnie wrócicie do swoich spraw.

Tekst: Kasia Mierzejewska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera