Prisma, czyli zrób się na bóstwo

Kobieta, łódka i kobieta w kapelusza przerobieni w aplikacji prisma

Aplikacja Prisma zdobyła serca użytkowników już prawie na całym świecie. Swoją światową premierę miała w pierwszej połowie czerwca i w ciągu tygodnia została ściągnięta 650 tys razy. Teraz powoli opanowuje Polskę, a widać to szczególnie na portalach społecznościowych, gdzie użytkownicy masowo wrzucają przerobione zdjęcia, które przypominają malarskie arcydzieła.

Aplikacja w praktyce jest zbiorem filtrów, które przerobią nasze zdjęcie. Jako użytkownicy mamy do wyboru style najbardziej znanych malarzy, np. Picassa, Muncha, Mondriana czy Lichtensteina. Efekt końcowy wygląda jak designerska grafika, obraz olejny czy ilustracja w stylu pop-art. Jednym słowem: dzieło sztuki! A wszystko zależy tylko od tego, jaki filtr wybierzemy, żeby przerobić nasze zdjęcie. Aplikacja dostępna jest na razie tylko na iOS, ale wersja na Androida ma się ukazać pod koniec lipca.

Jest jednak pewien haczyk, który zwraca uwagę coraz większej liczby osób. Wskazują one na regulamin, który budzi obawy dotyczące prywatności użytkowników. Internautom od razu rzuciło się w oczy, że Prisma jest wyprodukowana przez rosyjski start-up, który został wykupiony przez dużą, również rosyjską firmę. W regulaminie zawarte są dosyć nietypowe jak na tak błahą aplikację warunki. Po zaakceptowaniu przez nas regulaminu Prisma ma możliwość obserwowania, co udostępnialiśmy, musimy się zgodzić na otrzymywanie maili, które będą m.in. informować o zmianach i nowościach w aplikacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że opcja “rezygnuj” nie istnieje.

Kolorowe lody przerobiowe w aplikacji PRISMA

 

Prisma zapisuje również strony, które odwiedziliśmy. Aplikacja przetwarza zdjęcia na serwerze i zastrzega sobie prawo do przechowywania kopii. Biorąc pod uwagę jej stale rosnącą popularność, firma ma możliwość stworzenia ogromnej bazy danych użytkowników. W internecie wszystko zostaje na zawsze, więc aktualne, pozornie nieznaczące działania mogą nam się kiedyś odbić czkawką. Eksperci jednak podkreślają, że większość aplikacji, z których korzystamy na co dzień żąda od nas takich samych uprawnień. Jako użytkownicy powinniśmy zadać sobie pytanie: jaką robi nam różnicę, czy dane gromadzi rosyjska firma, będąca właścicielem Prismy czy amerykańscy giganci tacy jak Google i Facebook.

W życiu nie ma nic za darmo, jeśli coś jest “darmowe”, oznacza to, że to ty, wraz ze swoimi danymi jesteś produktem. Jeżeli nie płacisz, ściągając aplikację opłata przybiera inną formę. Mogą to być informacje o tym, co wyszukujemy, nasze zdjęcia, albo po prostu to, że oglądamy reklamy. Aplikacja Prisma jest z pewnością powiewem świeżości w świecie seflie. Jeśli znudziły was już filtry z Instagrama i Snapchata, to sprawdźcie koniecznie co ma do zaoferowania Prisma, a może tak jak inni się w niej zakochacie.

Tekst: Joanna Pawlińska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera