Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną. „Wdowy” to obowiązkowy kryminał dla fanów tego gatunku

Portrety ludzi w jednym kolażu

Jeśli kochacie kryminały, mamy dla Was nie lada atrakcję. Tytuł książki La Plante Lynda możecie kojarzyć, ponieważ na jego podstawie powstały dwa seriale, a w ubiegłym tygodniu miała miejsce premiera filmu w reżyserii McQueena.

Harry Rawlins jest – był – zawodowcem w każdym calu. A jednak skok na pancerny furgon, zaplanowany przez niego w najdrobniejszych szczegółach, zakończył się fiaskiem. Policja w furgonetce, której użyto do napadu, znalazła trzy zwęglone ciała: Terry’ego Millera, Joego Pirellego i samego Harry’ego. Dolly Rawlins. Linda Pirelli. Shirley Miller. Trzy kobiety, znające się wcześniej z widzenia, owdowiały w jednym momencie.

W każdej chwili do ich drzwi może zapukać policja albo gangsterzy, którzy przejęli rewir Harry’ego. Wszyscy chcą jednego: należącego do Harry’ego niepozornego notesu, który w londyńskim półświatku może być prawdziwą bombą z opóźnionym zapłonem.

Dolly ma trzy wyjścia. Oddać notes policji, sprzedać go gangsterom albo… skorzystać z instrukcji Harry’ego i dokończyć jego dzieło. Ostatni wielki skok. Milion funtów w gotówce. Odpowiedź nasuwa się sama. Dolly potrzebuje jedynie wspólników. A raczej wspólniczek…

Książka wydana nakładem wydawnictwa W.A.B. jest już dostępna, a na zachętę mamy dla Was przedruk jednego z rozdziałów. Życzymy zapierającej dech w piersi lektury!

Rozdział 7

Linda przyszła do spa Sanctuary przy Floral Street punktualnie o dziesiątej i natychmiast się zorientowała, że jej najlepsze ciuchy, specjalnie wyprasowane po tym, jak odebrała telefon od Dolly, w niczym nie przypominały bajecznych strojów pozostałych kobiet wchodzących do ośrodka. Pewnie nie przepracowały ani jednego dnia w życiu, pomyślała i już zbierała się do wyjścia, kiedy nadęta recepcjonistka spytała ją, czy jest gościem członkini. A gdy Linda podała nazwisko pani Rawlins, przywitano ją z otwartymi ramionami.

W czasie obowiązkowej przechadzki po spa Linda nie wiedziała, gdzie ma patrzeć. Jeszcze nigdy nie widziała tylu półnagich kobiet i nie podobało jej się to. A najgorzej było w przebieralniach: tam zdejmowano z siebie wszystko i ludzie zachowywali się jak u siebie. Linda nawet w domu nie chodziła nago, na wypadek gdyby człowiek myjący okna zajrzał za firankę lub gdyby do drzwi zapukał komornik.

Ceny w barku z jedzeniem były niebotyczne, więc Linda pomyślała, że wymknie się do kawiarni po drugiej stronie ulicy po kanapkę z bekonem i kawę, ale sprzedawczyni powiedziała jej, że wystarczy, żeby podała nazwisko pani Rawlins, a wszystko zostanie dopisane do jej rachunku. Linda wzruszyła ramionami. Nie przywykła do otrzymywania czegoś za darmo.

– No dobra – rzuciła i wskazała kanapkę. Będzie musiała zadowolić się serem.

Z kanapką w dłoni została odprowadzona z powrotem do przerażającej przebieralni, gdzie zostawiono ją na pastwę losu. Stała tam, w pełni ubrana, i czuła się jak idiotka, kiedy starała się nie patrzeć na te wszystkie tyłki i cycki paradujące bezwstydnie wokół. Nie wytrzymała długo i ze spuszczoną głową szybko stamtąd wyszła.

Gdy przechadzała się po siłowni, zerknęła na rowerki. W pierwszej chwili nie rozpoznała Shirley, takiej chudej i zniszczonej, ale to była ona. Linda ruszyła w jej stronę, lecz zatrzymała ją jedna z pracownic i poinformowała, że nie może wchodzić do sali ćwiczeń bez odpowiedniego stroju.

– Hej! – krzyknęła Linda do Shirley. – Wrzucisz coś na ząb?

Shirley odwróciła się i rozpoznała Lindę. Przestała pedałować. Linda minęła asystentkę i podeszła do znajomej. Nie objęły się, bo żadna z nich nie miała pewności, czy powinna, więc Linda powiedziała:

– Kopę lat, co?

Szybko ustaliły, że ostatnio rozmawiały podczas przyjęcia koktajlowego przed dwoma laty. Z powodu dostępu do darmowego baru Linda nie zapamiętała tego wydarzenia tak dobrze jak Shirley, lecz ta uzupełniła jej luki w pamięci. Najważniejsze było to, że fundatorem przyjęcia był Harry Rawlins, a przecież to Dolly Rawlins zaprosiła je nieoczekiwanie na spotkanie tutaj.

Ani Shirley, ani Linda nie wiedziały, dlaczego zostały wezwane, żywiły jednak nadzieję, że będzie to miało związek z przekazaniem gotówki; nie potrafiły sobie wyobrazić, żeby chodziło o coś innego.

– Bez względu na powód – oznajmiła Shirley – zamierzam korzystać z tego spa, dopóki mogę. Chodź! – Ruszyła w stronę przebieralni, a Linda nieśmiało poszła za nią.

Shirley owinęła się szybko puszystym białym ręcznikiem, Linda zaś, która na próżno udawała, że czuje się swobodnie, skupiała uwagę na odpryśniętym lakierze do paznokci i unikała nawiązywania kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Shirley podała jej ręcznik.

– Spokojnie. Płaci Dolly – poinformowała ją uprzejmie.

Linda zapomniała, jak piękna była Shirley, jaka kobieca i z jaką niewymuszoną elegancją się nosiła. Nawet w zwykłym ręczniku prezentowała się olśniewająco i miała nienaganną fryzurę i makijaż. Linda nie chciała, żeby Shirley spostrzegła jej niepewność, więc spróbowała zażartować.

– Nie chcę, żeby faceci dostali szału na widok mojego ciała, Shirl.

– Tu przychodzą same kobiety.

Pokonana Linda odebrała ręcznik od Shirley.

– Nie zamierzam zdejmować biustonosza ani majtek. Mogą mnie na tym przyłapać! – burknęła, kiedy wpakowała się do boksu, żeby zapewnić sobie odrobinę prywatności. Gdy się schyliła, żeby zdjąć buty, zobaczyła, że siedząca już Shirley się jej przygląda. – Cholera ciężka! – melodyjny głos Lindy odbijał się echem w przebieralni. – Po co montować drzwi, które kończą się sześćdziesiąt centymetrów nad podłogą? – Gdy się wyprostowała, głowa i ramiona wystawały jej ponad drzwi, a Shirley nie potrafiła stłumić chichotu. – Czuję się, jakbym przebierała się za znaczkiem pocztowym! Równie dobrze mogłabym stać obok ciebie! – Linda splotła ręce nad drzwiami i kobiety zaniosły się śmiechem po raz pierwszy od chwili, gdy usłyszały smutną wiadomość.

O jedenastej trzydzieści Shirley relaksowała się z zamkniętymi oczami w pełnej bąbelków mlecznej wodzie w jacuzzi, a Linda siedziała na skraju basenu i grzała stopy i kostki. Spod białego ręcznika wystawał jej czerwony biustonosz, a z kanapki z serem spadały okruszki, ale się tym nie przejmowała.

– Dobre rżnięcie daje tyle samo co godzina ćwiczeń. Wiedziałaś o tym? A nie trzeba za nie wnosić rocznej opłaty członkowskiej, mówię ci. – Linda zaśmiała się z siebie, wepchnęła do ust resztę kanapki i obmyła dłonie w jacuzzi. – Nie możesz po prostu leżeć i nic nie robić. Musisz się trochę wysilić.

– Nie rozmawiasz na inne tematy?

– Brakuje mi tego. Kochaliśmy się z Joem prawie każdego wieczoru. – Nastrój Lindy pogorszył się na wspomnienie o mężu. – Trzeba się przystosować, mówię ci.

Shirley otworzyła jedno oko i posłała Lindzie srogie spojrzenie. Czy trwający miesiąc celibat to naprawdę najtrudniejsze przystosowanie po tym, jak mąż wyleciał w powietrze w czasie nieudanej próby napadu rabunkowego?

W południe Dolly nadal nie było i Linda zaczęła się denerwować. Shirley leżała nago na łóżku do opalania, a Linda siedziała obok, sączyła kawę, jadła czekoladę i narzekała na brak pieniędzy.

– Jeśli się nie pokaże, wydałam fortunę na jedzenie, którego nawet nie chciałam! Jestem grubsza, niż gdy tu wchodziłam! Niezłe mi spa!

– Przyjdzie. Mów ciszej – szepnęła Shirley.

Zapomniała już, jak żenująca potrafiła niekiedy być Linda, nawet jeśli nie piła. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie przemyciła trochę wódki do kawy, bo zdecydowanie zaczęła zachowywać się głośniej. Już dwa razy karmiła herbatnikami papugi w klatkach wiszących na olbrzymich paprociach. Pracownice prosiły ją, żeby tego nie robiła, ona jednak je zignorowała. Wygłaszała też uwagi i śmiała się z sylwetek niektórych kobiet, nazywając je „patyczakami”.

Linda nie chciała, żeby Shirley się jej wstydziła, zauważyła jednak, że tak się dzieje. Prawda zaś była taka, że czuła się zupełnie nie na miejscu w tym eleganckim otoczeniu. Rozejrzała się: wszystkie te kobiety lubiły sobie dogadzać, były snobistycznymi, nadętymi, chudymi sukami, które nie wiedziały, co robić z nadmiarem pieniędzy. Zamierzała już wyjść, kiedy zobaczyła Dolly zmierzającą w ich kierunku. Miała na sobie dopasowane ręcznik i turban. Skinęła na powitanie do kilku pracownic i weszła po schodkach do stanowiska z łóżkami do opalania.

– Wielkie nieba – prychnęła Linda do Shirley i dźgnęła ją łokciem. – Lana Turner żyje, ma się świetnie i mieszka w Londynie. Tylko spójrz.

– Witaj Linda, witaj Shirley. Przepraszam, że nie przysłałam kwiatów. Kodeks tego nie przewiduje – powiedziała z uśmiechem Dolly.

Linda zagryzła wargę. Mentorski ton mamuśki i gładkie nawiązanie do pogrzebów ich mężów natychmiast ją zirytowały. Było to mało stosowne powitanie. Wolałaby: „Jak się macie?” albo „Kopę lat” lub „Tak mi przykro, że wasi mężowie zginęli przez mojego męża”.

– Chodźmy do sauny. Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał – rzuciła Dolly i ruszyła pierwsza.

Shirley i Linda poszły za nią tak posłusznie jak Wilk – jakby instynktownie wiedziały, że w ten sposób więcej zyskają.

Linda jeszcze nigdy nie była w saunie. Potwornie się pociła i martwiła, że jej satynowy czerwony biustonosz zafarbuje i będzie się odznaczał pod dziewiczo białym ręcznikiem. Shirley, zaznajomiona z saunami, od razu położyła się na górnej ławce.

– Jak się miewacie? – zagaiła Dolly, jakby to było najniewinniejsze pytanie na świecie.

Nic z tego, co Dolly teraz robiła, nie było niewinne – wyposażona w swoją obecną wiedzę chciała jak najlepiej poznać pozostałe wdowy, zanim podzieli się z nimi najnowszymi przemyśleniami. Pamiętała też przyjęcie koktajlowe sprzed dwóch lat. Gościło na nim mnóstwo przestępców ze wszystkich zakątków Londynu. Jeśli miała być szczera, nie pamiętała Shirley i nie mogła sobie przypomnieć, by kobieta odezwała się tamtego wieczoru słowem; za to Lindę zapamiętała bardzo dobrze.

– Terry nie zostawił mi żadnych pieniędzy na spłatę hipoteki, więc jeśli nie wygram w przyszłym tygodniu konkursu Miss Paddington, będę musiała iść do pracy. – Shirley wydawała się tym szczerze zestresowana; lecz była przecież dziewczyną około dwudziestopięcioletnią, bez wykształcenia i jakichkolwiek konkretnych umiejętności. Zawsze ktoś się nią opiekował, więc nie miała pojęcia, jak miałaby poradzić sobie sama.

– Serce mi pęka – zadrwiła z niej Linda. – Spróbuj pracować w trzech miejscach naraz. Bo ja tak robiłam, kiedy Joe ostatnio siedział. I co to, kurwa, jest ta Miss Paddington?

– Konkurs piękności! – Shirley się rozpromieniła i jęła tłumaczyć: – Mama mnie zgłosiła. Najpierw się na nią wściekłam, bo przecież dopiero co straciłam Terry’ego. Ale za zajęcie pierwszego miejsca dostaje się tysiąc funtów oraz wakacje na Majorce. No i zwyciężczyni przechodzi do konkursu Miss Anglii!

– A potem Miss Świata, jak sądzę? – spytała Dolly sarkastycznym tonem, na który Shirley nie zwróciła uwagi.

– Zgadza się. – Oczy Shirley lśniły, gdy oddawała się marzeniom. – Mogłoby to wyznaczyć początek czegoś wielkiego.

Dolly skierowała uwagę na Lindę.

– A jak ty sobie teraz radzisz?

– Znałaś Joego. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Boże, piekielnie tu gorąco.

Dolly wylała trochę wody na żar, zwiększając tym dyskomfort Lindy.

– Usiądź nisko – poradziła. – Czujesz większe gorąco, kiedy stoisz lub leżysz wysoko. – Przyjacielska rozmowa dobiegła końca. Dolly zamierzała przejść do sedna. – Wiecie, że bracia Fisherowie przejęli rewir Harry’ego, prawda?

– Słyszałam takie plotki. – Linda dyszała, bo zaczęła się przegrzewać.

– Robili wam jakieś problemy?

– Oni nie – potwierdziła Linda. – Gliniarze przekopali moje mieszkanie i naprawdę mnie wkurzają, bo kręcą się w salonie gier. Jeżeli się nie odczepią, stracę robotę.

Dolly spojrzała na Shirley i uniosła pytająco brwi.

– Zrewidowali mój dom cztery razy – poinformowała Shirley. – Fisherów nie widziałam.

Linda na razie nie zainteresowała się pytaniami Dolly. Skupiła się na tym, żeby się nie rozpuścić.

– Boże, ugotuję się tu. I to ma być dobre dla zdrowia?

Shirley nie znała się na wielu tematach, ale akurat o spa wiedziała dużo.

– W saunie mamy wypacać wszelkie zanieczyszczenia z organizmu – wytłumaczyła.

– Znam lepszy sposób… – zaczęła Linda, Dolly uniosła jednak rękę i jej przerwała.

– Posłuchajcie, chcę z wami porozmawiać. Bracia Fisherowie i policja szukają informacji.

Linda po raz ostatni spróbowała zażartować:

– A ja myślałam, że się im podobam… – Dostrzegła, że po twarzy Dolly przez ułamek sekundy przemknął słaby uśmiech, który jednak zniknął za zaciśniętymi ustami i nieodgadnionym spojrzeniem.

– Wiecie, jak działał Harry – ciągnęła. – Zapisywał dane każdego, kto kiedykolwiek dla niego pracował. Nazwiska informatorów, handlarzy bronią, bankierów. Wpłaty i wypłaty. Wszystko notował i opatrywał datami. Jego księgi, rejestr, miały go chronić, na wypadek gdyby ktoś chciał go oszukać albo na niego donieść.

– Nie wiem, o czym mówisz, Doll – rzuciła Linda, której z gorąca kręciło się lekko w głowie.

– To słuchaj! – warknęła Dolly. – I nie nazywaj mnie w ten sposób. Nie lubię tego. Bracia Fisherowie chcą zdobyć rejestr Harry’ego.

– Dlaczego? – spytała Shirley.

– Domyślam się, że znajdują się w nim ich nazwiska i opisy szemranych interesów, w których brali udział. Boją się, że jeżeli policja położy łapę na rejestrze, będą w poważnych tarapatach.

– A kto go ma?

Zważywszy na fakt, że Shirley nie była najbardziej błyskotliwą dziewczyną w saunie, Dolly zaimponowało to, że to ona zadawała sensowne pytania.

– Ja – odpowiedziała spokojnie.

Zaczęła tłumaczyć i mówiła powoli, rozważnie i dobitnie, żeby kobiety niczego nie zrozumiały opacznie. Shirley chłonęła każde jej słowo, Linda zaś odchyliła głowę, zamknęła oczy i słuchała w milczeniu, wciąż dysząc w nieznośnym gorącu.

– Harry zawsze powtarzał, że jeżeli coś mu się stanie, chciałby, żeby mnie żyło się dobrze. Chciał, żeby jego ludzie przejęli interesy i zaopiekowali się nami wszystkimi. Pewnego razu zażartował, że jeżeliby umarł, to jego ludzie mogliby działać dalej bez niego, o ile mieliby rejestr. Joe i Terry odeszli razem z nim, więc muszę zająć się interesami. Zamierzam zaopiekować się nami. Wszystkimi. Zgodnie z wolą Harry’ego.

Dolly, która w ogóle się nie pociła, spojrzała na skupioną twarz Shirley. Nie była do końca przekonana, czy dziewczyna wiedziała, o czym ona mówi, lecz przynajmniej zdawała się słuchać. Wtem Linda się wyprostowała.

– Nie wytrzymam dłużej w tym ukropie. Skóra ze mnie złazi! – oznajmiła.

Dolly posłała Lindzie gniewne spojrzenie, a na jej twarzy malowała się wściekłość. Oto obnaża przed nimi duszę, a Linda nawet nie raczyła jej wysłuchać. Wstała, owinęła się ręcznikiem i wypadła z sauny, żeby nie zrobić czegoś głupiego, na przykład wcisnąć głowy Lindy w rozgrzane węgle.

– Co ja takiego zrobiłam? – spytała Linda Shirley.

Shirley wyglądała jednak na tak samo rozgniewaną jak Dolly.

– Nie widzisz, że jest zdenerwowana? – odezwała się. – To musiało być dla niej okropne, jeszcze gorsze niż dla nas. Jej staruszka rozsadziło na kawałeczki. Nie sposób było go poznać. Byli małżeństwem przez dwadzieścia lat.

Linda zerwała się z ławki.

– A ja to niby nie jestem zdenerwowana? To, że tego po sobie nie pokazuję, nie znaczy, że nie mam uczuć.

Shirley próbowała uspokoić Lindę, ale ta chodziła w tę i z powrotem, grożąc, że nagada Dolly. Shirley uznała to za czcze przechwałki. Nagle Linda przestała krzyczeć, opadła na ławkę, objęła kolana i ukryła twarz w dłoniach. Odezwała się zduszonym głosem:

– Brałam dzisiaj rano prysznic i mydliny dostały mi się do oczu. Próbowałam sięgnąć ręcznik wiszący na drzwiach i zamiast niego zdjęłam stamtąd jego szlafrok. Poczułam jego zapach. Czułam go, jakby stał tuż obok mnie, ale to był tylko szlafrok… – Linda straciła panowanie nad sobą i zaszlochała.

Usta Shirley drgnęły, gdy poczuła, że i jej napływają łzy do oczu, a po chwili również płakała i myślała o tych wszystkich rzeczach w domu, które przypominały jej o Terrym.

Kiedy Dolly wróciła do sauny, zastała kobiety obejmujące się, całe we łzach. Próbowała panować nad sobą, ale i ona się rozpłakała. Po raz pierwszy w życiu robiła to w czyjejś obecności, ale się tym nie przejmowała. Dzielenie smutku z pozostałymi wdowami wydało jej się słuszne; nie wstydziła się ani nie martwiła, że uznają ją za słabą. Odruchowo im zaufała, a w jej przypadku było to coś doniosłego. Zaufanie. Tego potrzebowała.

Napięcie osłabło i Dolly zainicjowała rozmowę.

– Gdy was tutaj zaprosiłam, nie byłam pewna, jak dużo powiem. Teraz już wiem. Mamy dwie możliwości w związku z rejestrem Harry’ego…

– My? – przerwała jej Linda. Na widok słabego uśmiechu Dolly zamilkła i słuchała.

– Harry zaplanował akcje na wiele miesięcy do przodu. Wszystko zapisał, więc jeśli Fisherowie dopadną księgi, będą wiedli prym. Podobnie jak Harry. Możemy zatem sprzedać księgi Fisherom w zamian za procent od ich zarobku. Druga opcja polega na tym, że nie sprzedamy rejestru… – Dolly głęboko zaczerpnęła powietrza, a Shirley i Linda przysunęły się do niej – …i zrealizujemy kolejną akcję zaplanowaną przez Harry’ego.

Linda wybuchnęła histerycznym śmiechem. Shirley natomiast siedziała z rozdziawionymi ustami.

– Żartujesz? – wykrztusiła Linda.

– Możecie nie chcieć tego zrobić. Sama nie podołam, więc będę musiała sprzedać rejestr Fisherom, a oni są dwulicowymi draniami, dlatego pewnie mnie wykiwają.

– Nie możemy przeprowadzić napadu z bronią w ręku, Dolly – szepnęła Shirley.

– Owszem, możemy. Dokończymy to, co zaczęli nasi mężczyźni. To był dobry plan i byłby skuteczny, gdyby nie używali materiałów wybuchowych.

Linda i Shirley patrzyły po sobie, nie wiedząc, co powiedzieć. Czy Dolly oszalała? Czy postradała zmysły wskutek żałoby?

– Mogłabym sprzedać rejestr, nie wspominając wam o tym – ciągnęła powoli i spokojnie – i nie musieć dzielić zysku na trzy, chciałam jednak potraktować was sprawiedliwie, podobnie jak Harry traktował Joego i Terry’ego. To jest świetna akcja. Jeżeli nie zechcecie w niej uczestniczyć, zrozumiem. Postaram się wyciągnąć od Fisherów po kilka tysięcy dla każdej z nas. – Sięgnęła po koronny argument. – A oni będą mogli zrealizować plan Harry’ego, dzięki któremu zgarną do kieszeni milion funtów.

– Milion? – wykrzyknęła Shirley i zakryła usta.

Linda, oblatana i mająca głowę na karku, wiedziała, że jeśli coś wydaje się zbyt dobre, żeby było prawdziwe, to takie pewnie jest. Żyła w małżeństwie z Joem wystarczająco długo, by pojmować, że robota za milion funtów będzie niebezpieczna. Uśmiechnęła się i pokręciła głową.

– Proszę mi powiedzieć, pani Rawlins, za kogo nas pani ma? Za parę idiotek?

– Bynajmniej – odparła Dolly. – Więcej nas łączy, niż różni, Lindo. Wiem, co teraz czujesz, i wiem, co zrobić, żebyśmy poczuły się lepiej. Jedna, ostatnia akcja. Dla naszych mężczyzn, owszem, ale jeszcze bardziej dla nas. To szansa na to, żebyś przestała harować jak wół za połowę tego, ile warta jest twoja praca, i żebyś ty – Dolly spojrzała na Shirley – nie musiała nigdy w życiu pracować.

Spanikowana Shirley wypaliła:

– Nie chcę wyjeżdżać z Londynu.

– Nie będziesz musiała, kochanie. Nikt się nie zorientuje, że to my. Wiem dokładnie, co robić. – Dolly spostrzegła, że Shirley i Linda się wahają, więc pchnęła je lekko ku decyzji, na której jej zależało. – Myślicie, że twój Terry i twój Joe zostawili was z niczym? To nieprawda. Zostawili was ze mną. Ze mną, rejestrem i kolejną robotą. Nigdy nie byłyśmy słodkimi kobietkami siedzącymi w domu. Wiemy, czym się zajmowali. I dlaczego. Harry naprowadził mnie na rejestr nie bez powodu. Tym powodem jesteśmy my. Nie chciał, żebyśmy były same i żeby nam było ciężko. Zasługujemy na to, drogie panie. – Dolly wstała. – Tylko o tym pomyślcie. Nie sugerowałabym czegoś takiego, gdybym nie uważała, że temu podołamy. Opłacę wszystkie wasze wydatki przed akcją, żywą gotówką.

Linda i Shirley siedziały z otwartymi ustami i milczały. Dolly niemalże słyszała, jak w ich mózgach obracają się trybiki, kiedy rozważały możliwości.

– Skontaktuję się z wami za dwa dni – zaproponowała. – Same nie próbujcie kontaktować się ze mną. Obserwuje mnie stary gliniarz, telefon może być na podsłuchu. To z tego powodu nie przyszłam tu o tej samej porze co wy. Nie chcę, by widywano nas razem, więc wyjdźcie oddzielnie co najmniej dwadzieścia minut po mnie.

I już jej nie było.

Linda i Shirley siedziały w takich samych pozycjach i miały takie same bezmyślne miny przez dobrych dziesięć minut. Milczenie przerwała Linda.

– Odbiło jej.

– Powinnyśmy komuś powiedzieć?

– Nikt nam nie uwierzy.

Lynda La Plante „Wdowy”, tłum. Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik.

Reklama książki Wdowy

Komentarze
Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną. „Wdowy” to obowiązkowy kryminał dla fanów tego gatunku
5 (100%) 2