Historia o body-shamingu i relacji kobiet, którą najlepiej określić jako „frenemies”. Opowiadanie Clarice Lispector „Rozwiązanie”

Czarno-białę zdjęcie kobiety profilem

Była cenioną powieściopisarką, chociaż według wielu mistrzostwo osiągnęła pisząc opowiadania, w których koncertowała się na ważnych momentach codzienności.

Clarice Lispector (1920-1977) w swoich opowiadaniach zwykła opisywać bohaterów uwikłanych z jednej strony w więzy rodzinne, a z drugiej – w więzy samotności. Nieprzypadkowo bohaterkami jej prozy są najczęściej kobiety. I nie tylko te zmysłowe, inteligentne, ale także te wyobcowane, na granicy załamania nerwowego.

Książka Clairce Lispector, w tłumaczeniu Wojciecha Charchalisa, zatytułowana Opowiadania wszystkie zostanie wydana nakładem Wydawnictwa W.A.B. i pojawi się w księgarniach już 16 października.

Dzisiaj dzielimy się z Wami drugim przedpremierowym opowiadaniem, zatytułowanym Rozwiązanie. To opowieść o kobiecej przyjaźni, którą najprościej określić mianem frenemies oraz slut-shamingu z zaskakującym zakończeniem!

Okładka książki

Rozwiązanie

Miała na imię Almira i za bardzo przytyła. Alice była jej najlepszą przyjaciółką. Przynajmniej wszystkim tak mówiła podniecona, chcąc własną żarliwością kompensować brak przyjaźni okazywany przez tę drugą.

Alice miała skłonność do zamyślania się i uśmiechała się, nie słuchając jej, dalej uderzała w maszynę.

W miarę jak przyjaźń Alice nie istniała, przyjaźń Almiry coraz bardziej rosła. Alice miała owalną aksamitną buzię. Nos Almiry zawsze się błyszczał. W twarzy Almiry była łapczywość, której nigdy nie przyszło jej do głowy ukrywać: ta sama, którą miała wobec jedzenia, swego najbliższego kontaktu ze światem.

Dlaczego Alice tolerowała Almirę, tego nie wiedział nikt. Obie były maszynistkami i koleżankami z pracy, co nic nie znaczyło. Razem jadły drugie śniadanie, co nic nie znaczyło. Wychodziły z biura o tej samej godzinie i czekały na transport w tej samej kolejce. Almira wiecznie nadskakiwała Alice. Ta, daleka i rozmarzona, pozwalała się adorować. Alice była drobniutka i delikatna. Almira miała twarz bardzo szeroką, ziemistą i błyszczącą: szminka nie utrzymywała jej się na ustach, bo ona była z tych, które odruchowo zjadają szminkę.

Tak bardzo podobał mi się program w Radiu Ministerstwa Edukacji, mówiła Almira, próbując w jakiś sposób się jej przypodobać. Jednak Alice przyjmowała wszystko, jakby się jej należało, nawet opera Ministerstwa Edukacji.

Jedynie natura Almiry była delikatna. Przy tym całym cielsku potrafiła spędzić bezsenną noc przez to, że powiedziała coś nie tak. I kawałek czekolady mógł nagle zgorzknieć jej w ustach na myśl o tym, że była niesprawiedliwa. Nigdy jednak nie brakowało jej czekolady w torebce i niepokoju z powodu tego, co mogła była zrobić. Nie z dobroci. Może to wiotkie nerwy w wiotkim ciele.

O poranku, w dzień, kiedy to się zdarzyło, Almira wyszła do pracy biegiem, przeżuwając jeszcze kawałek chleba. Kiedy dotarła do biura, spojrzała na biurko Alice i nie zobaczyła jej. Godzinę później pojawiła się z czerwonymi oczami. Nie chciała nic wyjaśnić ani nie odpowiedziała na nerwowe pytania Almiry. Almira niemalże szlochała nad maszyną.

W końcu, w porze obiadu, błagała Alice, żeby zgodziła się pójść z nią na obiad, ona zapłaci.

To właśnie podczas obiadu doszło do tego zdarzenia.

Almira wciąż chciała wiedzieć, dlaczego Alice przyszła spóźniona i z zaczerwienionymi oczami. Przybita Alice prawie nie odpowiadała. Almira jadła łapczywie i nalegała z oczyma pełnymi łez.

– Ty grubasie! – powiedziała nagle Alice, biała z wściekłości. – Nie możesz mnie zostawić w spokoju?!

Almira zakrztusiła się jedzeniem, chciała coś powiedzieć, zaczęła się jąkać. Z miękkich ust Alice wyszły słowa, które nie mogły przejść wraz z jedzeniem przez gardło Almiry G. de Almeida.

– Jesteś upierdliwa i wścibska – znowu wybuchła Alice. – Chcesz wiedzieć, co się stało, co? No to ci powiem, plotkaro: Zequinha wyjechał do Porto Alegre i już nie wróci! teraz jesteś zadowolona, gruba świnio?

W istocie wydawało się, że Almira jeszcze przytyła w ostatnich chwilach, z jedzeniem ciągle w ustach.

Wtedy Almira zaczęła się budzić. I jak gdyby była szczupła, chwyciła widelec i wbiła go w szyję Alice. Restauracja, jak podaje gazeta, wstała z miejsc jak jeden mąż. Jednak gruba, nawet po dokonaniu swego czynu, dalej siedziała, gapiąc się w podłogę, nie łypnąwszy choćby na potoki krwi wokoło.

Alice została zawieziona na pogotowie, skąd wyszła w bandażach i oczyma ciągle jak spodki z przerażenia. Almirę z miejsca aresztowano.

Niektórzy naoczni świadkowie zeznali, że w tej przyjaźni był jakiś problem. Inni, przyjaciele rodziny, opowiedzieli, że babcia Almiry, pani Altamiranda, była osobą dość zdziwaczałą. Nikomu nie przyszło do głowy, że słonie, według uczonych zgłębiających tę sprawę, są stworzeniami niebywale wrażliwymi, nawet na swoich grubych nogach.

W więzieniu Almira zachowywała się potulnie i radośnie, może z pewną nutą melancholii, ale naprawdę radośnie. Rozśmieszała koleżanki. W końcu miała koleżanki. Polecono jej zajmować się brudnymi ubraniami i świetnie układało jej się ze strażniczkami, które raz na jakiś czas załatwiały jej tabliczkę czekolady. Dokładnie tak samo jak słoniowi w cyrku.

Tłumaczenie: Wojciech Charchalis

Komentarze
Historia o body-shamingu i relacji kobiet, którą najlepiej określić jako „frenemies”. Opowiadanie Clarice Lispector „Rozwiązanie”
Oceń artykuł