Mechaniczni policjanci (i złodzieje)

Chociaż wszystko wskazuje na to, że w 2015 r. jeszcze nie pojeździmy na antygrawitacyjnej deskorolce ani tym bardziej w latającym samochodzie, to nie wszystkie wizje z filmów lat 80. trzeba wkładać między bajki. O policyjnych robotach nie słyszy się może aż tyle, co o wojskowych dronach, ale to te pierwsze będziemy widywać coraz częściej. W polskiej policji od ponad dekady służą już m.in. zastępujące saperów roboty Expert i Inspector.

To było zresztą do przewidzenia. W „Polityce” Arystoteles marzył o „narzędziach, które same będą wykonywać swoją pracę, podporządkowujących się lub wyprzedzających wolę ludzi, niczym posągi Dedala albo trójnogi Hefajstosa”, twierdząc, że tylko to uwolni ludzkość od „niewolnictwa i uciążliwej służby”. Nie ma wątpliwości, że służba w służbach mundurowych jest jedną z najmniej ponętnych, jakie można sobie wyobrazić. Chyba że akurat nęci cię, gdy nieznajome osoby domagają się męskich członków w twoim jelicie.

Brak nam informacji o robotach pałujących zbuntowanych helotów i rozjuszonych kibiców igrzysk. Wiadomo jednak, że skomplikowane maszyny służyły starożytnym do utrzymywania spokoju – tyle że działo się to nieco subtelniej. Automaty Herona z Aleksandrii zwane „cudami” (thaumata) – takie jak wykorzystujące siłę parową urządzenie, które otwierało drzwi świątyni, gdy kapłan zapalał święty ogień – musiały wzbudzać ogromny szacunek wobec duchowieństwa, grupy prawie zawsze stojącej po stronie publicznego porządku. I chociaż kuloodpornego Robocopa dzielą od tych wynalazków tysiąclecia (dosłownie i w przenośni), to właśnie Herona wymienia się w pierwszym rzędzie pionierów cybernetyki.

THX-1138_11

O ile wynalazki Herona broniły ustalonego ładu, to jednak od współczesnego stróżą prawa chciałoby się wymagać, aby był też obrońcą uciśnionych. Pierwowzorem mechanicznego wybawiciela mógłby być zatem wywodzący się z zapisów Talmudu gliniany człowiek – golem. W wersji legendy pochodzącej z Chełma (która najprawdopodobniej przeniknęła później do czeskiej Pragi, stając się z czasem jednym z głównych mitów stolicy, uwiecznionym w serii horrorów „Der Golem” z 1915 r.), żydowska społeczność widzi w nim „potężnego obrońcę przed pogromami i wrogami Izraela”. Problem z golemem był jeden – stworzony ręką ludzką, a nie Boską, absolutnie pozbawiony był zdolności myślenia, a także oceny moralnej. W chełmskiej historii (przytaczanej przez książkę „Żydzi polscy w legendzie i opowieści”) kończy się na jednym zalanym domu i wykarczowaniu lasu, w wersji filmowej ludzie giną zrzuceni z dachu, a praskie getto staje w płomieniach. Tak czy inaczej, nic dobrego.

Moralność maszyny to jeden z najistotniejszych wątków filozoficznych poruszanych w nurcie science-fiction. W pierwszej chwili wydawać by się mogło, że amoralny robot to policjant idealny. Wszak od funkcjonariusza nie wymaga się etycznych ocen (to leży w kompetencji sędziów), tylko interwencji, kiedy prawo jest łamane. I pięknie, póki zgadzamy się, że prawo jest dobre. Jednak policjanci-androidy z filmu „THX 1138” (reżyserskiego debiutu George’a Lucasa) bez mrugnięcia elektronicznym okiem egzekwują przepisy zamordystycznego teo-totalitarnego reżimu, który podporządkowuje sobie obywateli szprycując ich psychotropami i zabraniając fizycznej miłości. Przecież nie takiego Robocopa chcieliśmy!

Gdy po dłuższym celibacie (bądź innej dolegliwości zapewnianej przez ciemiężce) wybuchnie wreszcie bunt, rebelianci i postronni cywile mogą się znaleźć w niełatwej sytuacji. „Można mieć nadzieję, że nawet najhartowniejszego ludzkiego żołnierza bądź oficera policji wzruszy pełne bólu błaganie cierpiącego. Jednak żaden krzyk, płacz ani rozpacz nie poruszą serca policjanta-robota, ponieważ, rzecz jasna nie posiada on serca.” – obawia się Stephen T. Asma w rozprawie „On Monsters”. Ale chwilę później przypomina o licznych karierowiczach, religijnych ekstremistach, ksenofobach i oprawcach: współczesnych monstrach, stale podważających założenie o naturalności ludzkiej empatii. „Być może mechaniczni żołnierze, z zaprogramowanymi protokołami ochrony obywateli, nie okażą się wiele gorsi od wojowników z krwi i kości.”

Dokument onieśmielająco nazwany „Joint Robotics Program Master Plan” wydany przez armię Stanów Zjednoczonych przewiduje, że w 2035 roku na pierwszych liniach frontu zawalczą autonomiczne, czyli pozbawione ludzkiego operatora roboty-żołnierze. Do tego czasu za każdą maszyną będzie stał człowiek, a my mamy czas, żeby zastanowić się, co z tymi robotami. Nie ulega jednak wątpliwości, że to co kiedyś należało do sfery rozważań hardcorowych fanów science-fiction, (ludzi, których reszta społeczeństwa wyobraża sobie jako osoby ubrane w kraciaste koszule, z nadmierną ilością pryszczy i fatalną fryzurą), teraz wchodzi do pierwszego składu najpilniejszych cywilizacyjnych problemów. Ale fajnie!

Tekst: Maciek Piasecki

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera