Marta Bijan, autorka najbardziej oryginalnych książek dla nastolatków, celebrowała w zeszłym tygodniu pojawienie się na półkach księgarni swojej czwartej młodzieżówki pod tytułem „Jutro już było”, której akcja rozgrywa się w ostatni dzień świata. Jaką wizję końca świata przedstawiła w swojej powieści autorka i co tak naprawdę oznacza tytułowe „jutro już było”? Zapraszam do lektury poniższej recenzji!
Krótkie wprowadzenie do książki
Kiedy ostatni dzień to moment, w którym przestajesz się bać i zaczynasz żyć. Noe nie wierzy w przypadki. Tymon uważa, że śmierć to nic strasznego, samo życie jest trudne. Klara mówi głośno, żeby nikt nie usłyszał, jak bardzo się boi. Sebastian zna odpowiedź na każde pytanie – oprócz jednego.
To naprawdę ostatni dzień świata – tak mówią media, tak mówią przepowiednie, tak mówi intuicja. A skoro wszystko ma się skończyć, czemu nie doświadczyć tego w najbardziej absurdalnym miejscu z możliwych – w pełnym krzyków, neonów i waty cukrowej Wesołym Miasteczku? Czwórka siedemnastolatków spędza ostatni dzień życia po swojemu: łamiąc zasady, kradnąc chwilę po chwili, śmiejąc się z rzeczy, z których nie wypada się śmiać. W ich planie na apokalipsę nie ma miejsca na strach.
Jest tylko Plan, który jak stary diabelski młyn, nigdy nie chce się zatrzymać. A pod śmiechem kryje się mroczna prawda, od której nie można uciec. Co zostanie, gdy wszystko inne się skończy?
„Jutro już było” – recenzja
Czytelnicy, którzy znają twórczość Marty Bijan wiedzą, że czytanie jej powieści to prawdziwe przygody pełne wzruszeń, złości, zaskoczeń, wstrząsów oraz traum. Ci, którzy namiętnie zaczytują się w młodzieżówkach Marty Bijan od 2023 roku zupełnie inaczej patrzą na grzyby, lody bakaliowe, czy windy. Książki spod pióra Marty Bijan sprawiły, że wiele osób znalazło autorkę, z podobną do nich wrażliwością oraz zamiłowaniem do niepokojących historii zmieniających sposób myślenia o otaczającej ich rzeczywistości oraz patrzenia na świat. Biorąc pod uwagę to wszystko to jeśli koniec świata, to tylko z Martą Bijan. To jedyna autorka, która zabierze swoich czytelników na ostatni dzień świata do wesołego miasteczka i sprawi, że wzdrygną się czując zapach perfum waniliowych.
Zacznę od tego, że „Jutro już było” jest wydane przepięknie. Okładka ma nieziemską kolorystykę, a barwione brzegi wieńczą całość niczym wisienka czubku deseru. Patrząc na okładkę oraz brzegi od razu można poczuć klimat wesołego miasteczka, smak waty cukrowej na czubku języka, zapach popcornu, ciepło lampionów i neonów.
Jak każdą młodzieżówkę Marty, „Jutro już było” otwiera playlista wprowadzająca w atmosferę historii opisanej na kolejnych stronach. „i’ll die anyway” girl in red oraz cover „Running Up That Hill” w wykonaniu Chromatics już zwiastują, że fabuła będzie pełna mocnych wrażeń i naprawdę poruszająca.
„Jutro już było” składa się z zaledwie 192 stron. Chociaż chciałoby się ich więcej to myślę, że to idealna długość – akcja rozgrywa się w niecałe 24 godziny, teraźniejszość od czasu do czasu przeplatana jest flashbackami, które pozwalają dokładnie poznać czwórkę bohaterów oraz wyjaśniają wszystko na kilka stron przed finałowymi rozdziałami. To krótka powieść zawierająca niesamowicie mocny pokład emocjonalny i trzyma w napięciu równie mocno jak poprzednie książki autorki.
Forma krótkich rozdziałów również sprawdza się bardzo dobrze – to faktycznie pamiętnik, który Noe, Tymek, Klara i Bastek muszą wypełnić całym życiem w jeden dzień. Dodatkowo zdania tak mocno wizualizują książkowe Wesołe Miasteczko, że niemal można zobaczyć je w swojej wyobraźni w czasie czytania.
Powieść jest, tak jak każda poprzednia, skonstruowana w taki sposób, że do dwóch – trzech ostatnich rozdziałów akcja jest bardzo intensywna i niewiarygodnie mocno trzyma w niepewności. Na samym początku czytelnik jest wrzucony w akcję, kiedy bohaterowie rozpoczynają znany tylko sobie Plan, gdzie poznajemy zalążek powodu, dla którego zamierzają spędzić apokalipsę w wesołym miasteczku. Zabieg ten sprawia, że czytając pragniemy dowiedzieć się kim są Noe, Klara, Sebastian i Tymon, tego z jakich punktów składał się plan oraz poznać zakończenie, oczywiście. I faktycznie poznajemy bohaterów oraz ich Plan w pełni detali.
Składające się przeplatających się ze sobą momentów przeszłości i teraźniejszości „Jutro już było” jest jak sowy w „Twin Peaks” – nie jest tym, czym się wydaje. To opowieść o końcu świata, ale nie takim, jakim początkowo się wydaje. Fakt ten sprawia, że „Jutro już było” jest książką przewrotną i jeszcze bardziej nietypową niż „Muchomory w cukrze”, „Nocne godziny” czy „Wakacje pod morzem”. Bo od początku czuć, że wydarzy się coś, czego nikt się nie spodziewa i że będzie to zupełnie inne oblicze końca świata niż to, o którym każdy zawsze myśli.
„Jutro już było” to także najsmutniejsza powieść w dorobku Marty Bijan. Skłania do myślenia o tym, czy warto odkładać wszystko na jutro. Bo co jeśli jutra nie będzie? Co jeśli już było? Myślę też, że książka ta zaszczepia w czytelnikach odrobinę odwagi do tego, aby odważyć się zrobić pewne rzeczy zanim będzie za późno.
Polecam „Jutro już było” Marty Bijan z całego serca! To zdecydowanie najlepsza powieść, jaką w tym roku miałam w rękach! Zostaje w myślach na długo, jak na godną polecenia książkę przystało.
Tekst: Matylda Motyl
Zobacz też:
Pola Rise „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” [recenzja]

![Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja] Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/Marta-Bijan-opisuje-koniec-swiata-w-„Jutro-juz-bylo-recenzja.jpg)
![Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/jutro-juz-bylo-marta-bijan-1.jpg)
![Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/jutro-juz-bylo-marta-bijan-2.jpg)



![„Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja] „Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/„Frankenstein-–-mroczna-opowiesc-o-empatii-recenzja-218x150.jpg)

