
Fot. Robert Ceranowicz
Paweł Fabjański mógł generować obrazki jak wszyscy. Zamiast tego użył AI do zbudowania własnego aparatu. W rozmowie z naszym naczelnym opowiada o podczerwieni, cyfrowej kliszy, obrazkach, które scrollujemy bez emocji, i o tym, dlaczego sztuczna inteligencja może być nie końcem kreatywności, tylko protezą wiedzy, która pozwala wyjść poza własną dziedzinę.
- Czy to aparat dla ludzi, czy dla robotów?
- Czy robisz oczy dla robotów?
- Cyfrowa klisza
- Każde zdjęcie jest algorytmem
- Aparat AI czeka na swojego bohatera
- Wzruszam ramionami i przewijam dalej
- Treści do łatwej konsumpcji
- Human touch jako forma oporu
- Proces jest częścią przyjemności
- AI demokratyzuje nie tylko sztukę?
- Aparat AI. Projekt, który otwiera dyskusję
Czy to aparat dla ludzi, czy dla robotów?
Krzysztof Grabań: Dobra, to powiedz: zrobiłeś aparat dla ludzi czy dla robotów?
Paweł Fabjański: Nie no, on jest stworzony dla mnie. Chciałem po prostu użyć sztucznej inteligencji do czegoś, czego sam bym nie był w stanie zrobić bez jej pomocy. Pewnie mógłbym poprosić jakiegoś ziomka, który ogarnia elektronikę i programowanie, więc to nie jest rzecz niemożliwa do zrobienia bez AI. Ale ja nie mam takiej wiedzy, żeby samemu zbudować aparat.
Ponieważ jestem fotografem, pomyślałem: dobra, zrobię coś w swojej dziedzinie, ale tak, żeby trochę przeskoczyć samego siebie. Robienie obrazków w Midjourney wydaje mi się banalne, bo właśnie jestem fotografem. Umiem robić obrazki innymi metodami i nadal uważam, że w pewien sposób wychodzi to lepiej. Ale nie jestem konstruktorem aparatów, więc spróbowałem zbudować sobie aparat prawie od podstaw.
Kris: Chodziło mi też o to, że on widzi w paśmie podczerwonym. Czy on widzi w paśmie widzialnym?
Paweł: Nie, widzi w podczerwieni, ale to jest taka podczerwień jak w kamerach CCTV do monitoringu. To nie jest wojskowa noktowizja, gdzie w pełnej ciemności świecą ciepłe obiekty. W nocy i tak potrzebujesz małej diody promieniującej podczerwienią, która oświetla teren. U mnie objawia się to tym, że są przekłamane kolory. Na przykład zieleń drzew aparat widzi jako coś bardzo jasnego, promieniującego.
Na Fotofestiwalu robiłem zdjęcia w galerii, która miała zasłonięte okna. Były zasłonięte foliami, ale ciepło nadal się przez nie przebijało. Na moim aparacie wyglądało to tak, jakby tych zasłon w ogóle nie było. Bardzo mocno promieniowały przestrzenie, gdzie było więcej infraredu. Czyli jak włączasz podgląd, widzisz rzeczywistość dookoła, tylko z przekręconymi kolorami.
Kris: To trochę jak w tej kamerze Sony z początku lat 2000 (pisaliśmy o tym i jest tam wideo), która trochę widziała przez ubranie. Pod warunkiem, że ktoś miał cienkie albo wilgotne ubrania, na przykład na imprezie.
Paweł: Chyba to może być podobny zakres podczerwieni. Mi się jeszcze nie zdarzyło, żebym kogoś podejrzał, ale to pewnie podobna technologia. Myślę, że po tamtych historiach zakres podczerwieni w podstawowej elektronice został jakoś ogarnięty, żeby to nie było dziwne i podejrzane.
Pomysł, żeby użyć kamerki podczerwonej, wziął się stąd, że chciałem, żeby aparat działał w różnych warunkach. Liczyłem, że będzie sobie lepiej radził w nocy. Trochę tak jest, ale różnica nie jest ogromna. Myślałem nawet, żeby dodać do niego diodę jako lampę błyskową infraredową. Na Ravekjavik robiłem zdjęcia w takiej imprezowo-nocnej sytuacji i fajnie byłoby doświetlać scenę bez klasycznego flesza, który wali po oczach, płoszy ludzi i robi się krępujący. Taka dioda byłaby niewidoczna dla ludzkiego oka, a aparat by ją widział.

Czy robisz oczy dla robotów?
Kris: Czyli chodziło mi o to, czy robisz kamerę dla robotów. Dzisiaj sztuczna inteligencja komunikuje się z nami głównie przez język. Modele językowe są naszą bramką komunikacji. Ale są też modele, które generują muzykę, obraz, inne rzeczy. Jak roboty będą rozumiały świat? Może robisz oczy dla robotów już teraz?
Paweł: Trochę tak, a trochę jest tak, że finalnie tego, co ja fotografuję, AI w obecnej wersji nie widzi. Sama konstrukcja aparatu była zrobiona we współpracy z AI-em. Pytałem, jakie części elektroniczne są potrzebne i jak je poskładać. Drugi mocny etap AI-owy to było zaprogramowanie tego wszystkiego. Tu bez AI zupełnie bym sobie nie poradził.
Ten aparat ma funkcje współczesnego aparatu: galerię, przeglądanie zdjęć, zmianę kadru z pionowego na poziomy, wysyłanie zdjęć do chmury, bo archiwizują się na Google Drive. Natomiast sam proces zrobienia zdjęcia i przetworzenia go do formy, której teraz używam, czyli takich czarno-białych pixel sortów, dzieje się na urządzeniu. Tam nie jest zaangażowana sztuczna inteligencja.
Mam opcję wysyłania zdjęcia przez API na serwery, gdzie model LLM może je przetwarzać, ale z tej funkcji nie korzystam. Efekty mi się nie podobały. Miałem prompt, miałem zdjęcia referencyjne, wiedziałem, jaki filtr chciałbym uzyskać, ale coś mi w tych zdjęciach nie grało. Były jakieś sztuczne. Nie czułem autorstwa. A kiedy używam czystego algorytmu, prostego przetworzenia na urządzeniu, bardziej czuję, że to jest moje.

Cyfrowa klisza
Kris: Może czujesz to, co kiedyś czuliśmy na kliszy? Że promień światła odbity od czegoś wpadał na kliszę i zostawiał na niej ślad, bez tłumaczenia na ciąg zer i jedynek?
Paweł: Dokładnie. Dla mnie odkryciem było to, że zrobiłem aparat, który oczywiście przetwarza obrazy, więc one nie wyglądają jak rzeczywistość, ale algorytm działa podobnie do kliszy. Nie chodzi o to, że efekt jest identyczny jak analogowe zdjęcie. Chodzi o powtarzalność.
Jak używasz danego typu kliszy, na przykład Kodak Portra, Fuji Superia albo Polaroida, spodziewasz się pewnej estetyki. Wiesz, że zdjęcie nabierze konkretnego klimatu. Tutaj dzieje się coś podobnego, tylko cyfrowo. Algorytm jest bardziej przewidywalny i kontrolowalny niż AI. Wolałem, żeby obraz był przemielony algorytmem w urządzeniu, a nie przetransformowany przez sztuczną inteligencję w jakiejś czarnej skrzynce.
Na razie korzystam głównie z mojej wersji algorytmu Pixel Sort, którego bazę stworzył Kim Asendorf. Plan mam taki, żeby stworzyć własne algorytmy, zupełnie moje. Chciałbym wymyślać, jak dokładnie mają sortować się piksele. Może nawet pisać algorytm pod konkretny projekt albo konkretnego bohatera zdjęć.
Kris: Czyli tak, jakby Kodak zrobił kliszę tylko pod jedną sesję.
Paweł: Dokładnie. W filmie zdarzało się, że budowano obiektyw pod konkretne zastosowanie. Przy „Barry Lyndonie” używano ultra jasnych szkieł, żeby można było świecić sceny świecami i uzyskać wyjątkową plastykę. Ja nie mam budżetu na customowe obiektywy robione z wielką firmą optyczną, ale dzięki AI mogę napisać algorytm pod konkretny projekt fotograficzny. To jest podobna logika, tylko dostępna dla mnie.
Każde zdjęcie jest algorytmem
Kris: Dzisiaj ludzie cykając foty smartfonem nie wiedzą, że to nie do końca ich robota, że zdjęcie tak dobrze wygląda. Smartfony przetwarzają zdjęcie, zanim ono zostanie zapisane. Wyciągają detale, zmieniają kolory, wyostrzają. Tworzą nową estetykę.
Paweł: Nie da się przeskoczyć fizyki. Małe obiektywy i małe matryce w telefonach nie są w stanie doścignąć plastyki profesjonalnych aparatów. Więc producenci poprawiają to oprogramowaniem. Dostają jakiś basicowy obraz z matrycy, a potem przechodzi on przez procesy wyostrzania, podkręcania kolorów, poprawiania szczegółów. De facto każde cyfrowe zdjęcie jest dziś przetworzone algorytmem.
Według mnie nie da się uciec przed przetwarzaniem. Nawet kiedy robimy analogowe zdjęcie, wybieramy algorytm przetworzenia, który daje klisza. To też nie jest rzeczywistość jeden do jednego. Nasze oczy też przetwarzają. Prawdopodobnie gdybym mógł podłączyć się do twojego mózgu i spojrzeć twoimi oczami, okazałoby się, że mój zielony i twój zielony nie są identyczne.
Kris: Ja ostatnio nie aktualizowałem sobie ustawień RGB, więc możemy mieć różne wersje.
Paweł: Ja też w tym nie grzebię. Mój zielony mi się podoba, ale krewetka modliszkowa?
Ona ma więcej receptorów barwnych niż my. My mamy RGB, trzy kanały, a ona ma ich dużo więcej (redakcja: od 12 do 16 typów receptorów barwnych). To pokazuje, że różne organizmy patrzą na tę samą rzeczywistość, ale widzą ją inaczej. To też jest przetwarzanie przez biologiczny komputer.
Kris: Co by było, gdyby podłączyć taką krewetkę do AI? Dla niej określenie „seledyn” byłoby pewnie strasznie ubogie. Miałaby 600 odcieni seledynu.
Paweł: Dokładnie. I wtedy ilość obliczeń strasznie by wzrosła. Jak generujemy obraz 100 na 100 pikseli, każdy piksel ma trzy wartości RGB. A w świecie krewetki mnożysz to nie przez trzy, tylko przez dużo więcej kanałów. Lepiej chyba robić AI dla psów niż dla krewetek, bo podobno mają dwa receptory.
Aparat AI czeka na swojego bohatera
Kris: Masz tyle nowatorskich projektów, że trochę się w nich gubię. Które z ostatnich były dla ciebie najciekawsze? Na przykład ten z Kasią LASS i lidarami?
Paweł: Projekt z Kasią był super, bo współpraca z osobą tworzącą muzykę zazwyczaj jest bardzo miła. Kasia była otwarta na eksperymenty. Tam różne zabawki technologiczne były użyte trochę jako fetysz: coś zeskanować w 3D, coś przetworzyć cyfrowo, sprawdzić, co wyjdzie.
Mnie fascynują nowe technologie, ale wiele moich projektów grzęźnie na etapie eksperymentu. Fascynuje mnie narzędzie, ale nie zawsze od razu mam pomysł, co nim zrobić. Z tym aparatem też trochę tak jest. On sam jest projektem, ale zdjęć, które nim robię, nie traktuję jeszcze jako dużego projektu fotograficznego. To są raczej takie blogerskie zapisy: jestem na wycieczce, na koncercie, coś mnie zainteresuje, robię zdjęcie i wrzucam na Instagram.
Czekam na prawdziwy projekt. Na bohatera, muzyka albo artystę, z którym to dobrze zarezonuje. Wtedy można by stworzyć algorytm konkretnie pod niego, tak jak fotograf wybiera czarno-białą kliszę do jednej osoby, a mocno kolorowy slajd do innej.
Napisałem już z AI-em algorytm, który zostawiał dziwne kolory z kamery infraredowej i przesuwał jasne piksele do przodu, a ciemniejsze w głąb, jakby w pseudo 3D. Mam go jako oddzielny programik, działa, ale jeszcze nie podłączyłem go pod aparat. Zostawiam to na jesień, bo jak jest lato, staram się nie siedzieć cały czas przed komputerem.
Kris: To wygląda jak malarstwo futurystyczne, postcyfrowe. Przyszłość, która może się wydarzy albo nie. I trzeba kogoś, kto dźwignie taki gatunkowy ciężar.
Paweł: Tak. Pewnie ktoś z muzyki elektronicznej albo eksperymentalnego brzmienia. Już samo to, że dajesz się tak sfotografować, znaczy, że jesteś otwarty na takie rzeczy.




Wzruszam ramionami i przewijam dalej
Kris: Powiedziałeś, że nie lubisz generowanych obrazków. To rozwija się tak szybko, że za chwilę cały segment tego mniej ambitnego kontentu może być robiony z pomocą AI, z aktorami zastępowanymi awatarami. To samo będzie z filmem. Przykład: Tilly Norwood, aktorka AI stworzona w 2025 roku przez studio Xicoia. Współprodukowałem ostatnio serial i wiem, jak ogromną pokusą są oszczędności w produkcji. A przy reklamach już widziałem w Polsce castingi oparte tylko na skanowaniu aktorów. Zero zdjęć, przymiarek, kostiumów, make-up’u, hoteli, itp. Czy reklama to jest ta część kultury wizualnej, którą AI przejmie jako pierwszy?
Paweł: To jest wiele tematów naraz. Zacznę od fotografii. Dzięki zabawom z nowymi technologiami zrozumiałem, jak bardzo one nie są do wszystkiego. Są miejsca, w których chcę ich używać, i miejsca, w których w ogóle mnie to nie interesuje.
Jeśli chodzi o obraz fotograficzny, problem polega na tym, że nawet jeśli wygenerowany obraz jest łapiący za oko, ogarnia mnie wobec niego obojętność emocjonalna. Po prostu wzruszam ramionami i przewijam dalej. W tej chwili te obrazki nawet trochę mnie drażnią. Nie czuję w nich wartości.
Dla mnie jako twórcy sam proces twórczy jest tym, co mnie jara. Efekt też, ale złapanie za aparat, skomponowanie kadru, oświetlenie, ten wysiłek, przypadek, moment, to wszystko jest częścią satysfakcji. Kiedy generuję obraz i pozbawiam się tego procesu, myślę: fajny obrazek, ale nie mam poczucia, że zrobiłem coś fajnego.
Kiedy robię zdjęcie i ono mi wyjdzie, potrafię je długo oglądać. Wrzucić na pulpit, jarać się tym, że udało mi się coś złapać. Może wszedł w to przypadek, może coś poszło lepiej niż planowałem, ale mam zajawkę. Przy generowanych obrazach tego nie mam.
Treści do łatwej konsumpcji
Paweł: Oczywiście nie wszyscy podchodzą do obrazu tak jak ja. Wielu odbiorcom nie będzie robiło różnicy, czy coś jest wygenerowane, czy nie. Jeśli ich to śmieszy, bawi, straszy albo angażuje, to będzie okej. Dlatego pewien poziom kultury wizualnej jest skazany na generowanie AI-em. Być może seriale, reklamy, filmy, kontent do szybkiej konsumpcji. To jest tanie, łatwe i w wielu miejscach wystarczające.
Kris: Teraz w Azji popularne są mikroseriale, półtorej minuty odcinek, generowane, oglądane masowo i monetyzowane mikropłatnościami. Nikt nie pyta jak to powstaje, jeśli historia wciąga.
Paweł: Dokładnie. Już dzisiaj konsumujemy ogrom seriali, a seriale z natury są często mniej dopracowane niż kino. Oczywiście są świetne seriale, z dużymi budżetami, ale mimo wszystko dwugodzinny film, nad którym reżyser pracuje latami, to inny rodzaj rzemiosła. Skoro wielu odbiorcom wystarcza serial, mockument, szybki format telewizyjny, to pewnie znajdzie się też grupa, której wystarczy mikroserial generowany AI-em.
To nie znaczy, że kino umrze. Teatr też nie umarł przez kino, telewizję ani streaming. Jak chcesz kupić bilet na dobrą sztukę, często jest sold out. Festiwale filmowe mają swoją publiczność. To pewnie będzie działać równolegle. Będą treści szybkie, tanie, generowane i będą rzeczy, w których ludzie nadal będą szukać jakości, procesu, obecności autora.
I to jest dla mnie ciekawe, bo jestem otwarty na nowe technologie, klikam w te nowości, testuję je, a jednocześnie doszedłem do wniosku, że generowany obraz prawie mnie nie interesuje. Trudno mi znaleźć projekt, który chciałbym po prostu wygenerować. To ze mną nie klika.
Human touch jako forma oporu
Kris: Zauważyłeś, że rzeczywistość wokół nas robi się taka syntetyczna, doskonała? Zrobiliśmy nową wersję strony na 25-lecie HIRO. Jest piękna i nowoczesna, ale szybko pojawił się pomysł, żeby dodać elementy robione ludzką ręką. Spray, tagi, farba, szablon. Rzuciłem to w rozmowie z Istowskim i od razu poczuł o co chodzi.
Paweł: I pewnie duża część tego pomysłu bierze się stąd, że dookoła jest tak dużo AI i tak dużo łatwego generowania. Zaczynasz zauważać wartość w tym, że ktoś zrobi coś niedokładnie, ale ludzką ręką.
Miałem niedawno projekt komercyjny, w którym klient dopłacił za dodatkowe pół dnia zdjęciowe, żeby zrobić rzeczy ręcznie. Założenie było takie: tworzymy cyfrowy collage, pocięty i poukładany przez grafika w komputerze. Ale rzuciliśmy myśl: a może wydrukować, pociąć nożyczkami, ułożyć na kartonie i sfotografować jeszcze raz? Żeby było widać cień, krzywe wycięcie, niedokładność.
I okazało się, że w świecie dążącym do totalnej cyfrowości to było dla klienta atrakcyjne ideowo. Cztery lata temu pewnie usłyszelibyśmy: rozumiemy, ale bez przesady. A teraz wyciąganie nożyczek może być formą oporu wobec zalewu łatwości i slopowatości AI.
W reklamie wszyscy teraz mówią o tej animacji Apple, która wyglądała jak idealny cyfrowy efekt, a potem pokazali backstage i okazało się, że kolorowe elementy były wycinane z pleksi i animowane ręcznie, poklatkowo. Oczywiście potem było to cyfrowo czyszczone, ale human touch był realny. I to zrobiło robotę.

Proces jest częścią przyjemności
Kris: Może samo promptowanie to średnio przyjemna robota? Ludzie lubią plany, przypadkowość, eksperymenty i ten cały trud. Może najlepszy patent to łączenie technik? Na przykład, żeby uzyskać zdjęcia w lokacjach, na które nas nie stać, itp.
Paweł: Myślę, że wielu twórców lubi proces. Lubi pracę, wysiłek, robienie. Odbieranie sobie przyjemności z procesu twórczego jest trochę wbrew idei tworzenia. Oczywiście są i tacy, którzy tego procesu nie lubią, ile ludzi, tyle spojrzeń. Ale mój instynkt podpowiada mi, że dla wielu twórców to właśnie proces jest dużą częścią sensu.
Kris: Chodziło mi o sytuację, kiedy jako muzyk tworzę teledysk i realizacja wizji tradycyjną metodą byłaby niemożliwa. Kiedyś robiliśmy animację lalkową i było miło, ale jedna minuta zajęła dwa tygodnie pracy.
Paweł: I to jest super ważne. Dla ciebie, jako muzyka, zrobienie animacji teledyskowej jest wyjściem poza swoją dziedzinę. To jest podobne do tego, co ja zrobiłem z aparatem. Wszedłem w rolę konstruktora i programisty, czyli kogoś, kim nie jestem. Dzięki AI poszerzyłem swoje możliwości. Wchodzę w przestrzeń, w której czuję się jak zgubione dziecko we mgle, a jednak tworzę aparat, który działa, ma oprogramowanie, robi zdjęcia, ma menu, a nawet może wysyłać je w chmurę i przetwarzać obraz przez API gdybym chciał.
AI demokratyzuje nie tylko sztukę?
Paweł: Uważam, że AI jest idealnym narzędziem demokratyzującym dostęp do niektórych narzędzi, które wcześniej były elitarne. Powiedzmy dostęp do komputerów osobistych: jeszcze w latach 80. czy nawet 90. komputer nie był tak dostępnym narzędziem jak jest dzisiaj i nie każdy mógł sobie np. wykorzystać arkusz kalkulacyjny do prowadzenia jakichś obliczeń czy nawet podsumowania podatków.
Dzisiaj podobnie może być z AI. np. napisanie prostego pisma urzędowego, zbudowanie strony, stworzenie wizualnego świata wokół muzyki, zrobienie teledysku, kiedy nie masz budżetu na ekipę, to wszystko staje się bardziej dostępne. Nie chodzi o to, że AI zrobi wszystko za nas, bo nadal trzeba sprawdzać, myśleć, poprawiać, ale jednak proces się ułatwia i przez to staje bardziej dostępny dla większej ilości ludzi.
W kwestii artystycznej moim zdaniem dochodzi do tego, że teraz naprawdę tylko twoja wyobraźnia cię ogranicza, żeby coś ciekawego stworzyć. Ten aparat jest dla mnie dowodem, że z pomocą takiej dodatkowej wiedzy jestem w stanie stworzyć dużo więcej niż kilka lat temu. Nie tylko zrobić zdjęcia, ale zbudować prawie inżynierski projekt, który daje mi narzędzie do robienia zdjęć. To jest zupełnie inny level.
Kris: A mówi się, że AI nas ogłupia. Okazuje się, że nie wszystkich.
Paweł: Dokładnie. Moja przygoda z kodowaniem sprawiła, że zapisałem się na kurs Pythona, żeby lepiej rozumieć, co AI robi z moim kodem. Zacząłem interesować się GitHubem, strukturą repozytorium, tym, jak nie zrobić sobie śmietnika w plikach. Nie chodzi o to, żebym rozumiał każdą linijkę kodu, ale chcę być na poziomie kogoś, kto wie, co się dzieje. Jeśli kiedyś pójdę do programisty, będę umiał lepiej się z nim porozumieć.
Kris: Czyli jak ktoś powie, że coś trzeba sfetchować, to już będziesz wiedział, że nie chce cię obrazić.
Paweł: Dokładnie.
Aparat AI. Projekt, który otwiera dyskusję
Kris: To miała być krótka rozmowa o twojej kamerze i procesie jej powstawania, a gadamy już chyba godzinę i poruszyliśmy masę tematów związanych z AI w sztuce i kreacji.
Paweł: No tak to właśnie jest. Ale cieszę się, bo od początku ten aparat miał być projektem, który otwiera dyskusję. Ja nie uważam, że zrobiłem coś absolutnie genialnego i przełomowego. Dla programistów albo ludzi od elektroniki to pewnie jest rzecz basicowa. Ale jeśli wyjdziesz poza to środowisko i wejdziesz w środowisko fotografów albo ludzi związanych z obrazem, to robi się fascynujące: jakich narzędzi użyłem, do czego doszedłem i co to mówi o twórczości.
Sedno tego projektu nie polega tylko na tym, jakie zdjęcia robi aparat albo czy trudno było poskładać elektronikę. Chodzi o to, że można wokół niego rozmawiać o autorstwie, procesie, algorytmach, sztucznej inteligencji i o tym, co w obrazie nadal jest ludzkie. Dzisiaj naprawdę ogranicza nas głównie chęć, czas i pomysł. Drogę do realizacji bardzo mocno może ułatwić sztuczna inteligencja.
Kris: I to jest świetna puenta.
Paweł: Łapki w górę.
Kris: A to mówiliśmy my, prawdziwi ludzie. Nie awatary.
Paweł: Prawdziwy człowiek to ja i ty. Dzięki, na razie.
Fotograf i visual artist od lat działający na styku fotografii reklamowej, portretowej, mody i projektów autorskich. Pracował dla marek takich jak Porsche, Nike, Puma, 4F, Play, Orange, T-Mobile, Skoda czy Sony. Fotografował m.in. Roberta Lewandowskiego, Igę Świątek, Annę Lewandowską, Joannę Jędrzejczyk, Taco Hemingwaya (który zarapował o nim w „Tak to leciało„), Sokoła, Quebonafide i Kasię LASS.
Jego projekty są nagradzane w konkursach branżowych i prezentowane na wystawach oraz festiwalach w Polsce i za granicą. Prowadzi Pracownię Fotografii Komercyjnej w Łódzkiej Szkole Filmowej.
instagram.com/pawel_fabjanski | fabjanski.com
Rozmawiał: Krzysztof Grabań
Zdjęcia: Paweł Fabjański, Robert Ceranowicz
