Imprezowe patologie Warszawy

Weekend w pełni, a razem z nim imprezowe szaleństwa. Jakie są blaski i cienie warszawskiego imprezowania? Przygotowaliśmy kilka typów miejscówek, modowe sugestie i porady natury survivalowej.

Na bogato
Mieszkańcy krajów postsowieckich mają tę smutną przypadłość, że cenią sobie bijące po oczach bogactwo. Im dalej na wschód tym “bogaciej”.

Szczęśliwie Warszawa to nie Moskwa. Rozsadzające tkanki zewnętrzne silikonowe biusty w zestawie z nadmiarem kryształków Swarovskiego uświadczyć można przede wszystkim na eventach ‘ekskluzywnej prasy plotkarskiej’ , ale i w niektórych klubach. Chcecie poczuć zapach dolców bądź (w zależności od kursu walut) euro? Szturmujcie miejscówki z gatunku DeLite, czy Platinium (klub platynowy jak Wasza karta kredytowa in spe). Jeśli decydujecie się na naszą ‘propozycję’ numer jeden pamiętajcie o selekcji przy wejściu. Polo Ralpha Laurena, opcjonalnie Hilfigera i nieco solaryjnej/egipskiej opalenizny powinno rozwiązać ewentualne problemy.

delite1 Gay? Friendly!
Warszawskie imprezy z trudem i mozołem (niemniej skrupulatnie) wypełzają z oślizgłej konwencji (zamknijcie oczy, zatkajcie uszy) imprezowania-dla-r***ania. Jeśli jesteście wrażliwymi dziewczętami i źle znosicie poufałości zawianych Patryczków i Dawidków jest jedyny słuszny sposób na rozwiązanie tego problemu. Kluby z etykietką gay friendly. Usłyszycie mnóstwo wyszukanych komplementów (vide: “H&M? Ta kiecka wygląda co najmniej jak Prada!”), a jeśli zmęczą Was szaleńcze wygibasy na parkiecie możecie bez posądzenia o szukanie zainteresowania ‘na sierotkę’ usadowić się w kącie i obserwować ponadprzeciętnie zadbanych chłopców o kocich ruchach.

delite3Brałciewałcie
Muzyka utożsamiana z Polską klasy B (C…? D…?) znalazła swoje miejsce także na imprezowej mapie stolicy. Jak trafić do przybytków serwujących muzyczną sieczkę spod znaku “kropeczki w majteczki” (bądź na odwrót, co zresztą nie ma w tym wypadku większego znaczenia)? Wsiądźcie w kolejki podmiejskie jadące do miasta w piątkowy wieczór i z zacięciem doktorantów Antropologii obserwujcie otoczenie. Młodzieńcy ufryzowani przy pomocy kilograma żelu w fantazyjne różki i irokezy, którzy specjalnie na tę okazję zmienili “sportowy obuw” (ale nie skarpety) na prostokątnonose mokasyny pokażą Wam drogę. Co dzieje się w środku nie wiemy. I raczej nie planujemy się dowiadywać.

nasygnaleSmolinosy
Kolejny w naszym subiektywnym zestawieniu klub z rodzaju z kamerą wśród zwierząt .

Zacięcie domorosłego kulturoznawcy przeczołgało Was już po wszystkich powyższych typach miejsc? Czas poznać świat (czy raczej półświatek) miłośników białego szaleństwa uprawianego z namaszczeniem poza stokami, a nawet poza sezonem. Możecie nauczyć się nowych ruchów tanecznych wykonywanych w stroboskopowym tempie, czy zobaczyć na własne oczy półlitrowe butelki wody za bagatela dziesięć złotych (co w pewnym sensie można by łączyć z imprezami “na bogato”, tyle, że nie będzie to kultowy Evian, a raczej Kropla Beskidu). Następnego dnia przejrzycie się w Lustrze raczej z powątpiewaniem co do swojej wczorajszej omnipotencji. Na własną odpowiedzialność. Wbrew porzekadłom nie wszystko jest dla ludzi.

Tekst: Helena Łygas

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera