Gdzieś w Polsce w środku nocy – czyli o współpracy HV/NOON

Zdjęcie zrobinoe zza szyby

Dwóch producentów-poszukiwaczy, jeden projekt, analog i cyfra. Efekt: album wyjątkowy. HV/NOON.

W jakich okolicznościach zapadła decyzja o Waszej współpracy? Zadecydował impuls, przeskok iskry, czy dojrzewało to powoli?

HV: Pamiętam to bardziej jako impuls, który pojawił się przy okazji innych wydarzeń, choć nie jestem już pewny, kto komu zaproponował ten projekt.

NOON: Propozycja padła ze strony Piotrka, wcześniej zupełnie nie wyobrażałem sobie pracy nad wspólną muzyką. Najbardziej zainteresowała mnie możliwość wzbogacenia moich brzmień o dźwięki cyfrowe, wygenerowane w całości w komputerze, a to jego specjalność.

HV: Zapytałem Mikołaja, czy kiedykolwiek myślał o współpracy z kimś, bardziej z ciekawości niż pod kątem zrobienia czegoś razem. Później temat jakoś sam wykiełkował. Jeśli chodzi o okoliczności, to zakładam, że był to środek nocy gdzieś w Polsce. Rok temu. Myślę, że to wiele tłumaczy. Trochę się to wszystko samo potoczyło.

NOON preferuje analog, HV pracuje cyfrowo. Uczyliście się jakoś od siebie nawzajem, wymienialiście know how czy każdy trzymał się swojej własnej platformy?

NOON: Na naszej płycie mamy kilka światów brzmieniowych, a więc sample ze źródeł analogowych oraz cyfrowych, syntezatory cyfrowe i analogowe, automaty perkusyjne oraz oczywiście wokale. Stworzenie z tych elementów jednego wymiaru było niezwykle trudną częścią pracy nad albumem. Brzmienia np. dub’owe takie, jak z albumu Algebra bardzo mi się podobają i ta współpraca na pewno będzie miała wpływ na moją solową twórczość.

HV: Głównie cyfrowo, ale przy okazji użyłem także samplingu winylowego, co było pewną nowością i ciekawym doświadczeniem. Zbieram winyle od lat i w końcu mogłem ich użyć w jakimś nowym celu. Jest też sampel z irańskiej płyty CD i field-recording robiony na szczycie wrzeszczańskiego wieżowca, kłania się więc trochę płyta Algebra. Natomiast moje partie powstawały z zamiarem przekształcenia przez zewnętrzne maszyny. W chwili powstawania płyty używanie cyfrowych efektów było najwygodniejsze, ale przy okazji nagrań coraz bardziej intrygujące okazywały się brzmienia i techniki omijające komputer, co jest już niewątpliwie zasługą Mikołaja.

Współpraca musiała być chyba bardzo swobodna, bo na płycie czuć wibracje typowe dla muzyki Was obu. Nie ma poczucia zderzenia, jest osmoza.

HV: Cieszę się. Taki był zamysł. To nie jest płyta NOONa ani Hatti Vatti, tylko premierowy LP nowego projektu HV/NOON. Mam nadzieję, że udało się uniknąć zderzenia, jak z płyty Pole z raperem Fat Jon, która jakieś piętnaście lat temu ukazała się nakładem Mute. Nie zrozum mnie źle, to ciekawy projekt, ale słuchając go czuję, że spotkały się w nim dwa różne światy.

NOON: Gdyby ktoś mnie spytał, jak to zrobić, to nie byłbym w stanie odpowiedzieć. Zaczęliśmy pracować i po roku okazało się, że mamy album, z którego mimo wszystko żadnego utworu nie mógłbym przenieść na żadną własną płytę. Nie jest to również składanka ani klasyczny album producencki, z czego się bardzo cieszę. Słucham tej płyty jako odrębnej i spójnej opowieści.

Pracowało Wam się w miarę szybko? W końcu w tym roku byliście obaj wyjątkowo zajęci.

HV: Raczej powoli. Pracowaliśmy na dwóch różnych DAW-ach, w momencie powstawania płyty mieszkałem w Sopocie, a Mikołaj w Warszawie. W projekcie HV/NOON uczestniczyło blisko dziesięć osób, mieszkających w różnych częściach Polski. Dodatkowo w tym roku ukazała się debiutancka płyta HV Worship Nothing, a po jej wydaniu zaliczyłem sześćdziesiąt występów w siedmiu krajach. Pewna część materiału powstała więc w podróży, np. szkic do utworu 1% sporządzony w czeskim PKS-ie. Natomiast firma przewozowa z bocianem w logo powinna chyba zostać sponsorem strategicznym płyty.

NOON: Naiwnie myślałem, że kiedy nad projektem pracują dwie osoby, to pracy będzie dwa razy mniej, a stało się dokładnie odwrotnie. Dla mnie, poza ciągłą pracą studyjną niezwiązaną z albumem, był to też rok przygotowań do grania live na festiwalu OFF oraz dalszych występów. Pomimo wyczerpania, słucham jednak skończonej płyty, co nie jest wcale dla mnie normą.

Jak wyglądała realizacja nagrań od strony technicznej? Dzieliliście się obowiązkami? Totalna wymiana, czy suma działań realizowanych przez każdego na własną rękę?

NOON: Odpowiedzią na te pytania mógłby być bodajże siedemdziesięciogigabajtowy katalog ze wszystkimi szkicami, wersjami czy próbnymi miksami utworów z albumu. Kiedy myślę o tym, jak powstała płyta, widzę początkowe sceny z filmów National Geographic o kosmosie, gdzie wiruje masa gwiezdnego pyłu, z którego po miliardach lat formują się gwiazdy i planety. Skala naszego przedsięwzięcia trochę mniejsza, ale zasada taka sama.

HV: Raczej suma działań. No może odstępstwem był fakt, że to Mikołaj realizował miks płyty, realizacje wokali, ogólnie rzeczy stricte techniczne. Natomiast mi zdarzyło się przygotować pierwsze kilkanaście demówek, jako plany i przymiarki do płyty. Zdecydowanie za większość sampli odpowiada Mikołaj, natomiast ja dużo czasu spędziłem nad syntezatorami. Jednak w kontekście całej płyty, była to wymiana, poszerzające horyzonty połączenie sił i wspólne decyzje. Piliśmy też dużo dobrych piw. W tej kwestii poza porterem bałtyckim nasze gusta są dość zbieżne.

Odnośnie gości, jakich zaprosiliście do współpracy. Czy wszystkich wybieraliście wspólnie?

HV: Tak. Nie było tu doboru środowiskowego, myśleliśmy o naszych gościach po prostu jako o wokalistkach / wokalistach i autorach tekstów. Jest różnorodnie, ale każdy nagrał świetny kawałek.

NOON: Bardzo ważny był dla nas głos, jego melodia. Dość łatwo wyselekcjonowaliśmy gości, potem konkretnie do nich dobieraliśmy muzykę konkretnie.

To pytanie bardziej do Jotuze, ale czuję, że muszę je zadać, bo jego featuring najbardziej intryguje słuchaczy. Czy to tylko jednorazowa sytuacja? Zrobił dla Was wyjątek?

NOON: Uważam, że to najlepszy głos w całym polskim rapie. Megacharakterystyczny, ciemny i bardzo pasujący do muzyki, którą chcieliśmy stworzyć. Bardzo się cieszę, że jest na tej płycie.

Jest Jotuze, jest Eldo… Odżył duch Grammatik?

NOON: W ogóle nie odbierałem pomysłu zaproszenia Eldo i Jotuze w tym kontekście.

HV: Może warto wspomnieć, że i Eldo, i Jotuze nagrali dwa niezależne numery, a podkłady stworzyli dwaj producenci.

Zostawiacie gościom zupełnie wolną rękę w kwestii tekstów? Bardzo mnie to ciekawi, bo być może tekst cudzego autorstwa różni się totalnie od Waszych wrażeń płynących z muzyki?

NOON: Założyliśmy, że klimat muzyki wymusi tematykę i tak też się stało. Nie było żadnych sugestii z naszej strony. Taki system miał też bardzo fajny efekt uboczny, czyli moment, kiedy ktoś zaczynał nagrywać, a my pierwszy raz słyszeliśmy tekst. Po kilku taktach czuliśmy, że mamy numer.

Mikołaj, napisałeś w jednej z notek: Chciałbym, żebyście zamówili sobie ten album tak, jak w czasach, kiedy na płyty się czekało. Sądzisz, że ludzie nie celebrują już samego zakupu muzyki? Przywiązujesz dużą wagę do opracowania graficznego i sposobu wydania, więc czy zwyczajny download kilku plików odziera Twoją muzykę z czegoś?

NOON: Nie mam nic przeciwko temu, że ludzie chcą kupować muzykę w formie wyłącznie cyfrowej, o ile w ogóle chcą. Natomiast osobiście wolę kupić muzykę lub film na nośniku. Oczywiście również ze względu na oprawę graficzną. Ogólnie preferuje rzeczy, nazwijmy to realne. Wolę zdjęcia na kliszy, książki zamiast e-booków czy rozmowę z kimś na żywo zamiast telefonu, czy Skype’a. Cyfrowość kojarzy mi się z wizją przyszłości, w której takie rzeczy jak muzykę będzie się bezpośrednio wgrywać do implantu w mózgu jako informację. Na razie trzymam się sprawdzonych i ludzkich rozwiązań.

Czy miniaturka Dysk jakby przedwcześnie wyciszona, to efekt awarii dysku?

HV: Raczej długość dyskietki 1,44 MB w formacie MP3. Taki amigowy skit.

Tekst: Sebastian Rerak

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera