Są artyści, którzy z wiekiem łagodnieją, szukając schronienia w akustycznych aranżacjach i nostalgicznych trasach „best of”. I jest Kim Gordon, która po sześćdziesiątce brzmi kto wie czy nie ostrzej niż w młodości.
Dla jednych na zawsze pozostanie współzałożycielką Sonic Youth – zespołu, który w latach 80. i 90. zmienił język alternatywnego rocka. Dla innych jest dziś solową artystką, która bez nostalgii rozmontowuje współczesność: algorytmy, miliarderów, technokratów i kulturową pustkę ery platform.
Początek: sztuka zanim przyszła muzyka
Zanim pojawił się hałas, była sztuka. Gordon przeprowadziła się do Nowego Jorku z myślą o pracy w środowisku artystycznym, obracając się wokół sceny no wave i downtownowych galerii. Muzyka była początkowo równoległą ścieżką – nie planem na karierę. W 1981 roku, razem z Thurstonem Moorem i Lee Ranaldo, współtworzy Sonic Youth. Zespół szybko stał się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla gitarowej alternatywy. Preparowane gitary, rozstrojone instrumenty, repetycje i napięcie między chłodem a emocją – to była ich sygnatura.
Outsiderka z przypadku
Najciekawszym faktem w biografii Kim Gordon nie jest to, kogo znała na nowojorskiej scenie lat 80., ale to, jak sama postrzega swoją obecność w muzyce. W polskich mediach rzadko wybrzmiewa jej szczere wyznanie: Kim nigdy nie planowała kariery muzycznej.
Do świata dźwięku weszła tylnymi drzwiami, traktując go jako przedłużenie sztuk wizualnych i performansu. Studiowała na Otis College of Art and Design, a muzyka początkowo była jedynie elementem szerszej ekspresji.
„Zostałam wciągnięta w ten świat i poczułam się w nim outsiderem, zanim playlista stała się playlistą” – mawiała, podkreślając, że jej podejście do instrumentu zawsze stało bliżej koncepcji Roberta Rauschenberga niż klasycznego rockowego rzemiosła.
Dla niej gitara to narzędzie do generowania napięcia, a nie popisów. To dlatego jej twórczość, od czasów no-wave po najnowsze solowe dokonania, brzmi tak unikalnie. Gordon nie „gra piosenek”, ona tworzy kolaże z dźwięków i hałasu. Często rodzą się one podczas improwizacji z choreografami (jak Dimitri Chamblas) w galeriach sztuki, co stawia jej muzykę bliżej performansu niż tradycyjnego koncertu.
„Play Me” – walka z dyktaturą algorytmu
Nadchodzący album Play Me (premiera 13 marca 2026, Matador Records) to kolejny dowód na jej niesłabnącą czujność. Kim Gordon nie interesuje nostalgia. Interesuje ją „teraz” – rozpad demokracji, technokratyczny autorytaryzm i spłycanie kultury przez AI.
Singiel „NOT TODAY” to eteryczne wprowadzenie do materiału, który jest zwarty, motoryczny i podszyty krautrockowym pulsem. Współpraca z producentem Justinem Raisenem zaowocowała brzmieniem surowym, ale precyzyjnym. Gordon uderza w toksyczną męskość ery Doliny Krzemowej i ironizuje na temat playlist Spotify, które formatują nasz gust pod dyktando wygody.
Muzyka to wir shoegaze’owych syntezatorów i napędzających rytm perkusji, na których unosi się Gordon – Rolling Stone.
Zamglony, piękny (…) głos Gordon nabiera charakteru, który jest znacznie bardziej melodyjny i wrażliwy niż ten, który słyszeliśmy w ostatnich latach – Stereogum.
Ikona, która nie zamienia się w pomnik
Mało kto pamięta, że w 2011 roku Karl Lagerfeld sfotografował ją dla Chanel jako symbol ponadczasowej niezależności. To paradoks, który definiuje Kim: potrafi funkcjonować w samym centrum popkultury, pozostając jednocześnie najbardziej hałaśliwym elementem systemu.
Jej głos na nowej płycie nabiera melodyjności, ale to wciąż ta sama, bezkompromisowa artystka, która za industrialny brud albumu The Collective (2024) zgarnęła dwie nominacje do Grammy. Jej artystyczna wizja z biegiem lat tylko się wyostrzyła. To model twórczej wolności, który po czterech dekadach wciąż brzmi jak wyzwanie.
20.04.2026 – CK A2, Wrocław
21.04.2026 – Klub Progresja, Warszawa
Bilety: www.LiveNation.pl
Koncerty we Wrocławiu i Warszawie nie będą wieczorem wspomnień. To będzie spotkanie z artystką w nieustannym ruchu. Jeśli coś nam dziś proponuje – to dialog z rzeczywistością. Czasem szorstki, czasem gorzki, ale zawsze boleśnie świadomy.









