Kanye West: historia jednego buca

Czarnoskóry mężczyzna ubrany w garnitur i okulary przeciwsłoneczne

Zepsuje każdą galę, uratuje każdą płytę. Geniusz, wizjoner, mesjasz. Pajac. Cesarz spektakularnego focha. Tu perspektywę ustawia ego – wciąż niedochuchane. Ale to samo, co kompromituje Kanye Westa w towarzystwie, napędza wyobraźnię, która wyniosła go na szczyt. Odtwarzamy trasę na górę – niżej kluczowe przystanki. Aha, jedziemy bardzo stylowym wagonem.

Stacja: Park
Ma sześć lat, któregoś popołudnia ciotka i wujek zabierają go do par- ku, nad staw, w którym pływają kaczki. Mały Kanye uważa, że ptaki źle kwaczą – to powinno brzmieć zupełnie inaczej. Próbuje je nawet poinstruować prezentacją właściwego kwakania, ale kaczki ignorują jego zapał. Scenę opisała w swojej książce matka rapera. „W jego głowie to brzmiało inaczej. Był pewien, że kaczki kwaczą źle. Kanye zawsze miał osobne spojrzenie. Miał własne zdanie na każdy temat. Nigdy go za to nie krytykowałam. Doszłam do wniosku, że lepiej będzie, jeśli wesprę jego kreatywność”. Bezstresowe wychowanie? 20 lat później Kanye West pokaże MTV, że to nie najlepsze z pedagogicznych rozwiązań.

Stacja: Toaleta
Ma 12 lat, przegląda się w lustrze. To też jedna z kluczowych scenek rodzajowych przywołanych przez mamę. „Przyłapałam go, jak prężył się przed lustrem. Odwrócił się do mnie i powiedział: „Mamo, popatrz. Mogę być nastoletnim symbolem seksu”. No dobra, to możemy skomentować w tylko jeden sposób. Patolka, patolka.

Stacja: Chicago
Tam się częściowo wychował, tam próbował sformalizowanej wyższej edukacji – trochę na akademii sztuk pięknych, trochę na stanowym uniwersytecie. Estetyczne wyczucie odziedziczył być może po ojcu, fotoreporterze. Szacunek dla wiedzy akademickiej wpoiła mu matka z tytułem profesora. Nauki jednak poszły w las, gdy West wyniuchał popyt na bity.

Stacja: Gabinet prezesa Roc-A-Fella Records
Kiedy Jay-Z zapraszał Westa do współpracy, ten miał już na koncie parę prestiżowych, efektownych produkcji. Z jego pomocą pięli się Goodie Mob, Jermaine Dupri, Foxy Brown, Lil’ Kim i paru innych. W 2000 roku zainaugurował przełomową współpracę z Jayem-Z produkując This Can’t Be Life, kawałek na przyśpieszonej perkusji podwędzonej Dr. Dre (do nachalnej inspiracji West się publicznie przyznał). Rok później mógł się podpisać pod jedną trzecia materiału z The Blueprint, w tym pod flagowym nagraniem Izzo (H.O.V.A.). A, i pod dissem na Nasa – co nie przeszkodziło mu później z nim pracować. Początkowo branża mu nie ufała, z Roc-A-Fella na czele, Damon Dash, ówczesny kreatywny, tak wspomina pierwsze spotkanie w Westem: Kanye miał na sobie różową koszulkę i mokasyny Gucci. Było oczywiste, że nie pochodzimy z tego samego świata. Luksusowe szmatki symbolizowały wrażliwość, z której stereotypową większość raperów wykastrowała ulica. Ale West nie musiał uciekać się do niepotrzebnego kamuflażu i w masce cudzej ideologii pracować na szacunek środowiska. To nie od szukał sobie miejsca na scenie, to scena przygotowywała miejsce dla niego. Oby tylko nie zwiodły was pozory schludnego obrazka – że Kanye to rap wyrafinowany, elegancki i salonowy. O, potęgo sabotażu – nikt w ostatniej dziesięciolatce nie działał salonom na nerwy tak jak on.

Stacja: Grammy Awards 2005
Za długogrający debiut, The College Dropout, zgarnął dziesięć nominacji do największej nagrody przemysłu muzycznego i trzy statuetki – dla albumu roku, dla rapowego albumu roku i dla singlowego nagrania roku (Jesus Walks). Darryl McDaniels z Run D.M.C. powiedział, ze Kanye przywraca mu wiarę w hip-hop. Płyta wyprzedała się w potrójnie platynowym nakładzie, utwierdzając zarząd Roc-A-Fella – który mimo podejrzanej garderoby zdecydował sie zakontraktować rapera – w słusznej inwestycji. Kulturze postrzeganej już prawie wyłącznie przez pryzmat trzech haseł: szybkie samochody, szybsze dziewczyny, biżuteria dla osiłków (w sensie, że ciężka), Kanye West przywrócił charakter. I duszę. inspiracje klasycznym soulem zawsze były wyraźnie słyszalne w jego produkcjach. Gospel w Jesus Walks dodatkowo podkręcał temat duchowych poszukiwań sceptyka z tekstu. The College Dropout to płyta pisana pod silnie autobiograficznym pretekstem – niezależnie od tego, czy West mówił o religii, rodzinie czy wydawaniu pieniędzy. Osobiste w zamiarach równa się zbiorowe w odbiorze? Kanye West nie napisał płyty wyłącznie o sobie – The College Dropout zgodnie uznano za portret sfrustrowanej czarnej klasy średniej.

Stacja: The Late Registration
West nie wstydzi się, że ambicją jest rozrywka, a celem – przebój. Nagrywając drugą płytę, wprost przyznał, że nie ma zamiaru porywać się na rewolucje. The Late Registration pomagał produkować Jon Brion – człowiek, które największe sukcesy odniósł z cierpiącą nudziarą Fioną Apple. Ale dzięki warszatowi Briona i wyobraźni Westa udało się stworzyć płytę o orkiestrowym rozmachu, z dęciakami, pianinem i samplami z Otisa Reddinga. Brion z pracy nad Late Registrtion zapamiętał głów- nie niekończące się konceptualne dyskusje. Na przykład taką: To był jeden z tych dziwnych, intensywnych momentów. Kanye patrzy na mnie i mówi: Znasz to powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego? Naprawdę tak jest? A niby czemu? Wiedziałem, że nie żartował. Z jednej strony, jest wystarczająco inteligentny, by wiedzieć, że pragnienie bycia kochanym przez wszystkich odbija się na zdrowiu psychicznym, z drugiej – przecież nie mógł nie spróbować. Westa nie interesuje sztuka dla sztuki – dlatego woli posługiwać się językiem zrozumiałym dla mas. W końcu zasłużył na armię wyznawców rozmiarem proporcjonalną do jego ego. Gigantyczną.

Stacja: MTV Europe Music Awards 2006
Pierwsze z serii skandalicznych wystąpień Westa. Gala rozdania nagród MTV, kategoria: najlepszy teledysk. Wygrywają Simian i Justice za klip do We Are Your Friends. Kanye bojkotuje przekazanie statuetki, wbiega na scenie i w litanii argumentów przekonuje że nagroda należała sie jemu, bo w wideo do Touch the sky był pościg i helikopter. Żenada? Show w definicji Westa nie rządzi się zgodnymi z podręcznikami bankietowego savoir-vivre. Nawet nie ma co powoływać się tu na społeczne przekonanie, że artyście wolno więcej. On ma trochę inne wytłumaczenie – to po prostu walka o konstytucyjną wolność słowa, a choćby i kosztem poprawności obyczajów. Tak czy inaczej – Kanye West w roli galowego błazna jest po prostu hiperzabawny.

Stacja: MTV Music Video Awards 2007
West chce, żeby jego występ otwierał ceremonię – niestety fuchę zgarnia mu Britney Spears (która nie nadąża za playbackiem i choreografią). West decyzję MTV nazywa zwykłym rasizmem. A kiedy okazuje się, że przegrał we wszystkich pięciu kategoriach, w których był nominowany – dodaje, że nigdy więcej nie pojawi się na żadnej imprezie szyldem MTV.

Stacja: MTV Music Video Awards 2009
Nie dotrzymuje słowa, pojawia się. Z klasycznym dla siebie wdziękiem wpada na scenę, kiedy nagrodę odbiera Taylor Swift. Zdaniem Westa statuetka należała się Beyonce, bo klip do Single Ladies to, jego zdaniem, jeden z najlepszych teledysków w dziejach.

Stacja: My Beautiful Dark Twisted Fantasy
Piąta płyta w dorobku, następca emocjonalnej (nie mylić z emocjonującą) 808s and Heartbreaks, którą West nagrywał po śmierci matki i zerwanych zaręczynach z wieloletnią narzeczoną. Na My Beautiful Dark Twisted Fantasy już nie posmarkuje w stylowy kardigan od Louis Vuitton. Tu się mierzy z większą katastrofą niż złamane serce – permanentnym brakiem satysfakcji. W dekadencji tekstów – upstrzonych celnymi zaczepkami i pogłębionych gorzką autorefleksją – przyznaje się do słabości i rozczarowań. I wznosi toast za paru dupków. Kanye West nagrywał tę płytę na Hawajach, gdzie wygnała go medialna nagonka. Wydał trzy miliony dolarów. Zaprosił autokar gości.

My Beautiful Dark Twisted Fantasy to płyta godna wirtuoza. I czasów, w których powstała. Podwójnie multi. Multimedialna – w końcu do Runaway zamiast klasycznego klipu nakręcił 40-minutowy film. Multigatunkowa – wachlarz inspiracji nie ogranicza się do hip-hopu i pochodnych, tym razem West sampluje na przykład indiefolkowy majstersztyk Woods Bon Ivera. A, w zasadzie potrójne multi – z realną szansą na kolejny multiplatynowy triumf. I nadzieją, że tym razem nie będzie musiał nikogo spychać ze sceny, bo nagrody trafią we właściwe ręce. Należą mu się.

Kanye West profiltekst: Angelika Kucińska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera