Krzysztof: Ta scena, w której syn mówi, że gdyby mógł gdzieś wyjechać, to chce do Afganistanu, a jego ojciec, że on do Holandii, była dla mnie zabawna. Obydwaj mają mgliste pojęcie o tych miejscach, ale jakby co, to mają jakiś cel ucieczki ze swojej górskiej wsi, z której i tak nigdy nie wyjadą. A jednocześnie bardzo trudno było mi się zmierzyć z przemocą, zwłaszcza wobec zwierząt.
Chris: Tak, ta scena z Afganistanem jest zabawna i daje chwilę oddechu, bo przez większość filmu mamy do czynienia z narastającym napięciem, konfliktem i często milczącą przemocą.
Krzysztof: W filmie dużo mówisz o pasterzach, wspólnocie na górze i o tym, jak inaczej zachowują się ludzie na dole. Na ile ta struktura — i cały ten świat pasterzy — była dla ciebie czymś symbolicznym?
Chris: Na górze pasterze mają poczucie wspólnoty i odpowiedzialności. Wspólnie muszą dbać o wszystkie owce. Kiedy Gary próbuje zepchnąć Michaela z drogi i sam się rozbija, Michael nie odjeżdża — idzie mu pomóc i zawozi go do domu. Na dole wszystko niszczy presja ekonomiczna. To dwa różne światy: u góry jest wspólnota, na dole napięcie i presja, która wynika z dziedzicznej nieustępliwości i braku komunikacji.
Krzysztof: Miałem w głowie dwa pytania, kiedy oglądałem film. Pierwsze dotyczy ojca — Twoich osobistych doświadczeń z ojcem. Możesz o tym opowiedzieć?
Chris: Myślałem o mojej relacji z ojcem, która nie była dobra. Był obecny do mojego piątego roku życia, potem odszedł. Zmarł, kiedy miałem dziewięć lat, więc nie było żadnej szansy na pojednanie. Wychowywali mnie głównie dwaj dziadkowie — obaj słabi komunikacyjnie, agresywni, a do tego nienawidzili się nawzajem. Po śmierci ojca stałem się jego zamiennikiem. Nikt nie widział mnie jako mnie. Przez to miałem w sobie dużo nienawiści.
Dziadkowie pochodzili z biednej części Wielkiej Brytanii, bez szans na awans społeczny. Nikogo nie obchodziło, czy chodzę do szkoły. Byłem wściekły i przestraszony, nikt nie pomagał mi przez to przejść. W wieku nastoletnim byłem już pełen gniewu. Czułem się porzucony. Nad wszystkim wisiał cień mojego ojca. Zastanawiałem się, jak się z tego wyrwać, jak oddzielić siebie od tej odziedziczonej wściekłości. O tym myślałem, pisząc historię.

Krzysztof: A potem sam zostałeś ojcem. Masz dwoje dzieci.
Chris: Potemsam zostałem ojcem. Najpierw urodził się mój syn, potem córka. Byłem przerażony. Całe życie unikałem stabilizacji; każdą szansę potrafiłem wysadzić i odejść. Bałem się, że będę taki sam jak mój ojciec. Po czasie zrozumiałem, że nie chodzi o tłumienie uczuć — bo wtedy tłumisz też te dobre. Chodzi o dawanie miłości, uważność, poprawianie siebie. Rodzicielstwo jest trudne: praca, brak czasu, dzieci, które potrzebują pomocy. To nie o pieniądze chodzi, tylko o czas, cierpliwość i miłość.
Ci pasterze w filmie żyją w upadającej gospodarce i społeczności. Mają odpowiedzialność wobec tradycji tego miejsca i zawodu. Presja i brak komunikacji sprawiają, że przekazują dzieciom swoje frustracje i wrogość. Gary to dostrzega, kiedy uderza syna.
Krzysztof: Miałem też pytanie o toksyczną męskość, bo jest jej tak dużo w filmie. Kiedy mówisz o dzieciach, myślę o roli jaką ojciec ma wobec własnego syna. Jak pomóc mu nie pogubić się w życiu, jak uniknąć chaosu, skoro ojcowie często nie potrafią tego dać? Często widzę ten powtarzając się schemat dziedziczenia. Czy wśród twoich znajomych temat ojca też jest tak obecny?
Chris: To bardzo trudne. Czasem mam wrażenie, że sam przesadzam w drugą stronę — jestem zbyt miły, zbyt uległy. Granice wtedy się rozmywają. Rodzice często traktują dzieci jak odbicie siebie. Jeśli dzieci zachowują się „źle”, to myślą: „to moja porażka”, więc nic nie korygują, żeby nie ujawnić własnych słabości.
Trzeba pozwolić dzieciom popełniać błędy i uczyć je empatii. Jeśli dziecko nie dostanie miłości i empatii do trzeciego roku życia — takim dorosłym zostaje.
Krzysztof: Jaki więc ten ojciec powinien być? Nieustępliwy i pełen przemocy, jak ojciec Michaela?
Chris: Przemoc daje kontrolę tylko przez strach. To nie jest szacunek. Szacunek polega na byciu ponad to. Rodzic pokazuje dziecku, jak żyć — poprzez to, jak sam żyje. Bycie dobrym człowiekiem jest trudne. Świat nie wynagradza dobroci. Ale struktura moralna, którą daje rodzina — granice, życzliwość — kształtuje cię bardziej niż świat zewnętrzny.
Krzysztof: Kto według ciebie jest „złym” w twoim filmie? Ja odnajduję najgorsze cechy u Lee, który namawia Jacka do mordowania owiec dla pieniędzy.
Chris: Dla mnie nie ma dobra i zła — tylko szarość. Jack i Lee są produktami swojego środowiska. Michael z kolei próbuje zrobić to, co słuszne, ale wybiera złe drogi i często nie ma sprawczości. Rzeczy dzieją się dlatego, że jego ojciec zachowywał się w sposób, o którym Michael nawet nie wie.
Mamy też konflikt tradycji z nowoczesnością. Gary i Jack chcą się rozwijać, myślą o turystach. Ray i Michael czują odpowiedzialność wobec przeszłości: języka, tradycji. To ma polityczną i kulturową złożoność.
Krzysztof: W filmie pojawia się scena, która mną wstrząsnęła — odcięta głowa. Jak ty widzisz ten moment?
Chris: Lubię filmy o zemście z lat 70. Wiesz, westerny w których jest gość w białym kapeluszu i drugi w czarnym. Wiadomo o co chodzi, ale ja chciałem opowiedzieć historię tę tak, żeby była bliższa prawdziwemu życiu. Jack i jego kuzyn Lee, który pochodzi z przestępczego środowiska i ciągną wszystkich na dno. To co oni zrobią popchnie Michaela w złą stronę. A on próbuje zrobić to, co słuszne, ale wybiera fatalną drogę i dlatego Ray dostaje to o co poprosił.
Krzysztof: Dlaczego w filmie jest tak mało kobiet? Może one mogłyby tym mężczyznom pomóc?
Chris: W tych społecznościach kobiety często wyjeżdżają — mają możliwości, których kiedyś nie miały. Mężczyźni nie mają czasu na poznawanie partnerek, linia rodowa zanika. Caroline jest na granicy dwóch epok: kiedyś kobiety zostawały, teraz mogą wyjechać. Peggy, która umiera na początku, jest dla mnie reprezentacją mojego ojca — kogoś nieobecnego, a jednak kształtującego wszystko.
Widziałem wiele kobiet, które poślubiły rolników, ale nie były wpisane do ksiąg, nie dziedziczyły. Farma przechodzi na syna. To brak sprawczości i wpływu, który wchodzi też w sferę przemocy. Przemoc daje złudzenie siły, ale w rzeczywistości jest słabością. Jako młody mężczyzna też wybuchałem, krzyczałem, prawie się biłem — a potem czułem ogromny wstyd. Dorastałem bez edukacji, bez nikogo, kto by się mną interesował. Musiałem się tego wszystkiego uczyć jako dorosły.
Krzysztof: Na koniec: jaka jest najskuteczniejsza droga do dobrego ojcostwa dla mężczyzny, który nosi w sobie problemy z ojcem?
Chris: Nie wiem, czy mogę komukolwiek doradzać, bo sam wciąż to układam. Ale najważniejsze było dla mnie odpuszczenie gniewu. Pozwolenie sobie na porażki, błędy. Nie biczowanie siebie. Przebaczenie — sobie i innym — pozwala zobaczyć ludzi takimi, jacy są. Pozwala się połączyć.
To jest struktura filmu. W finale Michael przeprasza — bez wymówek. Bierze na siebie czyjś ciężar. Daje komuś szansę, której sam nigdy nie dostał.
Krzysztof: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Krzysztof Grabań
Zdjęcia: Materiały prasowe


![Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja] Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/Marta-Bijan-opisuje-koniec-swiata-w-„Jutro-juz-bylo-recenzja-218x150.jpg)


![„Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja] „Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/„Frankenstein-–-mroczna-opowiesc-o-empatii-recenzja-218x150.jpg)

