Pole do popisu. Rozmawiamy z Kasią Bigos, tancerką pole dance

Dziewczyna tańcząca na rurze

To będzie wywiad z grubej rury. O tym, czy da się zatańczyć na znaku drogowym, jak ustawić swoje ciało w pozycji flagi i po co komuś rurka na środku salonu. Rozmawiamy z Kasią Bigos, tancerką pole dance.

Nie odkryjemy Ameryki stwierdzeniem, że ludziom taniec na rurze kojarzy się głównie ze striptizem. Ile razy musiałaś odpowiadać na pytanie, czy pracujesz w nocnym klubie?

Na szczęście ani razu. Zwykle jest tak, że kiedy kogoś poznaję i mówię, że tańczę pole dance, muszę też od razu wytłumaczyć, co to za taniec – ludzie zwyczajnie nie kojarzą tej nazwy. Wtedy informuje, że trenuję taniec na rurze, ale nie ma on nic wspólnego z nocnym klubem. Większość osób natychmiast łapie temat – wiedzą, że jest taki sport, a często nawet okazuje się, że widzieli na YouTube filmiki z pokazów czy zawodów i naprawdę są pod wrażeniem. Fakt, widziałam cię w akcji w jednym z teledysków zespołu My Riot i jestem pełna podziwu dla tego, co wyprawiasz na tej rurce.

Takie hardkorowe ewolucje wymagają pewnie jeszcze bardziej hardkorowych treningów?
Można tak to ująć. Pole dance wymaga ogromnej siły i ciągłej pracy nad elastycznością ciała. Pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale moim zdaniem ten styl to w 80 procentach akrobatyka, a tylko w 20 procentach taniec. Tym właśnie różni się od lap dance i go-go. Wystarczy wyobrazić sobie tzw. flagę. W tej figurze unieruchamiam moje ciało w pozycji poziomej, tzn. równolegle do podłogi i trzymam się rurki tylko dłońmi. To naprawdę trudna sprawa. Doskonale wiedzą to chłopaki i dziewczyny trenujący np. street workout. Ale ich jakoś nikt nie pyta, czy tańczą w nocnym klubie…

Może dlatego, że oni nie tańczą w sportowym staniku i ultrakrótkich spodenkach.
Nie da się inaczej. W ubraniu po prostu nie masz odpowiedniej przyczepności.

 

Okej, przychodzisz na trening i co?
Schemat zawsze jest ten sam. Na początek porządna, 20-minutowa rozgrzewka. To arcyważna część, ponieważ w tym sporcie naprawdę nietrudno o kontuzję. Swoją drogą sama przeżyłam już trzy poważne naderwania ścięgien i za każdym razem słyszę od lekarzy, że mam przestać trenować, że z takimi bliznami na ścięgnach nie będę robiła szpagatów. Zawsze udowadniam sobie i im, że to nieprawda – wystarczy mierzyć siły na zamiary i nie spieszyć się ze wszystkim. Po rozgrzewce przychodzi czas na właściwy trening. Początkowo, aby dogrzać ciało, stawiamy na tzw. figury kręcone (bardziej taneczne), czyli te, które robi się w ruchu. Potem przychodzi czas na akrobatykę, czyli figury, które wymagają dużo siły, sprawności, rozciągnięcia i równowagi. Na koniec krótki stretching. Myślę, że nie minę się z prawdą, kiedy powiem, że każdy trening oznacza przekraczanie granic własnego ciała. To ciągła walka. Ale właśnie dzięki temu ten styl daje tak wiele satysfakcji i tak skutecznie uzależnia. Pokazuje ci, ile naprawdę masz w sobie siły.

No właśnie, może wyjaśnijmy ludziom, ile siły potrzeba do tego, aby tańczyć pole dance. Ile razy się podciągniesz?
Nigdy nie liczyłam, ale wydaje mi się, że całkiem sporo, zwłaszcza jak na kobietę. Zresztą jestem chyba do tego predysponowana. Trenuję dwa i pół roku i od tego czasu moje ciało zmieniło się niewyobrażalnie. Tkankę tłuszczową zastąpiły mięśnie, które same zaskakują mnie, jeśli chodzi o ich kobiece możliwości. Ostatnio zakochałam się w CrossFicie. Okazuje się, że mimo iż nigdy wcześniej nie trenowałam tej dyscypliny, całkiem nieźle sobie w niej radzę. To wszystko dzięki rurce – pole dance to w zasadzie nieustanna wspinaczka.

Podobno tancerki pole dance montują sobie rurki w domach…
No pewnie, sama miałam rurkę w salonie. Nawet nie wiesz, jak się cieszyłam, kiedy ją zamontowałam! Jak mała dziewczynka, która dostała na urodziny wymarzonego szczeniaka. W zasadzie to większość dziewczyn, które łapią prawdziwego bakcyla, kupuje sobie rurkę do domu. Chcą ćwiczyć po godzinach i ciągle się doskonalić.

Cały czas mówimy o dziewczynach tańczących pole dance. A zdarzyło się, że na twoich zajęciach pojawił się facet?
I to nie raz! Na treningi przychodzi coraz więcej chłopaków i muszę zaznaczyć, że – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie są to tylko osoby homoseksualne. Czasem wystarczy nieco szerzej otworzyć umysł na nowe rzeczy i zrozumieć, że to świetny trening kształtujący siłę, zręczność, kondycję, koordynację itd. Rurka jest w tym przypadku sportowym atrybutem, takim jak szarfa, piłka czy inne narzędzia akrobatów. Wyzbycie się pewnych zahamowań związanych z zaściankowymi stereotypami przynosi chłopakom tańczącym pole dance wiele korzyści i radości. Myślę, że nie mniej niż kobietom.

Wynotowałam sobie kilka nazw waszych figur: strażak, nietoperz, superman, chińska flaga, machine gun… Same je wymyślacie?
To jest tak, że kiedy zaczynasz, masz bazę podstawowych figur, które musisz poznać i opanować, by pójść dalej. Ale to, co w tej dyscyplinie jest niesamowite, to fakt, że nowe figury powstają niemal każdego dnia! Wymyślają je zarówno profesjonaliści, którzy szukają nowych rozwiązań, jak i totalni laicy, którzy odkrywają je przypadkiem. Ja takim sposobem stworzyłam figurę, której wcześniej nigdy nie widziałam. Nie będę mówić, jak ją nazwałam, bo mogę obrazić czyjeś uczucia religijne. Pole dance to dziedzina, która jak dla mnie nigdy się nie kończy.

Muszę zadać to pytanie: co na twoją pasję twój chłopak?
To dziwne pytanie. Zupełnie nie ma z tym problemu. Zresztą czemu miałby mieć? Bardzo mi kibicuje. Tak samo, jak moja rodzina, rozumie, że to sportowa pasja. Sam zresztą jest trenerem, więc doskonale wie, czym jest pole dance. Wiesz… Dziś to nie jest już tak, że pole dance jest wciąż taki kontrowersyjny. Zdecydowana większość osób wie i rozumie, że nie ma nic wspólnego z tańcem w nocnym klubie. Problem mają z tym tylko ci najbardziej oporni mentalnie. Ale przestałam się już na nich złościć. To jak walka z wiatrakami. Myślę, że w większości są to osoby pozbawione wyobraźni, może nawet trochę zakompleksione. Tkwią w swoich zamkniętych czterech ścianach umysłu i nie chcą wyjrzeć poza ich granice. I dobra! Zostawmy ich. Niech sobie tam siedzą.

Na koniec – przyznaj się, zdarzyło ci się zatańczyć na rurce w warszawskim metrze?
Pewnie, że tak. Na znaku drogowym i latarni też. Okej, przyznam ci się do czegoś – kiedy widzę jakiś wyjątkowo ciekawy zamiennik rury – czy to na ulicy, na placu zabaw, czy właśnie w komunikacji miejskiej – wchodzę na niego, żeby zrobić trik i udokumentować to na zdjęciu. Prawdziwe pole dancerki po prostu tak mają, to taka nasza mała obsesja.

Tekst: Inka Zając

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera