Historie wódką pisane

Wiadomości po pijaku. Kto z nas nie miał z nimi do czynienia? Potrafią zmienić poranek w piekło, kiedy skacowani zastanawiamy się w panice, czy nasza wiadomość o idiotycznej treści na pewno dotarła do adresata. Błagamy o litość, wierząc naiwnie, że problemy sieciowe operatora mogą uchronić nas przez kompletną kompromitacją. Pokładamy nadzieje w alkoholowym zamroczeniu, tak wielkim, że uniemożliwiającym znalezienie klawisza: “wyślij” na klawiaturze. Niestety, zazwyczaj okazują się one płonne, a wiadomość – rzeczywiście wysłana.

Wtedy zazwyczaj popełniamy kolejny, typowy błąd – płodzimy tabuny kolejnych smsów, w których tłumaczymy się gęsto z formy i treści tych wysyłanych poprzedniego wieczoru. W rezultacie zostajemy zmuszenie zaszyć się na jakiś czas w domowych pieleszach i liczyć na szybkie oczyszczenie atmosfery, wzburzonej przez nasze pijackie, rozemocjonowane wyskoki.

3

Co ja piszę?

Zdarzają się jednak sytuacje, w których wstyd musi mieć charakter nie społeczny, a intymny – wysyłanie wiadomości do samego siebie i odpisywanie na nie po jakimś czasie rzeczywiście powinno skłonić do, choć chwilowej, autorefleksji. Równie często podejmujemy heroiczny trud wysłania smsów, które ostatecznie nie zostają wysłane, mimo szczerych chęci i niekiedy całonocnych zmagań z telefonem. Zazwyczaj dotyczyć mają czegoś bardzo istotnego, a niemożność przekazania tych treści może jeszcze długo odbijać się czkawką. Stan alkoholowego upojenia nieszczególnie sprzyja znalezieniu na klawiaturze odpowiednich klawiszy, a spod naszych palców w najlepszym wypadku wypływa nieskoordynowany ciąg przypadkowych znaków, dających odbiorcy bardzo szerokie pole do interpretacji. Zawsze możemy w takiej sytuacji powołać się na licentia poetica, co i tak nie uchroni nas przed uczuciem niesmaku następnego ranka.

1

Od Lakona do Joyce’a

Znane są również przypadki osób, które po spożyciu odpowiedniej dawki alkoholu zamieniają się w smsowego Joyce’a, decydując się stworzyć własnego Ullisesa. Emocjonalny ekshibicjonizm, jaki zazwyczaj temu towarzyszy, nijak się ma do ich standardowego stylu komunikowania się, ograniczającego się zazwyczaj w swym repertuarze do: “okkz”, “lol” albo “nope”.

Pijane obrazki

Dominująca w naszych czasach kultura obrazkowa może stwarzać nowe, uproszczone, ale nie mniej dosadne formy komunikacji. Za przykład może posłużyć choćby historia mojej znajomej – zapał  wkładany w pieczołowite przygotowywania świątecznego prezentu dla jej ówczesnej dziewczyny nieco przygasł, kiedy w trakcie finalnego wiązania ozdobnej kokardki otrzymała mmsa z jej nagimi piersiami, trzymanymi przez żylaste, męskie dłonie. A w tle, jakby inaczej – opróżnione kufle po piwie.

4

Ups, I did it again

Najwięcej kłopotów sprawiają jednak wiadomości, które trafiają nie tam, gdzie powinny. Nie oszukujmy się – alkohol osłabia naszą czujność, a jego wypicie stanowczo zwiększa prawdopodobieństwo pomyłki. Skutki bywają opłakane. Na jaw wychodzą zazwyczaj skutecznie skrywane zdrady, zrywane są przyjaźnie i długoterminowe relacje. Słowem – smród niesamowity. Dobrą ilustracją może być opowieść mojej drugiej znajomej, która podczas klubowej imprezy musiała na raz zmagać się z dwoma żywiołami – nadopiekuńczą matką i nachalnym adoratorem. Oboje, w tym samym momencie, wysłali jej smsa: “Gdzie jesteś?”. Zakrapiana wódką odpowiedź: “Ja pierdole jestem w klubie nie wypisuj do mnie wciąż” przez przypadek trafiła do tej pierwszej. Naprawa nadszarpniętych relacji do najprostszych nie należała.

“Piłeś? Nie pisz”

Fenomen pijackich wiadomości dobrze oddaje rosnąca popularność facebookowego fanpage’a: “Piłeś? Nie pisz.”.  Ludzie ostrzegają się nawzajem przed efektami kompulsywnego wysyłania wiadomości w stanie nietrzeźwym. Przywoływane są sprawdzone sposoby na uniknięcie katastrofalnych błędów, których skutki bywają nieodwracalne. Wychodzenie na imprezę bez telefonu wydaje się rozwiązaniem najprostszym i najbardziej efektywnym, chociaż, jak nietrudno się domyślić, nie jest to wyjście najbardziej komfortowe. Ludzie dużo częściej decydują się powierzyć telefon zaufanej osobie, z zastrzeżeniem, że pod żadnym pozorem nie wolno im go zwracać, nawet przy najbardziej namolnych i agresywnych żądaniach.Trzeba wykazać się stalowymi nerwami i nieustępliwą asertywnością – motywowanymi zazwyczaj wiarą, że tak naprawdę wyświadczamy przysługę znajomemu, który mógłby zrobić sobie inaczej towarzyską bądź miłosną krzywdę.

2

Następnego dnia nam za to podziękuje.

tekst | Piotr Uaziuk

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera