Fuocoammare. Ogień na morzu

Dwójka chłopców nad morzem udających że ich ręce to pistolety

Lampadusa to włoska wyspa, która jest celem wyprawy setek tysięcy uchodźców. Często giną, nie docierając na miejsce, pochłonięci przez otaczające wyspę morze. Dookoła tej tragedii, na Lampadusie, toczy się również zwyczajne życie, utrzymujących się głównie z rybactwa mieszkańców. To zderzenie dwóch światów w jednym miejscu jest tematem najnowszego filmu Gianfranco Rosiego Fuocoammare. Ogień na morzu.

Gianfranco Rosi to włoski reżyser filmów dokumentalnych. Każdy z jego filmów był świetnie oceniany przez krytyków i zdobywał najważniejsze filmowe wyróżnienia na świecie. Również najnowszy film reżysera – Fuocoammare – zdobył między innymi Złotego Niedźwiedzia, czyli główną nagrodę na festiwalu Berlinale.

Choć dokument pokazuje mieszkańców Lampedusy oraz docierających tam uchodźców, to główną scenerią filmu nie wydaje się być sama wyspa, a otaczające ją morze. Wokół niego toczy się życie miejscowych rybaków oraz ich rodzin. Staje się też ono naturalną drogą ucieczki dla setek tysięcy ludzi i żywiołem, który pochłonął kolejne tysiące. Dla jednych obcowanie z nim stanowi źródło utrzymania. Dla drugich to piekło: ryzykowna droga, którą muszą pokonać, żeby uratować życie. Cały film opiera się na zestawianiu podobnych kontrastów.

Głównym bohaterem jest Samuele – młody chłopiec, mieszkaniec wyspy. Towarzyszymy mu podczas jego codziennych zajęć – zabawy, uczęszczania do szkoły, spotkań z rodziną. Sceny z jego życia wydają się beztroskie. Mają w sobie dużo uroku i potrafią być zabawne. Pomiędzy nimi jednak reżyser pokazuje nam tragedię dziejącą się dookoła – dopływające do wyspy łodzie z wycieńczonymi ludźmi i zwłokami, obóz dla uchodźców.

Chłopiec jest nieświadomy tego, co dzieje się dookoła. Lekarz diagnozuje u niego chorobę, zwaną “leniwym okiem”. Można odczytać to jako metaforę, pokazującą ignorancję zachodniego społeczeństwa wobec kryzysu imigracyjnego. Wraz z postępem filmu oko zaczyna lepiej funkcjonować. Reżyser natomiast oddaje głos samym uchodźcom, którzy w przejmujący sposób wyśpiewują swoją historię, dzięki czemu ją poznajemy.

Reżyser stara się nie oceniać ludzi i sytuacji, które pokazuje. Oddaje głos bohaterom lub daje się “wypowiedzieć” samym scenom. Fuocoammare, choć pozbawiony akcji i komentarza, ogląda się z zapartym tchem. Reżyser milknie, zderzając życie zwykłych ludzi z tragedią innych, tak samo zwyczajnych. To milczenie połączone z obrazem jawi się jako najlepszy sposób na wyrażenie tego, przy czym każdy komentarz byłby niewystarczający.

Tekst: Stanisław Nowiński

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera