Gen Z wraca do instrumentów

dziewczyna z harfą
dziewczyna z harfą

Gen Z wraca do instrumentów i nie chodzi tylko o gitarę leżącą pod łóżkiem od komunii. W grze są harfy, skrzypce, trąbki, omnichordy i cały ten dziwny, trochę magiczny zestaw rzeczy, których nie da się ogarnąć jednym swipe’em.

Coraz więcej młodych ludzi traktuje dziś instrument jak analogowy detoks. Nie jako powrót do konserwatorium z nutami pod pachą, tylko jako próbę odzyskania uwagi, ciała i cierpliwości. Serio, trąbka jako antyscroll? Brzmi śmiesznie, dopóki nie policzycie, ile razy dziennie sięgacie po telefon bez żadnego powodu.

To nie jest trend wyłącznie muzyczny. To też sprawa estetyki, statusu, zmęczenia internetem i tęsknoty za czymś, co stawia opór. Bo instrument nie daje natychmiastowego lajka. Daje fałsz, odciski, frustrację i czasem pięć sekund piękna. No dobra, brzmi uczciwie.

Gen Z wraca do instrumentów, bo scrollowanie nie daje już ulgi

Najciekawsze w tym trendzie jest to, że nie wygląda jak klasyczna nostalgia. To nie jest tylko „kiedyś było lepiej”. Bardziej: „teraz jest za szybko”. W sieci roi się od TikToków, na których młodzi kupują omnichord jako nowe dorosłe hobby, uczą się gry na skrzypcach z własnej, nieprzymuszonej woli, albo biorą się za trąbkę, żeby utrzymać zero kontaktu z byłym. Można się z tego pośmiać, ale potrzeba, która za tym stoi, jest jak najbardziej prawdziwa.

Instrument wymusza obecność. Nie da się ćwiczyć harfy i jednocześnie doomscrollować. Nie da się dobrze zadąć w trąbkę, jeśli ciało jest gdzieś indziej, a głowa odpala piątą zakładkę. Nawet jeśli zaczynasz dla beki, szybko okazuje się, że to hobby ma własne tempo. Wolniejsze, bardziej upierdliwe, ale też bardziej namacalne.

W tle jest coś, co każdy zna z własnego telefonu. Gdy doomscrollujecie, uwaga nie znika – ona się rozdrabnia. Skacze z klatki na klatkę, zanim zdąży się czegokolwiek złapać, a ciało reaguje tak, jakby faktycznie działo się coś ważnego: przyspiesza tętno, rośnie napięcie, chociaż na ekranie nic się właściwie nie dzieje. Badania potwierdzają to, co czuć na własnej skórze bez żadnego doktoratu: im więcej takich krótkich bodźców, tym wyższy poziom odczuwanego stresu. Po godzinie krótkich filmików mózg jest niby nakarmiony, ale jakoś pusty. Instrument robi odwrotnie: najpierw męczy, potem nagradza.

Harfa jako vibe: trochę mistyka, trochę rzemiosło

W tej historii harfa jest chyba najbardziej filmowa. W sieci coraz częściej widać młode, głównie kobiety, które nagrywają się z harfą wśród drzew, w estetyce zahaczającej o fantasy i mistycyzm. Harfa działa tu jak przedmiot z innej epoki: stary, symboliczny, piękny, a jednocześnie kompletnie fizyczny.

Nowojorski harfista Parker Ramsay mówi, że wzrost zainteresowania zauważył już podczas lockdownów covidowych. Według niego harfy stały się w ostatnich latach relatywnie bardziej dostępne, a internet otworzył klasyczny świat na ludzi spoza tradycyjnego obiegu. Można dziś znaleźć lekcje, nagrania i tradycje harfowe z różnych miejsc.

To ważne, bo instrumenty klasyczne przez lata miały aurę zamkniętego klubu. Albo masz lekcje, pieniądze i odpowiednie zaplecze, albo nici z tego. Teraz próg wejścia nadal bywa wysoki, ale YouTube, TikTok i wypożyczalnie rozszczelniają system. Nie zastąpią dobrego nauczyciela, jasne. Ale pozwalają zacząć bez całej ceremonii.

To też nowy status w necie

Nie ma co udawać: granie na instrumencie stało się także estetycznym komunikatem. Tak jak zdjęcie książki, recenzja trzygodzinnego filmu na Letterboxd albo ceramika . To mówi: mam uwagę, mam gust, mam życie poza algorytmem. Może prawdziwe, może trochę pozowane. Najczęściej jedno i drugie.

Instrumenty wracają też do mody i popkultury. Wystarczy przypomnieć sobie gitarowe sukienki Moschino Jeremy’ego Scotta, skrzypcową torbę Vaquera czy modelkę ubraną jak wiolonczela na pokazie Hodavoka AW25. Do tego dochodzą artyści tacy jak Caroline Polachek czy Oklou, którzy łączą współczesną muzykę elektroniczną i eksperymentalną z klasycznym zapleczem.

W skrócie: instrument przestał być tylko narzędziem do grania. Stał się rekwizytem, symbolem i dowodem na to, że potrafisz robić coś dłużej niż 12 sekund. Trochę snobizm? Pewnie. Ale jeśli snobizm prowadzi kogoś do ćwiczenia gam zamiast kolejnej kłótni w komentarzach, tragedii nie ma.

Dane mówią: młodzi mają kontakt z muzyką, ale często przestają grać

Trend nie bierze się z próżni. Z danych YouGov z 2022 roku wynika, że 66 proc. dorosłych Amerykanów uczyło się kiedyś gry na instrumencie. Wśród młodszych dorosłych ten odsetek był wyższy i wynosił 71 proc. YouGov podaje też, że gitara jest szczególnie popularna w grupie 18-29 lat, a lekcje lub zajęcia były częstą drogą nauki przy instrumentach takich jak trąbka, skrzypce czy pianino.

Jest jednak haczyk. Badanie opublikowane w PLOS ONE i dostępne w PMC analizowało dane uczniów w wieku 10-17 lat z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Wynik? Około połowa młodych osób zaangażowanych muzycznie rezygnuje z lekcji i aktywności muzycznych do 17. roku życia, a ryzyko porzucenia muzyki jest najwyższe między 15. a 17. rokiem życia.

Dlatego powrót dwudziestolatków do instrumentów jest ciekawy. To jak odzyskiwanie hobby, które dorosłość zdążyła już skasować z grafiku. Szkoła, praca, studia, czynsz, relacje, zmęczenie – wszystko mówi: nie masz czasu. A potem przychodzi moment, w którym właśnie dlatego chcesz mieć czas.

Analogowy detoks działa, bo nie obiecuje łatwej nagrody

W wellness często sprzedaje się szybkie rozwiązania: aplikacja do medytacji, licznik oddechów, mata, planer, kolejny system. Instrument jest bardziej bezczelny. Mówi: ćwicz. Powtarzaj. Znoś to, że brzmisz źle. I dopiero potem zobaczysz, czy coś z tego będzie.

Matthew Gold z PS21: Center for Contemporary Performance w Hudson Valley zauważa po pandemii odnowione zainteresowanie fizycznymi instrumentami i koncertami na żywo. Samo PS21 opisuje się jako centrum współczesnego performansu prezentujące muzykę, taniec, teatr i formy przekraczające gatunki. To pasuje do szerszej zmiany: po latach słuchania i tworzenia w samotności, w pokojach i słuchawkach, ludzie chcą znowu czegoś wspólnego, cielesnego, obecnego.

Nie chodzi więc o to, że każdy ma zostać harfistą albo trębaczem. Raczej o to, że Gen Z wraca do instrumentów, bo instrumenty są jedną z niewielu rzeczy, które nie udają łatwości. Wymagają cierpliwości, a cierpliwość stała się luksusem. I może właśnie dlatego wygląda dziś tak atrakcyjnie.

Czy warto wrócić do skrzypiec, pianina albo trąbki?

Jeśli kiedyś graliście i rzuciliście, odpowiedź brzmi: warto spróbować bez wielkiego planu. Nie trzeba od razu kupować gitary, perkusji ani tym bardzie robić z tego contentu. Można pożyczyć lub kupić używany instrument, znaleźć lekcję online, pójść na warsztat albo po prostu sprawdzić, czy palce pamiętają więcej, niż się wydaje.

Najlepsze w tym trendzie jest to, że nie musi skończyć się profesjonalizacją. Nie wszystko trzeba monetyzować, skalować i wrzucać w portfolio. Czasem wystarczy pół godziny dziennie, dźwięk, który wreszcie wychodzi, i mała satysfakcja, że przez chwilę nie karmiliście algorytmu. On sobie poradzi. Wy też. Aha, dla najwytrwalszych przygoda życia, założysz zespół ze znajomymi i otworzysz zupełnie nowe spektrum doświadczeń i wspólnego przeżywania muzyki.

 

 

TRENDY

FILM

MUZYKA

TECHNOLOGIA

SPOŁECZEŃSTWO

MODA

MIASTO

STREETWEAR