Piękna strona komiksu. Co kryje się pod pojęciem „komiks kobiecy”?

Fragmet komiksu w czerni i bieli

Nie chodzi oczywiście o komiksy o różowych jednorożcach, polanach pełnych pięknych tulipanów czy fajniutkich pluszowych misiach. Chodzi raczej o historie obrazkowe, z których zazwyczaj nie wylewają się litry testosteronu, które nie atakują czytelnika owłosionym torsem, i w końcu takie, w których raczej nie dostanie się erekcją między oczy. Mówiąc prościej, chodzi o komiksy tworzone przez kobiety.

Mówiąc męski komiks, film, książka, myślimy o dwóch facetach piorących się po ryjach i trzecim wymachującym maczetą. Gdy natomiast pojawia się hasło komiks, film, książka kobieca, przed oczami majaczy nam wizja trzech niewiast siedzących przy kawce na mazurskiej werandzie i rozmawiających o życiu. Termin komiks kobiecy nakreśla więc w jakiś sposób tematykę albo atmosferę danej powieści graficznej, ale jest też błędnie używane jako zwrot klucz oznaczający, że dane dzieło zostało stworzone przez kobietę. Bo tak jak wyrażenie komiks kobiecy niesie za sobą pewne skojarzenia, tak cała twórczość kobiet nie powinna zostać przez ten termin zawłaszczona. Piękna strona komiksu, komiks tworzony przez kobiety czy w końcu komiks kobiecy to tak naprawdę – co warto już na początku podkreślić – tylko hasła. Hasła, bo powyższe określenia nie świadczą o żadnym przyporządkowaniu gatunkowym, nie idzie za nimi zbiór stereotypów czy lista schematów. Świadczą wyłącznie o skojarzeniach z określonym klimatem, którego żadna tworząca kobieta nie musi się przecież trzymać. Co zresztą same twórczynie – na przekór zwolennikom szufladkowania – pokazują w doskonały sposób.

Wydany w 2010 roku debiutancki komiks Agaty Bary, Leviathan to idealny przykład na to, że w sztuce nie ma podziału na płeć. Ta rewelacyjna formalnie nowela jest symboliczną opowieścią o walce człowieka z otaczającym go światem. O jego bezsilności i tym, że często jedyną możliwością wygranej jest przemiana i zaakceptowanie całej reszty. Piękne rysunki zręcznie prowadzą opowieść, bo choć całość pozbawiona jest słów, narracja ma odpowiednie tempo i rytm. To skromny komiks (24 strony), ale nie rozmiar jest tu ważny, a oniryczna atmosfera pozwalająca na kilka chwil wejść do zupełnie innej rzeczywistości. Rzeczywistości na tyle intrygującej, a jednocześnie uniwersalnej, że Leviathan zostawia w tyle nie tylko termin komiks kobiecy (czegokolwiek by nie znaczył), ale także jakiekolwiek podziały na gatunki.

Ale to nie znaczy też, że kobiety powinny się krygować i nie opowiadać o sobie, swojej kobiecości, problemach, czy radościach. Zresztą gdyby nie zaczęły tego robić bądź nagle przestały, komiks jako gatunek straciłby kilka wybitnych pozycji. Między innymi Persepolis czy Wyszywanki autorstwa Marjane Satrapi. W tym pierwszym – zresztą swoim najsłynniejszym dziele – autorka opowiada o dzieciństwie w Iranie, dorastaniu w Europie i w końcu powrocie do ojczyzny. Najpierw z perspektywy małej dziewczynki, której imponują dojrzalsze kobiety, a później przez pryzmat nastolatki, której życie pełne jest buntu i rozczarowań miłosnych. Drugi tytuł to natomiast historia o kilku kobietach w różnym wieku, które spotykają się ze sobą w wolnych chwilach, by porozmawiać o swoich doświadczeniach, kłopotach czy po prostu codzienności. Satrapi z dowcipem, inteligencją i dystansem opowiada w obu tych komiksach o marzeniach płci pięknej, ich tęsknotach i obawach. Nie idealizuje, nie cenzuruje, nie ośmiesza – po prostu mówi o rzeczywistości, niezwykle przejmującej, interesującej i szczerej rzeczywistości.

Szczerość w opowiadaniu o swoim życiu jest też mocną stroną powieści graficznej Fun Home Alison Bechdel. To autobiograficzna historia o poszukiwaniu swojej seksualności i egzystowaniu w dysfunkcjonalnej rodzinie. Autorka próbuje odpowiedzieć przede wszystkim sobie na pytania dotyczące jej orientacji, szuka przyczyn i wymienia ich kolejne konsekwencje. Ale jej kobiece „ja”, jej seksualność jest mimo wszystko tłem dla opowieści o jej życiu rodzinnym. Rozkłada na czynniki pierwsze swoje kontakty z rodzicami, próbuje wytłumaczyć sobie ich zachowania i decyzje, czym później tłumaczy siebie. Kobiecy punkt widzenia jest więc tutaj – podobnie jak u Satrapi – nośnikiem historii, a nie zamykającym ją na cztery spusty nawiasem.

Określenie komiks kobiecy – w tym kontekście globalnym, angażującym wszystkie twórczynie – spycha tworzące autorki do getta jednostajności, próbuje pozbawić ich komiksy różnorodności i wtłoczyć w jakieś wymuszone ramy. A tak naprawdę jedyne, co łączy komiksy tworzone przez kobiety, to fakt, że zostały – wiwat dedukcja! – stworzone przez kobiety. Owszem, Satrapi opowiada o sobie w Perspepolis i o kobietach w Wyszywankach, ale już tematem „Kurczaka ze śliwkami” są problemy artysty, wybitnego muzyka, mężczyzny. Agata „Endo” Nowicka w Projekcie: Człowiek w bardzo ciekawy i przejmujący sposób mówi o swojej ciąży. Z kolei Rutu Modan w niedawno wydanych Ranach wylotowych postanawia pokazać bardzo ciekawą historię miłosną (bez miłości), którą opowiada z perspektywy mężczyzny. I w końcu Bechdel, która w Fun Home mówi o sobie, ale punktem wyjścia i dojścia dla całości czyni jednak swoje relacje z rodzicami, szczególnie z ojcem.

Wrzucenie tych wszystkich opowieści, tych nieprzeciętnych komiksów do jednego worka z wyszytym napisem komiks kobiecy byłoby krzywdzące. Dla samych autorek, jak i ich powieści graficznych. Każda z tych historii jest bowiem inna, autonomiczna i nie wtłacza się samoczynnie w określone ramy. Cudowne albumy Renee French opowiadające w uniwersalny sposób o samotności to przeciwległy biegun dla rozrywkowych komiksów Becky Cloonan. Tak samo, jak Agata Bara i jej oniryczny Leviathan różnią się wszystkim od autobiograficznego Projektu: Człowiek Agaty Nowickiej. Wszystkim, poza jedną rzeczą, a mianowicie faktem, że – ponownie wiwat dedukcja! – zostały stworzone przez kobiety. Jednak próba nadania temu faktowi statusu czynnika katalogującego jest błędna. Bo przecież tak mężczyźni, jak i kobiety robią fantastykę, sensację i komiks obyczajowy. Robią także komiksy dobre i złe. I jeśli już należy katalogować, to według takich podziałów. Choć z drugiej strony, co ja tam mogę wiedzieć?! Jestem przecież facetem (i to tym trzecim, wymachującym maczetą).

Tekst: Bartosz Sztybor

Komentarze
Piękna strona komiksu. Co kryje się pod pojęciem „komiks kobiecy”?
Oceń artykuł