Pragniemy stabilizacji, jednocześnie nie będąc w stanie dochować wierności. Spirala seksualnej hipokryzji

Trzy pary nóg pod kołdrą

Obyczaje upadły i nie mają zamiaru wstawać. Upadły właściwie już od zarania dziejów.

Głównie w oczach nobliwych matron i sędziwych mężów stanu. Wyalienowani z międzypokoleniowej wspólnoty millenialsi surowo oceniają głównie sami siebie i popadają w spiralę około seksualnej hipokryzji. Pragną stabilizacji, jednocześnie nie będąc w stanie dochować wierności.

Już najsławniejszy z Karolów (i bynajmniej nie chodzi tu o Papieża Polaka) wiedział, że religia to opium dla mas. W postmodernistycznej rzeczywistości, gdzie dzień święty święci się raczej w piątek niż w niedzielę, miejsce Boga z powodzeniem może zastępować właśnie idea miłości – równie piękna, szlachetna, podnosząca na duchu i nadająca sens.

Carrie Bradshaw, serialowa idolka wszystkich wielkomiejskich singielek (przecież nie starych panien) wypowiada w jednym z odcinków pamiętną kwestię – I’m looking for love. Real love. Ridiculous, inconvenient, consuming, can’t-live-without-each- other love. Miłość idealna to nieosiągalne marzenie, a wiara w platońskie połówki pomarańczy nie popłaca. Choćby dlatego, że lepsze jest wrogiem dobrego. Udowadnia to nie tylko tzw. życie, lecz także Sex w wielkim mieście.

Jeśli już czekamy na grom z jasnego nieba i eksplozję co najmniej atomową, dlaczego miałyby nas zadowolić martwe naskórki codziennych uniesień. Śniadanie do łóżka i SMS-y czy wzięliśmy szalik to zdecydowanie za mało, kiedy popatrzymy na Taj Mahal, ewentualnie DiCaprio tonącego wraz z Titanikiem w odmętach Atlantyku. Miłość to jedna z nielicznych nieobdartych z mistyki idei, którą oszczędził ząb czasu. Być może dlatego, że w obecnym kształcie jest konceptem dość nowym, sięgającym zaledwie początków społeczeństw industrialnych. Łączy ją z Bogiem jeszcze jedno – przynajmniej w nomenklaturze chrześcijańskiej – przykazania. A pierwszym przykazaniem miłości jest podobno wierność.

DO DESKI GROBOWEJ (BĄDŹ DĘBOWEJ)

Poza miłością monogamia nierozerwalnie wiąże się jeszcze z innym pojęciem czy też raczej – używając języka dyskursu publicznego – instytucją. Jest nią małżeństwo, czyli tym, co praktykują wasi rodzice, o ile jeszcze nie skoczyli sobie do gardeł. Od kilku dobrych dziesięcioleci zmienia się podejście do tej zacnej zalegalizowanej formy związku międzyludzkiego. Obecnie istnieje szansa, aby małżeństwo przestało być zalegalizowaną formą prostytucji, gdzie w zamian za usługi seksualne mężczyzna zapewnia kobiecie utrzymanie. Tak widziała je między innymi sufrażystka Victoria Woodhull. Niestety zazwyczaj małżeństwu bliżej raczej do niewolnictwa niż wspomnianej formy nierządu. Światowa armia przydomowych Izaur już nie tylko rozkłada nogi, ale też pierze, sprząta i gotuje, a to wszystko niemal zupełnie gratis. Za cenę jednego pierścionka nawet niekoniecznie z brylantem i przysięgi dotyczącej dozgonnej miłości i wierności. Nie możesz złapać króliczka miłość, złap chociaż męża.

PIERWSZY SKOK W CHMURACH

W pakiecie małżeństwo teoretycznie dostaje się również wierność, o którą wcześniej w nie do końca usystematyzowany sposób trzeba zabiegać bądź udawać, że ma się ją gdzieś. Niezależnie od tego, czy jesteśmy po tzw. słowie, czy po prostu na Facebooku mamy zaznaczony status w związku. Ładnie to czy brzydko przed powiedzeniem sakramentalnego tak na czymś jednak trzeba się uczyć. Najfajniej byłoby na błędach, ale częściej jednak wychodzi, że uczymy się na ludziach (pomijając już fakt, że niektórych z nich można by z powodzeniem wpisać w rubryczkę błąd i to Caps Lockiem). Pięknie być dla kogoś najważniejszym na świecie, ale utrzymanie tego stanu przed dłuższy czas udaje się tylko nielicznym. W każdej poza miłością dziedzinie zasada kto pierwszy, ten lepszy wydałaby się nam pure nonsensem. Miłość, także w tym przypadku, rządzi się zupełnie innymi regułami. Kto pierwszy musi być najlepszy, a jeśli sądzisz inaczej, jesteś potworem oraz świnią. Oczywiście bez serca, bez czci i wiary najpewniej też, a to właśnie między innymi wiara w ideę miłości platońskiej popycha ludzi do poszukiwań kogoś nowego, nieznanego, stworzonego specjalnie dla nas. W modelu idealnym i umiarkowanie krzywdzącym para przed rozpoczęciem poszukiwań, rozstaje się w pokoju, ściskając sobie ręce. Tyle że ten model raczej się nie sprawdza. W każdym razie ani nie widziałam, ani nie słyszałam. Moja znajoma doradza zawsze wszystkim głodnym sercom i otwartym głowom model liany. Nie musisz być dziewczyną Tarzana, żeby go stosować. Jeśli twój związek chyli się ku upadkowi, rozglądaj się na boki uważnie, nie puszczając (się oraz liany, którą trzymasz). Randka z kimś nowym może wiele zmienić. Niekoniecznie rozbić związek. Czasem ma nawet szanse sprawić, że z większym oddaniem przylegamy do pnącza już schwyconego.

ONE TEQUILLA, TWO TEQUILLAS, THREE TEQUILLAS… FLOOR

Inna para kaloszy, jeśli na jedną jedyną noc (i to nawet nie w Bangkoku) skręciliśmy z duktu praworządności na manowce bądź w krzaki. Kolejnym fantazmatem w worku z miłością i jej podobnymi jest oczywiście prawda. Podobnie jak miłość sprawdza się wyłącznie jako szlachetna idea, do której należy dążyć. Jednak lepiej ją aplikować dopiero po konsultacji z lekarzem bądź farmaceutą. Co może dać wyznanie winy? Stawiałabym na łzy, rozpacz, smutek i złość. Zamiast wyzwolić ta piękna, szlachetna prawda szybciej spuści komuś łomot. I najpewniej nie będziecie to wy tylko ta druga osoba. Podwójnie skrzywdzona. Żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy wystarczą, spowiedź szczerą po chrześcijańsku można sobie darować. W takiej sytuacji chcemy ulżyć najczęściej swojemu sumieniu, a nie zadość uczynić poprzez mówienie sobie wszystkiego. Bo owo wszystko po prostu nie istnieje. Czy powiedziałaś mu, że jego matka jest ćwierćinteligentną biurwą i nie umie wychować nawet psa? A ty jej, że za bardzo się poci i drażnią cię jej gardłowe jęki? Przechodzenie do porządku dziennego nad rzeczami, których nie da się zmienić to umiejętność przydatna jak żadna inna. Gadki, że kłamstwo to grzech, kłamstwo to pech zostawmy w świecie dziecinnych rymowanek.

SAMIEC ALFA I ŁATWA DZIEWCZYNA

Nasz gatunek, a szczególnie mężczyźni są biologicznie stworzeni do poligamii. Nie szukając daleko, wskazuje na to, choćby rozmiar ich jąder… Większość znanych mi samców funkcjonuje w binarnej i pełnej hipokryzji opozycji – uwielbienia dla czystości (bo już z dziewictwem bywa różnie) przy jednoczesnym imperatywie natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb. Erotyczne seanse, po których wszyscy żyją długo i szczęśliwie (razem bądź osobno) rzadko jednak dochodzą do skutku. Winna jest przede wszystkim różnica oczekiwań czy też patrząc szerzej – brak świadomości tej różnicy. Mało, która dziewczyna wychodzi w piątek z domu w poszukiwaniu seksu. Szybciej będzie starała się o zainteresowanie czy nowe znajomości. Załóżmy jednak, że widzimy P., która jest typem seksualnej predatorki i właśnie idzie na imprezę. P. ma duże libido i takiż stopień samoświadomości, słowem nie wierzy w szukanie miłości na parkiecie. Jakkolwiek tak zaserwowany sex appeal może przemówić do bardzo pewnych siebie mężczyzn, reszta będzie raczej trzymała się na dystans. Analogiczny typ męski zostanie natychmiast dostrzeżony przez kobiety, zaaprobowany i okrążony. Samiec alfa na horyzoncie, stado szaleje, staniki latają. Ale porzućmy na chwilę zaloty i sprawdźmy co z seksualną predatorką P. Dziewczynę jej pokroju możecie co najwyżej usłyszeć, że jest łatwa. Nie świadoma czy wyzwolona, po prostu łatwa. Nie, żebym pochwalała swobodę seksualną bez umiaru. Wyróżniłabym też pewien dość zresztą smutny typ dziewczyn puszczalskich. I nie chodzi o liczbę przygód, ale o ich rodzaj. Dziewczyna puszczalska nie do końca lubi siebie, zazwyczaj nawet bardzo nie lubi. Ma ku temu rzeczywisty powód bądź też zgrabnie sobie go projektuje. Będzie sypiała z obcymi mężczyznami nie dlatego, że akurat ma na to ochotę, tylko żeby poprawić sobie leżącą (i kwiczącą w niebo głosy) samoocenę. Jej podbojom bliżej jest do ubojów rytualnych. Metaforycznie krwawych i dosłownie bezsensownych. Droga, jaką przebyły w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat nasze obyczaje, składa się głównie z potknięć i upadków. Cud, że w ogóle dotarliśmy do naszych czasów. Niekiedy jednak ma się wrażenie, że zamiast zgodnie ze znakami na niebie i na ziemi zawracać, przemy przed siebie, nie patrząc na ograniczenia, ale przede wszystkim na innych. Indywidualizujcie się z rozentuzjazmowanego tłumu tak, żeby nikogo nie trzepnąć swoim ego po drodze. Pamiętajcie, że miłość, podobnie jak jej pierwsze przykazanie, wierność, jest złożona znacznie bardziej niż cukry i zdania (razem wzięte!).

Tekst: Helena Łygas

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera