Poczet pisarzy różnych: Don DeLillo

Don DeLillo

Wydawcy wyświadczają DeLillo niedźwiedzią przysługę, umieszczając go w sąsiedztwie Pynchona, McCarthy’ego i Rotha. Na tle tej trójki – dość szeroko kojarzonej nawet w Polsce, gdzie rzadko czyta się Amerykanów – Don wypada niepozornie.

Prezentujemy teksty wydrukowane lata temu, ale zaskakująco świeże.

Don DeLillo – twórczość

Bardzo łatwo o rozczarowanie, jeśli oczekiwać po DeLillo erudycyjnej powieści postmodernistycznej (może z jednym wyjątkiem, o którym na koniec). W toku pisarskiej obróbki zwykle ogałaca swoją prozę z ozdobników, tak że suche, jak gdyby prześwietlone narracje przypominają scenariusze offowych filmów i zresztą często czynią media jednym z utajonych bohaterów. Sam DeLillo uznaje za źródło swojej twórczości spektakl medialny towarzyszący zamachowi na 35. prezydenta stanów zjednoczonych. W wywiadzie zdradza:

„Myślę, że moje książki nie mogłyby powstać w świecie, który istniał przed zabójstwem Kennedy’ego. Sądzę też, że pewien mrok mojej prozy jest bezpośrednim skutkiem tego zamieszania, psychicznego chaosu i poczucia przypadkowości, jakie nastąpiły po wydarzeniu w Dallas. Możliwe, że ono właśnie uczyniło ze mnie pisarza, jakim dziś jestem”.

Don DeLillo – ,,Cosmopolis”

I tak na przykład akcja „Cosmopolis” – powieści świetnie zekranizowanej ostatnio przez Davida Cronenberga, z Robertem Pattinsonem w roli głównej – toczy się w alternatywnej wizji roku 2000. Bohater – multimiliarder Eric Packer – obserwuje na ekranach zamontowanych we wnętrzu swojej limuzyny krótkie przebłyski własnych przyszłych zachowań: nerwowych tików, zmian pozycji ciała czy prozaicznych gestów w rodzaju drapania się w szyję. Funkcję déjà vu pełnią w „Cosmopolis” czynności rzeczywiście zachodzące – były dosłownie „już widziane” na ekranie monitora, a oglądający samych siebie widzowie bezmyślnie je urzeczywistniają, realizując scenariusze emitowane przez niezidentyfikowane źródło sygnału nazywane oględnie „systemem”.

Don DeLillo – ,,Biały szum”

W „Białym szumie” radio i telewizor są pełnoprawnymi uczestnikami domowych pogawędek. ich głosy dobiegają z salonu, słychać je ze strychu, rozbrzmiewają w snach. komunikaty zmieniają swój ton i znaczenie: zdarzają się zarówno sybillińskie horoskopy, jak i slapstickowe komentarze, wtrącające do rodzinnych dialogów nutę komedii sytuacyjnej. Wpływ mediów wydaje się w „Białym szumie” zupełnie znaturalizowany, nierozerwalnie stopiony z codziennością. sam narrator (a jednocześnie bohater powieści) nagminnie ulega symptomatycznej nerwicy: tu i ówdzie, z regularnością tiku, wtrąca slogany reklamowe lub nazwy powszechnie kojarzonych marek (np. panasonic) tak, aby zrymowały się z tokiem jego relacji i przemyśleń. zaciera się granica między zabawnym automatyzmem językowym a kwestią podlegania sugestii. To właśnie od „szumu” można rozpocząć przygodę z książkami Delillo, choć z drugiej strony drugiej tak lekkiej powieści już w jego bibliografii nie znajdziemy. Może za wyjątkiem „psa łańcuchowego”, nawiązującego do miejskiego kina przygodowego skoncentrowanego na dziennikarskim śledztwie.

Don DeLillo – ,,Mao II”

Delillo rozwinie trochę swoje obserwacje na temat medium, pisząc w „Mao II” – powieści, która mogła być matrycą dla „Marthy Marcy May Marlene” seana Durkina – że nazwy marek, „Mita, Midori, kirin, Magno, suntory” to „słowa, które są częścią jakiegoś sztucznego masowego języka, esperanto zmęczenia szybkimi zmianami stref czasowych”. W interludium do „Graczy” – zatytułowanym wprost: „film” – zarówno widzowie seansu wyświetlanego w samolotowym barku, jak i śledzący ich reakcje narrator, wypowiadają się o wyświetlanej na ekranie akcji (terroryści mordują graczy w golfa seriami z karabinów i ciosami maczet) z wysublimowaną czułością. obrazów nie odbiera się, lecz „przesiewa” na modłę wspólnotowego rytuału. W filmie się nie gra – kadr „zamieszkują czterej mężczyźni i trzy kobiety”. Jak niedaleko stąd – od kadru-domu – do przerażającej wizji technokratycznego świata jutra.

Don DeLillo – ,,Punkt Omega”

Fetyszyzacja telewizji, filmu, fotografii, monitora osiąga największe zagęszczenie w „Punkcie Omega”, krótkiej powieści skomponowanej – jak usłużnie podpowiada jeden z bohaterów – na wzór haiku. Częstotliwość, z jaką figura ekranu lokuje się w centrum akcji, oraz emfaza, z jaką akcentuje się jej oddziaływanie, uwznioślają i ożywiają półprzezroczystą płaszczyznę, na której z obu stron, przez całą dobę bez ustanku, oglądać można „Psychozę” Alfreda Hitchcocka wyświetlaną w tempie dwóch klatek na sekundę. Już niedaleko stąd do „podziemi” – monumentalnej powieści-rzeki traktującej o stanach połowy XX wieku. Dopiero tutaj Delillo wpasowuje się w stereotyp powieści postmodernistycznej, jako narracji pełnej odniesień, akademickiej i, chcąc nie chcąc, wymagającej intelektualnie. pustynie, legendarne mecze baseballowe, ikony popkultury, awangardowa sztuka… Wszystko współegzystuje w niezwykle szerokiej panoramie tej totalnej powieści. łatwo wyobrazić sobie, że „podziemia” trafiają na listę lektur studentów amerykanistyki, bo też i trudno o bardziej wyczerpujący podręcznik obyczajowości Stanów Zjednoczonych, od americany po Lanę Del Rey.

Teskt | Filip Szałasek

Zobacz też: Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Komentarze
5/5 - (1 vote)