Jedna pani drugiej pani – gry społecznościowe

Napis friends ułożony z klocków

Miejsce okularników garbiących się przed monitorami zajęły panie po czterdziestce nudzące się podczas pracy w biurze. W przerwach między kolejnymi zadaniami zajmują się prowadzeniem farmy, zarządzaniem miastem lub podrywaniem wirtualnego odpowiednika swojego znajomego. Przyglądamy się grom społecznościowym.

Gry społecznościowe – czym są?

Szacuje się, że codziennie ponad 200 milionów osób loguje się na Facebooku. Według danych z początku roku, co piąty użytkownik serwisu choć raz zagrał w „Farmville” – legendarną produkcję firmy Zynga, która doprowadziła do rozkwitu gatunku tzw. gier społecznościowych. Sukces tego tytułu zmusił twórców, branżowych dziennikarzy, a nawet i samych graczy do zrewidowania swoich poglądów na temat postrzegania elektronicznej rozrywki oraz jej odbiorców. „Farmville” jest produkcją, w którą można grać za darmo, lecz gdyby zestawić ją z listą najlepiej sprzedających się gier wszech czasów, okazałoby się, że niepozorna rozrywkowa aplikacja podczepiona pod portal społecznościowy, wygrałaby pod względem popularności z nieśmiertelnymi hitami pokroju „Super Mario Bros.”, piastującymi najwyższe pozycje w zestawieniu.

Gry społecznościowe – użytkownicy

Triumfalny pochód gry Zyngi zmienia także obraz statystycznego gracza. Zazwyczaj uważa się, że takowy jest młodym mężczyzną. Okazuje się jednak, że przeciętny miłośnik „Farmville”, a więc jednej z najpopularniejszych gier w historii, ma 43 lata i jest kobietą. Co więcej, większość fanów tego tytułu nigdy nie uważało się za graczy. Jak zatem stało się możliwe, że wciągnęli się w zabawę? W internecie pojawiały się wypowiedzi psychologów twierdzących, że dla wielu starszych odbiorców pielęgnowanie wirtualnej farmy jest substytutem odpoczynku od zgiełku wielkiego miasta i stresu codzienności. Choć teza ta brzmi nieco dziwnie, faktycznie wielu fanów „Farmville” loguje się do aplikacji w godzinach pracy. Na pierwszy rzut oka gra jawi się bowiem jako odprężająca i przyjemna. Sekret tkwi jednak w sprytnych psychologicznych zagrywkach ukrytych w większości gier społecznościowych.

W produkcji gier wideo atrakcyjność rozgrywki jest wypadkową wielu czynników. Bardzo istotne jest odpowiednie porcjowanie zabawy, nakreślenie przed graczem celów, które motywowałyby go do kontynuowania przygody, a następnie umiejętne nagradzanie go za postępy. Jedna z najpopularniejszych produkcji na smartfony, czyli „Angry Birds” od Rovio Mobile, polegająca na wystrzeliwaniu z procy tytułowych ptaków i niszczeniu różnorakich konstrukcji, odniosła sukces nie tylko dzięki swojej ciekawej formule i dobrze zaimplementowanej fizyce. Jedną sesję ze wściekłymi ptakami można bowiem ukończyć w kilkanaście sekund. Jest zatem idealną rozrywką w czasie podróży do pracy czy dowolnej z chwil bezczynności, które pojawiają się w naszym życiu każdego dnia. Tymczasem znakomita większość gier społecznościowych zaprzecza wygodnemu porcjowaniu rozgrywki, rozmaitymi sposobami zmuszając użytkowników do grania.

Gry społecznościowe – przykłady

Farmville

Formuła „Farmville” jest prosta: kupujemy nasiona różnych roślin i sadzimy je, by za kilka godzin zalogować się z powrotem celem zebrania plonów i zarobienia pieniędzy. Za zdobytą gotówkę możemy kupić zwierzęta gospodarskie lub różne dekoracje i gadżety, którymi będziemy mogli pochwalić się przed znajomymi. Gry społecznościowe dzięki podłączeniu się do naszych danych z danego portalu cechują się tym, że identyfikują współgraczy z ludźmi, których znamy z rzeczywistości. Rozpoczynając mecz w „Call of Duty”, zazwyczaj nie wiemy, kto siedzi po drugiej stronie. Komuś, kogo znamy i lubimy, ciężko jest jednak odmówić przysługi, dlatego nie mamy wyjścia i musimy kliknąć – np. celem wysłania karmy dla wirtualnego psa.

W ten sposób dochodzimy do sedna sprawy – gry społecznościowe przypominają w swoim działaniu niektóre internetowe konkursy lub programy partnerskie. Żeby przejść na kolejny poziom, rozbudować farmę lub zdobyć jakiś cenny przedmiot nie musimy wykazać się logicznym myśleniem, zręcznością czy nawet cierpliwością. Wymogiem jest zaproszenie do gry odpowiedniej liczby znajomych, którzy zgodzą się kliknąć w odpowiednim miejscu. Choć mechanizm ten zaprzecza wszelkim ideom towarzyszącym projektowaniu normalnych gier wideo, okazał się być bardzo skuteczny. Na odbiorcę działa specyficzny rodzaj przymusu. Musi grać, by pomagać znajomym, a oni muszą grać, by pomagać jemu.

Po wielu godzinach rozgrywki w „Farmville” przed graczem pojawia się możliwość zakupu maszyn rolniczych, pozwalających na sprawniejsze zasiewanie czy zbieranie plonów. Paradoksalnie, nagrodą za wiele godzin poświęconych grze jest możliwość skrócenia sobie rozgrywki, która zazwyczaj polega na żmudnym klikaniu. Jeśli dodamy do tego możliwość zakupienia maszyn i innych ułatwień za pomocą realnych pieniędzy, otrzymujemy żyłę złota. Trzyletnia, zatrudniająca około 1.300 pracowników Zynga jest w tym momencie warta ponad 5,5 miliarda dolarów. To więcej niż wart jest istniejący na rynku od 1982 roku Electronic Arts – jeden z największych wydawców gier wideo i właściciel takich marek jak „Fifa”, „The Sims” czy „Battlefield”, zatrudniający ponad 8 tys. ludzi na całym świecie.

The Sims Social

Przed dwoma laty koncern EA zdecydował się wykupić studio Playfish, zajmujące się produkcją gier społecznościowych. Być może właśnie dlatego, by zepchnąć Zyngę z pozycji lidera.

Serię „The Sims” zna chyba każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z elektroniczną rozrywką. Dzięki przełomowej formule rozgrywki określanej jako symulacja życia, dwie pierwsze odsłony gry zajmują szczyt podium pośród najlepiej sprzedających się tytułów wydanych kiedykolwiek na komputery PC . Will Wright, będący pomysłodawcą i projektantem marki, w roku 2002 został dzięki niej umieszczony w Galerii Chwały amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk Interaktywnych, gdzie znajdują się nazwiska tak znaczących twórców jak Shigeru Miyamoto, czyli „ojciec” postaci Mario. Nic zatem dziwnego, że Electronic Arts, posiadający wyłączność na produkcje należące do popularnej serii, postanowił wprowadzić ją na Facebooka.

Tak narodziło się „The Sims Social”, czyli połączenie najlepszych cech znanych z podstawowej wersji gry z mechanizmami, które rządzą produkcjami tworzonymi na potrzeby serwisów społecznościowych. Możemy zatem spersonalizować swojego bohatera, a następnie urządzić mu dom według własnego pomysłu. Producent regularnie dodaje nowe przedmioty do sklepiku w grze, więc zabawa nigdy się nie kończy. Pieniądze zdobywamy pracując dorywczo w domu, a właściwie wykonując specyficzne czynności takie jak malowanie obrazów, komponowanie piosenek czy pisanie artykułów. Tym ostatnim zajmuje się właśnie mój protagonista, co dobrze ilustruje, że w przypadku „The Sims” łatwo popaść w nawyk odtwarzania w wirtualnym świecie swojego życia.

Aspekt społecznościowy został rozwinięty w stosunku do konkurencji i towarzyszą mu nowe rodzaje relacji między graczami. Choć pojawia się znany z gier Zyngi mechanizm odwdzięczania się za przysługę i wysyłania do znajomych przedmiotów, produkcja Electronic Arts umożliwia zbudowanie związku z dowolną postacią znajdującą się na naszej liście sąsiadów. Jak wiadomo, internet dodaje ludziom odwagi, więc nie zdziwię się jeśli za jakiś czas usłyszymy o małżeństwach, które zostały zawarte dzięki wspólnej grze w „The Sims Social”. Z drugiej strony, takie możliwości mogą bardzo negatywnie wpłynąć na już istniejące pary. Bo czy dziewczyna, której chłopak podrywa w wirtualnym świecie bohaterkę należącą do swojej dawnej miłości, nie powinna być przypadkiem zazdrosna?

„The Sims Social” odniosło olbrzymi sukces. Choć gra dostępna jest na Facebooku dopiero od 11 sierpnia, codziennie loguje się do niej blisko 9,5 milionów użytkowników! Umożliwiło jej to wyprzedzenie wyniku „Farmville”, czyli 8,25 milionów graczy dziennie. Co ciekawe, bój toczył się o drugie miejsce, ponieważ na pierwszym, z wynikiem 13,68 miliona graczy niepodzielnie rządzi „City Ville”, czyli symulator zarządzania miastem stworzony przez – a jakże – firmę Zynga.

Gry społecznościowe – rozwój

Produkcja EA zdobywa jednak nowych fanów, więc ma spore szanse wysunąć się na prowadzenie. Zawdzięcza to silnej marce oraz bardziej dynamicznej rozgrywce, która zachęca gracza do wykonywania przez jego bohatera różnych czynności. Gra określana jest jako freemium, zatem umieszczono w niej system mikropłatności umożliwiający zakup wyjątkowych mebli oraz dodatkowej energii, która co prawda jest odnawialna, lecz praktycznie niezbędna do gry. „The Sims Social” podobnie jak „Farmville” posiada ukryty system kar dla graczy, którzy długo do gry nie zaglądają. Wprawdzie nie mogą nam zgnić niezebrane pomidory, lecz wirtualne stosunki z przyjaciółmi i drugą połową pogorszą się, jeśli nie będziemy ich odwiedzać.

Gry społecznościowe są niewątpliwie jednym z kierunków, w którym branża elektronicznej rozrywki będzie podążać. Systemy mikropłatności oraz integracja tablic wyników z profilami na portalach internetowych, pojawiają się już w normalnych produkcjach dedykowanych hardcore’owym graczom. Jednocześnie możemy zaobserwować pierwsze próby przeniesienia pełnowartościowych produkcji na Facebooka. Gameloft, będący znanym deweloperem gier przeznaczonych na telefony komórkowe, umieścił już na popularnym serwisie porty swoich dwóch popularnych tytułów – kosmicznej pierwszoosobowej strzelaniny „Nova” oraz wzorowanego na „World of Warcraft” MMORP G zatytułowanego „Order & Chaos”. A wszystko to dostępne jest z poziomu przeglądarki internetowej i w dobrej oprawie audiowizualnej opartej na silniku 3D.

Jedno jest pewne – nikt nie odważy się już twierdzić, że gry społecznościowe to jedynie nieznaczący margines rynku.

tekst | Jerzy Bartoszewicz

 

Zobacz też: TOP 5 – najbardziej smutne gry

TOP 5 – najbardziej smutne gry

Komentarze
Rate this post