My name is Jobs. Steve Jobs

Niedawno pojawił się w sieci nowy zwiastun filmu „Steve Jobs”. Obraz wzbudza coraz większe zainteresowanie i bezsprzecznie jest jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tej jesieni.

Nakręcić film o ekspresywnej postaci, która przyciągnie do kina tłumy? Czemu nie. Do tego zostanie on opłacony przez Apple? Jeszcze lepiej. Chociaż Steve Jobs zmarł zaledwie cztery lata temu, to właśnie powstał o nim już drugi film. Dla twórców tej produkcji nie ma wątpliwości, dlaczego warto nakręcić kolejny obraz o Stevie Jobsie. Jednak wielu kinomaniaków zastanawia się, czy nowy film o ekscentrycznym współzałożycielu Apple’a będzie wart obejrzenia.

W 2013 roku na ekranach pojawił się „Jobs”. Tytułową postać zagrał Ashton Kutcher. Jego rolę ocenia się różnie. Jedni mówią, że to jego najlepsza dotychczasowa kreacja aktorska, inni stwierdzają, że jest Kutcher kompletnym aktorskim drewnem. Gwiazdor znany dotychczas głównie z „Różowych lat siedemdziesiątych” bez wątpienia włożył dużo pracy w przygotowania do roli, ale co z efektem? Nominacja do Złotych Malin mówi sama za siebie. Kutcher w pierwszych minutach jest nie dozniesienia, a gdy widz już oswoi się z jego grą  i aktor przestaje go drażnić, film się kończy…

Zaletą nowego filmu o Jobsie jest Michael Fassbender. Artysta wielokrotnie udowodnił, że jest jednym z najlepszych młodych aktorów. Nawet w kilkuminutowym zwiastunie „Steve’a Jobsa” Fassbender jest pełen charyzmy i czaruje widza – tego zabrakło w poprzednim obrazie. Jednak pojawiają się obawy, czy wygląd aktora nie odepchnie widzów. Plusem produkcji z 2013 roku jest zaskakujące podobieństwo między Kutcherem a Jobsem. Widzowie, którym w pamięci został Kutcher, mogą się przez to zniechęcić do Fassbendera.

First-Official-Photo-of-Ashton-Kutcher-as-Steve-Jobs-Released-2

Reżyserem produkcji sprzed dwóch lat został niezbyt ceniony Joshua Michael Stern. Za scenariusz odpowiadał nikomu nieznany Matt Whiteley. Film przedstawia wybiórcze sceny z życia Jobsa, które są puste i nic nie wnoszą. Nie ma dobrych dialogów, ponadto odnosi się wrażenie, że obraz ślizga się po biografii właściciela Apple’a. Nie wyjaśniono na czym polegała pomysłowość głównego bohatera. Film z Kutcherem nie przedstawia ogólnego zjawiska i widz odnosi wrażenie, jakoby Jobs był jedyną pomysłową osobą na rynku informatycznym.

Nowa produkcja o Jobsie wygląda na dokładnie przemyślaną. Reżyserem jest laureat Oskara Danny Boyle, a scenarzystą, także laureat Nagrody Akademii, Aaron Sorkin. Film ma dogłębniej zbadać psychikę Jobsa, ukazać te strony jego życia, o których nie opowiedziano w obrazie z 2013 roku. Wynika to z tego, że praca nad produkcją zaczęła się wcześniej niż praca nad „Jobsem” Sterna. Co więcej, scenariusz powstał na podstawie wnikliwej biografii napisanej przez Waltera Isaacsona. Nowa produkcja ma większy budżet, co też może pozytywnie wpłynąć na całość filmu.

11252352_402888609913119_5483688434320169482_n

And the Oscar’s goes to…

Stworzenie filmu o znanej postaci, dodatkowo w tle pojawia się śmierć? Bez wątpienia jest to pomysł na kasową amerykańską produkcję, pretendującą do zdobycia największych nagród. Sam Fassbender jest potencjalnym nominowanym do najbliższych Oskarów. Oprócz „Steve’a Jobsa” pojawi się niedługo „Makbet”,  w którym wciela się w tytułową postać. Dotychczas tylko raz został zauważony przez Akademię. Ponadto należy mieć na uwadze, że Aaron Sorkin wie, jak za pomocą scenariusza kierować widzem. Wszystko wskazuje na to, że „Steve Jobs” jest skazany na sukces. Z ocenami jednak poczekajmy do premiery. Wszyscy wielokrotnie zawiedliśmy się na hollywoodzkich superprodukcjach, dlatego wstrzymajmy się z zachwytem.

tekst | Aleksandra Leśnik

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera