Konsumpcja zabija

Rysunek całującej się pary

Tym, co jest teraz sexy, jest seks. Na rozhukanych krańcach akademii zainteresowanie francuską filozofią, ustąpiło miejsca fascynacji francuskimi pocałunkami. W niektórych kręgach kulturowych polityka masturbacji wzbudza większe zainteresowanie niż polityka Bliskiego Wschodu. Socjalizm przegrał z sadomasochizmem. Wśród studiujących kulturę ogromnie modnym tematem jest ciało, tyle że chodzi im zazwyczaj o ciało erotyczne, nie zaś niedożywione.Terry Eagleton.

Krótko mówiąc odarliśmy z resztek erotyzmu i ceremonialności najintymniejsze wątki naszego życia. Najbardziej rozwinięta cywilizacja stała się paradoksalnie najbardziej barbarzyńską. Osiągnięcia technologiczne kolejnych pokoleń okazują się jedynie narzędziem służącym coraz bardziej wyrafinowanemu ułatwianiu sobie wszelkich czynności. Celem ostatecznym jest maksymalizacja przyjemności.

Seksualność przestała być tematem tabu, a wręcz stała się Tematem Numer Jeden, odmieniana przez wszystkie przypadki i łączona w najbardziej niespodziewane związki frazeologiczne. Postawienie seksualności na piedestale w hierarchii problemów gatunku ludzkiego jest dowodem na rozhukane ego współczesnego człowieka. Egoisty i hedonisty.

Świadomie lub nie, jedyne, czego ludzie wymagają dzisiaj od siebie, to nienaganny wygląd wylansowany przez media i świat mody, całkowicie oderwane od rzeczywistości zwykłego człowieka. Stosunki międzyludzkie często sprowadzają się jedynie do tzw. czystej relacji: przeniknięci konsumeryzmem, przyznajemy partnerowi rolę potencjalnego źródła przyjemnych doznań, a kiedy przestaje nam ich dostarczać – zostawiamy go i szukamy dalej. Dokładnie w taki sam sposób, w jaki wymieniamy telefon na nowszy model, choć dotychczasowy ciągle daje radę. Współczesny człowiek rości sobie prawo do szczęśliwego życia jako indywiduum; jest niepokorny i arogancki w swoich dążeniach. Oczekuje
od losu ciągłych rewelacji, pikantnych przygód, gwałtownych i przyjemnych wrażeń. Zatraca się w sobie, zapominając o innych ludziach, których coraz częściej traktuje instrumentalnie. Pewnego dnia ląduje na kozetce u psychologa zawiedziony tym, że nie potrafi pożądać tak, jak każe mu się pożądać w kolejnym odcinku Californication.

Za woalem dążenia do szczęścia, samorealizacji, poczucia własnej wartości, rozwoju osobistego czy kariery kryją się pierwotne instynkty naszego gatunku. Jest to szczególnie widoczne w wielkich metropoliach Zachodu i stylu życia ich mieszkańców, poczynając od stosunku do instytucji rodziny, pracy, związków, spędzania wolnego czasu, a na diecie kończąc. Mimo zróżnicowań narodowościowych, etnicznych czy religijnych większość ludzi żyje podobnie, jakby ktoś odbił jeden życiorys przez kalkę. Co może być przyczyną takiego stanu rzeczy?

Miłość w czasach konsumpcji

Christoph Lasch formułuje tezę określającą relacje między zbiorowością, kulturą a jednostką: „Każde społeczeństwo reprodukuje swoją kulturę – normy, założenia leżące u swoich podstaw, sposoby organizacji doświadczenia – w jednostce, w formie osobowości”. Innymi słowy, system, w którym funkcjonuje człowiek, tworzy jego świadomość i charakter oraz uzewnętrznia się w jego osobie. Ponadto każde społeczeństwo wytwarza charakterystyczne sposoby radzenia sobie z „uniwersalnymi kryzysami dzieciństwa”, a mówiąc prościej – z traumami, które dziecko przechodzi na drodze krystalizowania się świadomości. Tak kształtuje się pewien charakterystyczny typ osobowości czy innymi słowy – deformacja psychiczna. Ten nieświadomy mechanizm obronny ludzkiej psychiki pozwala na wyciszenie niezaspokojonych instynktów i funkcjonowanie w społeczeństwie. „W czasach Freuda dominowały histeria i nerwica obsesyjna, stanowiące skrajny wyraz cech osobowości kojarzonych z porządkiem kapitalistycznym we wcześniejszej fazie jego rozwoju: zachłanności, fanatycznego oddania pracy, bezwzględnego tłumienia seksualności. W naszych czasach wzmożoną uwagę przykuwają zaburzenia z pogranicza schizofrenii, sama schizofrenia oraz zaburzenia osobowości”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ekspansywny system ekonomiczny, w którym żyje elita tego świata, reprodukuje takie właśnie społeczeństwo. To rynek wzmaga i podsyca potrzebę pogoni za nowymi i nieznanymi przeżyciami. „Jest zorganizowany bez reszty pod kątem rozdymania potrzeb konsumenta; siły na rynku są żywotnie zainteresowane popytem wiecznie przerastającym podaż, marzeniach rosnących szybciej niż ich zaspokojenie, pragnieniach pęczniejących w tempie uniemożliwiającym ich spełnienie” – tak mówi Zygmunt Bauman, ekspert od ponowoczesnego społeczeństwa. Wszystko dzisiaj okryte jest mgłą; codziennie jako konsumenci dokonujemy dziesiątków wyborów i nigdy nie wiadomo, który z nich jest najlepszy. Jesteśmy wręcz zmuszani do podejmowania decyzji. Bombardowani najróżniejszymi opcjami histerycznie pragniemy, by każda z nich była jak najbardziej racjonalna. Niektórym z nas marzy się ucieczka, choć po chwili namysłu zdajemy sobie sprawę, że jest to właściwie niemożliwe. Jedyną opcją ucieczki od tej konsumpcyjnej wolności wyboru byłoby porzucenie dotychczasowego życia i przeniesienie się w głąb Syberii lub innego odludzia. Jednostki decydujące się na taki krok są wyjątkiem, a rynek jest dla nich bezlitosny. Mimo uwielbianej przez ponowoczesność różnorodności i odmienności jedno musi pozostać niewzruszone: trzeba udowodnić, że jest się podatnym na pokusy nieskończonych możliwości i propozycji oferowanych przez rynek, i że jest się w stanie być przez nie uwiedzionym.

Niewątpliwie jest to stan, który przekłada się na współczesny model psychiki człowieka; krąży nad nami wszechogarniający, przerażający duch niepewności. Są to obawy dotyczące przyszłego kształtu świata, wyobrażeń o życiu czy słuszności podejmowanych przez nas decyzji. W świecie tak zmiennym trudno jednoznacznie stwierdzić, która z decyzji jest słuszna, bo to, że jest słuszna dzisiaj, wcale nie oznacza, że będzie taka jutro albo pojutrze,
nie mówiąc już o dłuższej perspektywie czasowej. Permanentna niepewność jest z kolei źródłem chronicznego stanu
nerwowości, charakteryzującego się niezogniskowaniem i rozproszoną uwagą o wciąż wędrujących punktach zaczepienia. Nieskończone dążenie do idealnego życia czy bycia ideałem, oparte na Seksie w wielkim mieście i zabawie nierealnie perfekcyjną lalką Barbie w dzieciństwie, wypacza racjonalne postrzeganie siebie. Pojawiają się hipotezy, że konsekwencjami życia w ciągłym napięciu są coraz częściej występujące choroby psychosomatyczne, takie jak alergie i anoreksje.

Punktem, na którym powinniśmy się skupić, jest budowanie naszej tożsamości i relacji z najbliższym otoczeniem. W ponowoczesności, jak nigdy dotąd, mamy z tym ogromne problemy; nasze związki są nietrwałe, zawieszone w próżni. Człowiek nie jest pewny swojego ja, widząc dookoła tysiące różnych możliwości, nie wie, co wybrać – zostać buddystą, przyłączyć się do ruchu zielonych, być ateistą czy może zamknąć się przed całym światem w klasztorze? Warto też pamiętać, że szczęście to nie przyjemność, a przyjemność nie zawsze uszczęśliwia. „Każdy idiota potrafi podążać za naturą, ale czy nie jest prawdziwie wielką rzeczą powiedzieć: kocham cię tak bardzo, że złamię dla ciebie wszystkie prawa przyrody?” –Slavoj Žižek.

Tekst | Justyna Rembiszewska

Ilustracja | Karolina Skrzyniarz

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera