Poza granicami wyobraźni. Boards of Canada

Gdzieś na pograniczu snu i jawy, posiłkując się wszystkim, co retro i analog, inspirując się twórczością My Bloody Valentine czy The Beatles, powstał i trwa jeden z najbardziej fascynujących projektów muzycznych ostatnich lat.

Debiut w Warp Records Music has the right to children momentalnie okrzyknięto jednym z najważniejszych wydarzeń ’98 roku, a później dekady. Niepowtarzalni w swojej kategorii bracia Mike Sandison i Marcus Eoin, czyli Boards of Canada, stali się obok Flying Lotusa, Autechre i samego Aphexa Twina wizytówką nie tylko Warp Records, ale i całej alternatywnej sceny muzyki elektronicznej.

Pierwszy raz nazwa Boards of Canada pojawia się w połowie lat 80., zaczerpnięta z oglądanej przez braci regularnie serii fil­mów dokumentalnych National Film Board of Canada. Fascynacja muzyką, nauka grania na instrumentach oraz późniejsze eksperymenty z samplowaniem i komponowaniem pierwszych utwo­rów – oto podwaliny przyszłej działalności duetu.

Portret dwoch mezczyzn w kolorach

Początek lat 90. to powołanie na krótko do życia projektu Hexagon Sun, który wkrótce staje się nazwą studia nagraniowego. To w nim dochodzi do realizacji pierwszych nagrań, torujących drogę Boards of Canada na szczyt. Począwszy od 1995 roku, kolejno ukazują się EP-ka Twoism i Boc Maxima (1996) wydane w formacie kaset i dystrybuowane w niewielkiej liczbie egzemplarzy wśród przyjaciół. Jedna z takich demówek trafia do manchesterskiej wytwórni Skam, wzbudzając ogromne zainteresowanie same­go Seana Bootha z grupy Autechre. W rezultacie powstaje EP-ka Hi Scores (1996), którą zamknął tak klasyczny dla brzmienia BOC utwór Everything You Do is a Balloon. Wszystkie produkcje po­wstałe w tym okresie niedługo potem ujrzały światło dzienne dzięki Warp Records, które wydało album definiujący na nowo pojęcie muzyki elektronicznej.

Music Has the Right to Children – Warp debiut

Wszystkie wcześniejsze doświadczenia, produkcje, pomysły i aranżacje chłopaków z Boards of Canada skrystalizowała pły­ta Music Has the Right to Children. Wydana 20 kwietnia 1998 roku stała się nie tylko wydarzeniem sezonu, ale i jak czas pokazał klasyką dla następnych pokoleń. Kolaż dźwiękowy urzekał od początku. Kolejne futurystyczne, senne wizje przynosiły utwo­ry An Eagle in Your Mind, Roygbiv (pierwszy oficjalny wideoklip ze­społu), Olson, Aquarius, a wszystko sumował ostatni track Open the Light.

Triphop, downtempo, mroźne ambientowe plamy – to wszystko witało słuchacza w bezkresnej przestrzeni kosmicz­nego pejzażu wykreowanego przez Boards of Canada. Płyta, jak przystało na wydawnictwa Warp Records, bezwzględnie łamiąca kanon i jakiekolwiek schematy producenckie, stała się tematem setek debat, rozmów i inspiracji. Krytycy, fani i cała śmietanka zgromadzona wokół sceny elektronicznej nie mieli wątpliwości. Warp złowił kolejne po Richard D. Jamesie, Autechre, Nightmares on Wax czy Sabres of Paradise osobo­wości, których misją jest skierowanie muzyki na nieodkryte wcześniej terytoria.

Całą otoczkę brzmienia nagrań i zarazem ich ogromnej oryginalności stanowiło to, że utwory zostały stworzone przy pomocy serii analogowych, oldscholowych syn­tezatorów. Sukces albumu przerósł oczekiwania wszystkich, co zaowocowało wydaniem nagranej w styczniu przez BBC Radio 1 EP-ki Peel Sessions, na której znalazły się zmiksowane wersje szlagierów z Music Has the Right to Children. Ten okres znakomi­cie podsumowała również wydana w 2000 roku kolejna EP-ka In a Beautiful Place Out in the Country. Cała maestria i sztuka ope­rowania dźwiękiem znalazły odzwierciedlenie w takich nagra­niach, jak: Kid For Today, Amo Bishop Roden, Zoetrope czy tytuło­wym In a Beautiful Place Out in the Country.

W znanym nieznanym kierunku

Czarno biale zdjecie dwoch mezczyzn jeden siedzi drugi kuca

Następny warpowski album Geogaddi (2002) odkrywał przed słuchaczami kolejne pełne mistycyzmu mozaiki. Muzyka nic nie straciła ze swojego przekazu, mocy i niebywałego uroku. Nostalgiczna, pełna prostych, czarujących dźwięków zapraszała w podróż. Oprócz przestrzennych plam czy zaawansowanych technicznie nagrań, takich jak The Beach at Redpoint czy Julie and Candy, nie zabrakło na albumie również czysto tanecznych produkcji, jak chociażby Alpha and Omega czy Music is Math. Na pograniczu stylów po raz kolejny udało im się stworzyć dzie­ło unikalne, pełne odniesień do przeszłości.

Trzy lata później w sklepach na całym świecie ląduje LP The Campfire Headphase (2005). Jest kontynuacją i kolejnym krokiem naprzód w odkry­waniu piękna poprzez proste, niepokojące, wprost apokaliptycz­ne aranżacje dźwiękowe. Na pograniczu sennych marzeń, z dala od zgiełku cywilizacji przygotowali kolejne perfekcyjne produk­cje – Dayvan Cowboy, ’84 Pontiac Dream, Chromakey Dreamcoat czy Peacock Tail. Album pełen odniesień do lat 80., postindustrial­nej teraźniejszości, z mnóstwem nie tylko elektronicznych, ale wręcz wprost rockowych czy new wave’owych inspiracji, został kolejnym światowym bestsellerem. Po jego wydaniu nikt nie przypuszczał, że na następne dłuższe dzieło Boards of Canada trzeba będzie czekać aż 7 lat.

Tam, gdzie przeszłość wita przyszłość

Portret dwoch mezczyzn w chmurach

Nie licząc wydanych niedawno reedycji ich albumów z połowy lat 90., ostatnią płytą Boards of Canada jest Tomorrow Harvest (2013). Postapokaliptyczna, modernistyczna poświata nagrań przeno­si nas niczym Danny Boyle w 28 dni później czy John Carpenter w Ucieczce z Nowego Jorku do świata, w którym przeszłość miesza się z przyszłością. Nastrój pełen niepokoju, wszechobecnego poszukiwania nieodkrytego i gęstniejącego wokół mroku ma w sobie coś wciągającego, porywającego nas w świat iluzji szkoc­kiego duetu. Specjalnie odcinający się od życia w dużych metro­poliach, poszukujący spokoju umysłu dla swoich twórczych sesji, jakby oderwani od rzeczywistości twórcy zaprosili słuchaczy na kolejną bezkresną odyseję dźwiękową. Cold Earth, Sick Times, Reach for the Dead czy Telepath brzmią jak ukryte ostrzeżenia dla pędzącej bez ustanku globalnej cywilizacji.

Gdzie milknie rozmowa

Unikający występów live, nie licząc kilku na przełomie millenium, równie rzadko udzielają wywiadów. Pozostając równie tajem­niczymi, jak ich muzyka, pozostawiają fanom wybór i wolność w odbiorze ich twórczości. Ci rewanżują się im pokaźną liczbą homemade wideoklipów. Owe majstersztyki można zobaczyć na kanale YouTube. Nieoficjalnie publikowane przynoszą wiele doznań, co warto sprawdzić, chociażby na przykładzie wyprodu­kowanego przez jednego z fanów wideo do Everything You Do is a Balloon.

Zakochani w swoich analogowych syntezatorach i we wszystkim, co retro na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Podróżując po świecie, zbierają kolejne szkice, idee i pomysły, które zapewne już niedługo czeka obróbka w po­łożonym niedaleko szkockiego Pentland Hills – Hexagon Sun Studio. Zrozumieć muzykę Boards of Canada, to jakby przenieść się w głąb swojej duszy. Witaj w królestwie, w którym milknie rozmowa i zostajesz z muzyką sam na sam.

Tekst: Rafał „Kraff” Kołodziejskis

Komentarze
Poza granicami wyobraźni. Boards of Canada
Oceń artykuł