Poczet pisarzy różnych: Michel Houellebecq

Michael Houellebecq

Skandale wokół Houellebecqa ostatnio ucichły. „Mapę i terytorium”, która ukazała się w październiku nakładem W.A.B., oskarżono tylko o plagiat: ściągnięcie z Wikipedii opisu miasta Beauvais i muchy domowej. To podobno najdojrzalsza powieść autora. Wyjaśnijmy sobie parę niedomówień, które narosły wokół jego twórczości.

Prezentujemy teksty wydrukowane lata temu, ale zaskakująco świeże.

Michel Houellebecq – ogólna sylwetka

Fragmenty recenzji prasowych zamieszczane na skrzydełkach okładki są feerią ogólników skierowaną do ludzi kupujących książki w pośpiechu, na podstawie skrótowych rekomendacji przeczytanych w opiniotwórczych tygodnikach. W przypadku Houellebecqa strzępki wydawniczej propagandy wydają się bardzo trafne. Faktycznie jest w jego książkach sporo seksu (nie najwięcej), wielu ludzi i ugrupowań zostaje obrażonych (nie najszersze spektrum), a demokratyczne społeczeństwa (nie wszystkie jednak) sprowadza się do roli wielkiej brandingowej machinacji. Wszystko to składa się na chwytliwy, ale trochę jednak przekłamany stereotyp bezlitosnego komentatora współczesności.

Proponuję na początek zastanowić się nad wytryskiem spermy, jaki następuje w momencie męskiego orgazmu. Uważny czytelnik zaobserwuje zapewne, że jakość ejakulacji bohaterów Houellebecqa znacząco się zmienia zależnie od stanu organu tak odległego od jąder jak serce. Aby spuścić kilka marnych kropel, protagoniści wyciskają z siebie siódme poty w objęciach egzotycznych kurewek, podczas gdy nawet szybki numerek z kobietą, wobec której żywią realne uczucia, zapewnia obfity, satysfakcjonujący orgazm. Tak dzieje się praktycznie w każdej książce Francuza. Dość romantyczny szczegół, jak na autora okrzykniętego wieszczem czasu wypranego z miłości, straconego dla sentymentów.

Michel Houellebecq – ,,Cząstki elementarne”

Przejdźmy dalej. Stereotypowy czytelnik „Cząstek elementarnych” (intelektualista wierny wyższym wartościom dopóty, dopóki są odtrącane przez odrażająco prowokacyjnych gimnazjalistów) nie mógł zauważyć, że ciężar emocji i gibkość wyrażającego je języka są podejrzanie zbliżone do tych z „Samotności w sieci”. Janusz Wiśniewski musiał wynieść dobrą naukę egzaltacji z czarno-białych postaci Houellebecqa – genialnego fizyka, który seksu wcale nie uprawia, i jego brata – miernoty, który seks uprawiać bardzo by chciał i nawet mu się to udaje, dopóki jego kochanka nie ginie z przepieprzenia w klubie swingersów. O wiele mniej monotonne portrety otrzymują bohaterowie Houellebecqa w jego debiutanckim „Poszerzeniu pola walki” – najkrótszej, najtreściwszej i najbardziej „kafkowskiej” powieści, która jest wersją demo „Cząstek”, szkicem wolnym od upodobania do skrajności i histeryzującego pesymizmu.

Michel Houellebecq – ,,Poszerzenie”

Najwięcej w niej delikatnego smutku podszywającego milenarystyczne lęki lat dwutysięcznych – smutku stroboskopu i jarzeniówki, barwiących prosektoryjnym światłem jałowe wieczory na dyskotece lub w biurze, czekanie na jakiekolwiek wydarzenie. Brud i bezpłodność przywodzą chwilami na myśl bazgroły Sławomira Shutego, ale jest w tej powiastce uniwersalne, kosmpolityczne rozgoryczenie. Trudno uwierzyć w orgiastyczne przygody wielu bohaterów Houellebecqa, lecz „Poszerzenie”, operujące właściwie identyczną konfiguracją postaci i zdarzeń co „Cząstki”, wydaje się niemal autobiograficzne. Dzięki temu niesprawiedliwość przenikająca współczesne romanse, których sieć określana jest tu, jak i w późniejszych utworach, mianem „rynku seksualnego”, może zaboleć nawet stojących po zwycięskiej stronie barykady.

Michel Houellebecq – ,,Możliwość wyspy”

Powszechnie pomija się poboczne gatunki obecne w prozie Michela. Spójrzmy choćby na moją ulubioną – „Możliwość wyspy”. Nie zetknąłem się jak dotychczas z jakże oczywistym rozpoznaniem w przygodach Daniela1 paraleli z twórczością Kurta Vonneguta, a konkretnie z „Kocią kołyską” i „Galapagos”. Houellebecq, opisując wyspę opanowaną przez groteskową sektę marzącą o nieśmiertelności ciała, zdaje się odwoływać wprost do prześmiewczej religii bokononistów. Zaś w ostatnich partiach powieści, kiedy głos zostaje oddany Danielowi24 i 25, kolejnym klonom oryginalnego bohatera, mamy już do czynienia z postapokaliptyczną science fiction. Podobnie w „Platformie”, gdzie narracja przybiera formę odrętwiałego dziennika podróży po mekkach turystyki seksualnej – to już współczesny Laurence Sterne, któremu nuda oraz przesycenie pornografią nie pozwalają spisać aktualnej wersji „Tristrama Shandy” i zamiast niej tworzy biznesplan tułaczki po wygórowanych wzwodach i stęsknionych cipkach.

Jest więc Houellebecq czymś więcej i czymś mniej niż twierdzą media. Na pewno nie jest wybitnym pisarzem – bohaterowie, poza Danielem z „Możliwości wyspy”, to papierowi everymani; geniuszami, mizantropami czy mistrzami nieudacznictwa tytułuje się ich tylko dla pompy. Socjologiczne obserwacje zapewniły mu sławę, ale nie są aż tak wnikliwe, jak się powszechnie sądzi. Wydaje się, że największa wartość Houellebecqa to to, że jest on dobrym czytelnikiem. Najpełniej ujawnia ów pożądany talent w eseju o twórczości Lovecrafta, ale i w powieściach zdaje się stać po naszej stronie – wie, czego potrzebujemy do tramwaju, pociągu, samolotu, aby usprawiedliwić udziałem w literackiej kulturze rozmarzenie opadające nas, kiedy na widok spoconych i żrących jak świnie współpasażerów, przypomina nam się władza, jaką sprawuje nad mrowiskiem dziecko z zapalniczką. To już wszystko.

Sięgnij też po… „Nauczyciel pożądania” Philipa Rotha lub „Hańba” Johna Maxwella Coetzee

tekst | Filip Szałasek

 

Zobacz też: Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Komentarze
Rate this post