„Mam 26 lat i się czuję staro”- mówi generacja Z

Dwie dziewczyny z długimi włosami leżą na masce samochodu

Ogłaszany przez wielu głosem swojego pokolenia Taco na ostatniej EP-ce dzieli się ze słuchaczami wyznaniem z tytułu tego artykułu. Nie sposób się z tym nie zgodzić, widząc dookoła jak przytłaczające oczekiwania ma wobec nas świat. Okazuje się, że podobnych osób jest więcej. Kim są zatem „starzy dwudziestoletni”, trawestując tytuł książki Marka Hłaski?

Czujemy się specjalni, jedyni w swoim rodzaju, a naszym przeznaczeniem jest błyszczeć i chwalić się sukcesem jak najszybciej. Kto? “Pokolenie Z”, czyli osoby urodzone w lub po 1990 roku. Mamy lepszą edukację, komfort życia i posiadamy kompetencje społeczne, których starsze pokolenia nigdy nie kojarzyły z młodzieżą – umiejętność pracy w zespole, etykietę i poprawność polityczną. Pokolenia przed nami mówią, że to od nas zależy przyszłość świata – czyż nie jest to niewyobrażalna odpowiedzialność? Jednak statystyki nie kłamią: według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2014 samobójstwo to powód 17,6% wszystkich śmierci wśród osób w wieku 15-29 lat. Leki antydepresyjne są dzisiaj przypisywane jak aspiryna. Stany lękowe i ataki paniki są dla wielu codziennością. Czy możemy winić za nierealistyczne oczekiwania, które stawiamy przed sobą, by dostosować się i gonić za sukcesem?

Mężczyzna w czapce i okularach i blondynka w okularach

Żyjemy w czasach nieustannego przepływu informacji, które zaprzątają nasze umysły i uniemożliwiają połączenie się z otoczeniem.  Otaczają nas slogany, które podkreślają, że zawsze potrzebujemy czegoś do szczęścia. Przecież, gdyby ludzie byli ukontentowaniem tym, co już posiadają, nie wydawalibyśmy pieniędzy na więcej. Jak więc koncerny kosmetyczne sprzedawałyby kremy przeciwzmarszczkowe? Stale słyszymy, że nasza skóra nie jest wystarczająco nawilżona, nasze ubezpieczenie na życie nie jest odpowiednie , sen nie jest wysokiej wartości,  ciała  są za chude lub za grube. W jaki sposób sprawić, by ludzie nie przestawali kupować różnorakich produktów? Odpowiedź jest prosta: zaznaczając nasze wady. Jak namówić do chodzenia do kina? Martwić nas, że musimy nadrabiać braki. Jak sprzedać najnowsze gadżety? Krzycząc, że nie jesteśmy na czasie. Podświadomie zaczynamy wierzyć, że zawsze czegoś nam brakuje. Hedonizm i materializm nigdy nie był tak trafnym określeniem na obecny stan społeczeństwa. Staliśmy się przyzwyczajeni do natychmiastowej gratyfikacji, co spowodowało, że coraz gorzej radzimy sobie z frustracją i słabiej idzie nam stawianie czoła trudnym sytuacjom. Skoro nie potrafimy rozwiązać problemu natychmiastowo, czujemy się przytłoczeni. Wszystko musi się dziać jak najszybciej i jak najlepiej.

Męskie dłonie na blacie, obok filiżanka kawy

Dodatkowo marzenie o szybkim odniesieniu sukcesu i spełnienia zawodowego powoduje poczucie presji i stresu. Rezultatem tego staje się przyspieszony proces wewnętrznego starzenia . Tym samym kryzys, który widoczny jest bardziej u naszych rodziców, dotyka coraz to młodszych ludzi. – Dwadzieścia lat kojarzy się z beztroskim studiowaniem, trzydzieści lat z obowiązkiem zarabiania pieniędzy i odpowiedzialnością. Dużo osób w podobnym wieku ma też podobne skojarzenia przez rodzaj nacisku systemowego, który w danym wieku nakazuje pewną postawę –  mówi Karol, 25-letni dziennikarz.

Ten nacisk systemowy powoduje właśnie, że przesuwa się ta granica w życiu, kiedy wciąż możemy sobie pozwolić na lekkie i beztroskie życie. Obecnie oczekuje się od nas odnalezienia naszej ścieżki kariery jak najszybciej: naturalnie więc starość dopada nas wcześniej. Nie zgadza się z tym Jacek, 25-letni grafik. – Uważam, że jeśli ktoś w wieku dwudziestu sześciu lat czuje się staro, to chyba ma jakiś problem. To wpisuje się w pewien sposób myślenia i wiecznego niedorastania. Kiedyś w wieku trzydziestu lat byłeś już stateczny, a teraz śmigasz z pastą na włosach i czujesz się jak młody bóg – ironizuje. Niemniej, trudno nie zauważyć, że nie mamy wielkiego wpływu na to, jak reagujemy na odbiór dzisiejszych realiów. Myślę, że dlatego też niektórzy starają się chociażby zewnętrznie zachować atrybuty młodości poprzez osławione podążanie za stylem i modą.

Większość świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych doświadcza traumatycznej zmiany w komforcie życia – gwałtownie i bez przygotowania zostają wrzuceni na głęboką wodę dorosłości.  Rynek pracy staje się coraz bardziej konkurencyjny. Szkoły przestają być miejscem, gdzie rodzą się przyjaźnie – kładą nacisk na rywalizacje. Od samego przedszkola dzieci są zaznajamiane z ideą egzaminów. Edukacja to jeden wielki eksperyment Pawłowa – wynagradzani za zrobienie czegoś dobrze, dostajemy nagrodę i przyzwyczajamy się do tego. Młodzi ludzie tracą indywidualizm i zmuszeni są do konformizmu. To część wielkiej kapitalistycznej maszyny. Świat nam mówi, że żyjemy w czasach nieskończonych możliwości. Niestety pociągnęło to za sobą też i nieskończone poczucie presji, stresu i niepokoju.

Kolejną osobą z tego pokolenia jest Karolina, tłumaczka. Sugeruje ona, że „generacja Z” utknęła pomiędzy dorosłością a byciem nastolatkiem/ą. –  Mam wrażenie, że jesteśmy taką pokoleniową luką, która nie chce dorosnąć, bo już dojrzała. Bo to nawet nie chodzi o finanse, jak mogłoby się wydawać. Kiedy mówię, że czuję się stara, mam na myśli to, że jestem znużona wachlarzem zajęć i rozrywek.  Tymi piwkami nad Wisłą, randkami z Tindera i nowymi modelami iPhone’a. Gdybym nie zarabiała groszy na śmieciówce, wcale nie miałabym ochoty na chodzenie w designerskich szpilkach, weekend na żaglówce w butchery&wine – tłumaczy. W Polsce może się wydawać, że mamy dwa wybory: albo jesteśmy wiecznym dzieckiem albo musimy się ustatkować. I to ten drugi wybór jest postrzegany jako trafny i dobry, nawet jeśli nie daje ci szczęścia.

Dziewczyna ubrana na niebiesko w czerwonej czapce robi zdjęcie aparatem

Łatwo jest postrzegać sytuacje młodych ludzi fatalistycznie i pesymistycznie. Nie jest moją intencją rysować konkluzję, że jesteśmy pokoleniem straconym, mimo że sporo socjologów używa tego określenia. Jednak perspektywa jest taka, że pracę nie jest łatwo znaleźć. A nawet jeśli ciężko przepracujesz swoje młode lata nie gwarantuje ci to spokojnej starości. Z drugiej strony są osoby, które w obliczu tylu możliwości i presji, by dokonywać najważniejszych w ich życiu wyborów przed skończeniem dwudziestu pięciu lat, poddają się, bo nie wiedzą czego chcą. By ukryć to, że w pewnym sensie przegrali z systemem, pozują na „młodych starców” mimo, że po prostu nie udało im się dorosnąć wtedy, gdy się od nich oczekiwało. I tym samym utkną we wspomnianej wcześniej luce. System nas męczy i narzuca świadomość, że powinniśmy przegonić poprzednie pokolenia.

Co się stanie, jeśli nie uda nam się wznieść ponad te dwa życiowe scenariusze? Możemy spekulować, ile chcemy. Możemy też szukać innych ścieżek życia, które nie wpadają w powyższe kategorie. Ostatecznie tylko czas znajdzie odpowiedź na to pytanie.

Tekst: Martyna Posluszna

Komentarze
„Mam 26 lat i się czuję staro”- mówi generacja Z
4.5 (89.62%) 52