Poczet pisarzy różnych – Robert Bolaño

Robert Bolaño

Doceniony – nawet w rodzinnym Chile – dopiero po śmierci, Roberto Bolaño to powiew świeżości w ramach dwóch skostniałych na pierwszy rzut oka stylistyk: literatury hispanoamerykańskiej i powieści detektywistycznej.

Prezentujemy teksty wydrukowane lata temu, ale zaskakująco świeże.

Robert Bolaño – historia literatury iberoamerykańskiej

Od półwiecza autorzy ameryki łacińskiej cieszą się w Polsce laurem bestselleru i opinią literatów prostej, lecz opatrznościowej mądrości. Chwytliwa formuła „realizm magiczny” sprawiła, że literaturę iberoamerykańską poczęto gromadzić na osobnych półkach, sprzedawać w seriach – bez względu na gatunek czy tematykę. Pierwszy boom nastąpił w latach 60. i 70., drugi mniej więcej na przełomie dekad. Kryterium wydawniczym stał się modny adres zamieszkania, jak gdyby Meksyk czy Argentynę zaludniali wyłącznie mistrzowscy prozaicy. Lansowanie egzotycznego regionu na literackie el Dorado na dłuższą metę wyświadcza jego pisarzom niedźwiedzią przysługę – owszem, oddaje uwagę szerokiego audytorium do dyspozycji autorów dotychczas pomijanych, ale także zaciera różnice pomiędzy nimi, prowadząc do wykrystalizowania się stereotypów.

Łatwo się domyślić po sceptycznym tonie powyższego akapitu, że padłem ofiarą jednego z takich schematów. Byłem „od zawsze” przekonany, że literaturze iberoamerykańskiej zależy najbardziej na sztucznym i pretensjonalnym „umagicznianiu” (Cortázar, Marquez) wydarzeń w gruncie rzeczy banalnych (śmierć i miłość, wzdłuż i wszerz przemierzone stopą europejczyka). Nie spodobała mi się postmodernistyczna powieść Fuentesa, na dłuższą metę nie polubiłem Llosy, którego jako noblistę wydaje się obecnie na kilku kolorowych stroniczkach papieru kredowego w twardej oprawie, utwierdzając takich jak ja w przekonaniu o słuszności krzywdzących sądów. Cała ta irytacja skutecznie opóźniła radosne orzeźwienie, jakie czerpię obecnie z powieści Chilijczyka Roberto Bolaño.

Robert Bolaño – ”Dzicy detektywi”

W ostatnie wakacje zabrałem się za rekomendacją znajomej za „Dzikich detektywów”. Gorące dni wolności od zobowiązań sprzyjały zachłannej lekturze powieści, której akcja toczy się w Meksyku, na pustyniach sonory, w nerwowej atmosferze pościgu za zjawą. Bolaño oddaje głos 53 narratorom, którzy relacjonują w 95 opowieściach przygody przeżywane w różnych zakątkach globu przez dwóch artystów, Ulissesa limę i arturo Belano, podróżujących po wietrzejących śladach zaginionej legendy wiersza graficznego – poetki Ceasarei Tinajero. „Dzicy detektywi” to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy podniosła nota wydawnicza na tylnej okładce nie mija się z prawdą. To rzeczywiście „powieść totalna”, epopeja, w której zawarło się wszystko – od diagnoz pokoleniowych, przez grę ze schematem (!) powieści postmodernistycznej i detektywistycznej, aż po poruszającą prozę poetycką.

„Detektywi” na długie miesiące zdefiniowali dla mnie przyjemność lektury. szczęśliwy przypadek sprawił, że równolegle czytałem „fałszerzy” andré Gida – eksperymentalną powieść, której nietuzinkowa konstrukcja pomogła mi zrozumieć falsyfikaty prokurowane przez Bolaño. W innych swoich powieściach przedstawia obraz Chile i jego młodego narodu w barwach bezludnej wyspy i rozbitków. zarówno w „Chilijskim nokturnie”, jak i w „Gwieździe dalekiej” oddaje głos poetom, pasjonatom pochłoniętym tworzeniem efemerycznych szkół, budowaniem języka krytyki literackiej i tym podobnym „nieżyciowym” czynnościom. ale mimo to trudno o prozę bardziej mięsistą, lekką i barwną (nieprzypadkowo w jednej z powieści Bolaño przywołuje Brunona schulza). Roberto nie epatuje czytelnika lokalnym folklorem Chile, lecz wciąga go w fascynację egzotycznymi wątkami kryminalnymi, reinterpretującymi klasykę konwencji detektywistycznej.

Robert Bolaño – ,,Trzecia Rzesza”

Kryminał to podziemna rzeka powieści Bolaño – powolna, ale nieustępliwa, pełna wewnętrznych napięć intryga, przydająca ponowoczesnego rozmachu skromnym powieściom agathy Christie. W „Trzeciej Rzeszy” odnaleźć można dystans i spokój właściwe Herculesowi poirot, ale tymi cechami odznacza się współczesny no-life, nie zaś charyzmatyczny śledczy. swoją przenikliwość bohater zawdzięcza obsesyjnemu zamiłowaniu do planszowych war games, które dają możliwość odgrywania alternatywnych wersji historii. pochłonięty rozgrywką nie zauważa wielu istotnych poszlak. pomaganie mu staje się w toku powieści obowiązkiem czytelnika. podobny protagonista występuje w „Monsieur pain”. Uczeń Mesmera musi wyleczyć z czkawki ubogiego latynosa, pozostawionego na łasce losu w jednym z paryskich szpitali. pozornie nic złego nie może się stać, a jednak mesmerysta pierre pain zostaje zamieszany w intrygę osnutą wokół rytualnego mordu.

Robert Bolaño – pozostałe dzieła

Przeczytałem jak dotychczas cztery powieści Bolaño i wiem, że sięgnę po kolejne. Zamówiłem już jego „Literaturę faszystowską w obu amerykach” – encyklopedię nieistniejących pisarzy o niechlubnym dorobku. Potem sięgnę być może po „amulet” – post-scriptum do „Dzikich detektywów” dopisane ręką niezrównoważonej wiecznej studentki. Na koniec przyjdzie czas na eseje Bolaño (jeden z nich nosi zachęcający tytuł „Mity z Chtulhu”) zamieszczone w „literaturze na Świecie”. Co dalej? Nie wiem, ale będę liczył na to, że pogłoski o jego śmierci są przesadzone i jednak coś jeszcze wyda!

Tekst | Filip Szałasek

Zobacz też: Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Komentarze
Rate this post