Koszmary kapitalne

www.businessinsider.com
www.businessinsider.com

Świetnie wykreowana przez Jake’a Gyllenhaala postać jest osobą jakiej lubić się nie da. Już nie nieco niepokojącym, a jednak dziwnie sympatycznym chłopcem w obliczu końca świata, a wilkiem w owczej skórze, egoistycznym i dwulicowym szczurem liczącym się jedynie z samym sobą. Lou jest obywatelem wykreowanej przez nas i uwikłanej w kapitalistycznych trybach rzeczywistości.

Czymże jest formalna edukacja wobec potęgi internetu, oferującego najróżniejsze kursy. Lou świadomie, choć może nieco orientacyjnie wykorzystuje papkę, jaką karmieni jesteśmy na co dzień z niewielkiego ekranu. Jego jestestwo wyznaczone jest wizerunkiem jaki musi sobie stworzyć i jaki sprzedaje wszystkim, wszędzie i zawsze. Kariera, której pożąda równa się kolejnym, nicnieznaczącym hasłom i stanowiskom, przy których nasze codzienne absurdy i niedogodności są standardem. Lou nie ma skupułów, nie zatrzyma się przed niczym, zrobi wszystko dla celu, dla sukcesu, bo tak mówili coache prowadzący kursy. Lou nigdy nie śpi, wiecznie czuwa, co z pewnością zwiększa jego efektywność, za którą przecież ktoś musi mu zapłacić, po przetargach lepszych niż na arabskim targowisku.

Z drugiej strony Gilroy rozpracowuje popularny obraz dziennikarza i stacji telewizyjnych, jakich wszyscy się boimy, w jakie wierzyć nie chcemy, bo tu również wszystko musi się sprzedać, bez względu na cenę. Ludzie jako harpie czyhające na krew, na sensację. Emocje, które zapewniają nam filmy fabularne, a których rzeczywistość skąpi, bo kadr musi być idealny, ujęcie dynamiczne, a dramatyzm jak największy, choćby i trzeba było przy nim manipulować. Bo do tego przyzwyczaiło nas kino i filmy akcji, a teraz także i Nightcrawler, uzależniło od dynamiki, napięcia, dramatyzmu, sensacji, wygórowanych emocji i doznań wizualnych.

Tekst | Dorota Iskrzyńska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera