7 listopada na platformie streamingowej Netflix zadebiutował „Frankenstein” Guillermo del Toro. Jak wygląda nowa filmowa wersja powieści Mary Shelley? W jaki sposób reżyser opowiedział tę historię? Czy losy Frankensteina i jego Potwora wciąż wzbudzają emocje? Zapraszam do lektury poniższej recenzji!
Krótkie wprowadzenie do filmu
Od 2007 roku Guillermo del Toro opowiadał, że nakręcenie najlepszego „Frankensteina” w historii jest jego marzeniem. W 2008 roku miał zrealizować swoje marzenie z Universalem, jednak po 10 latach wytwórnia uznała, że realizacja filmu jest zbyt droga i zamknęła projekt. W 2023 roku projekt został wznowiony przez Netflix, z którym del Toro podpisał wieloletnią umowę na produkcję filmów po zwycięstwie „Pinokia” na 95. ceremonii rozdania Oscarów w kategorii „Najlepszy Film Animowany”. Po 17 latach od pierwszych kroków, del Toro udało się zrealizować projekt marzeń, który teraz wszyscy mogą zobaczyć na platformie streamingowej Netflix.
„Frankenstein” – recenzja
„Frankenstein” to trwająca dwie godziny i trzydzieści dwie minuty przepełniona gotyckim mrokiem dramatyczna opowieść z elementami nadprzyrodzonymi o samotności, moralnej odpowiedzialności, wrażliwości, empatii oraz granicach ludzkiej ambicji.
![„Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/frankenstein-del-toro.jpg)
Od pierwszego aktu filmu, widzowie zamieniają się w jedną z osób wysłuchujących opowieści Frankensteina na pokładzie zamarzniętego statku. I mimo tego, że niektórzy odbiorcy znają już historię Victora Frankenstaina i stworzonej przez niego Istoty z powieści Shelly lub wcześniejszych trzydziestu kilku ekranizacji to sposób oraz styl opowiadania Guillerma del Toro sprawia, że wpatrujemy się w każdy detal, wsłuchujemy się w każde słowo zupełnie jakbyśmy poznawali tę opowieść jeszcze raz po raz pierwszy.
Film jest pięknie nakręcony, opowiedziany, zagrany – jest po prostu przepiękny!
Długość filmu jest w sam raz – historia opowiedziana jest od początku do końca, przez blisko trzy godziny nie ma ani chwili znużenia czy niepotrzebnej sceny. Bardzo dobrym zabiegiem jest to, że zarówno Victor Frankenstein jak i stworzona przez niego Istota przedstawiają swoje perspektywy, co pozwala zrozumieć obie postaci.
Większość efektów specjalnych wypadła bardzo spektakularnie, zwłaszcza scena ożywiania Istoty przez Frankensteina, ale kilka z nich wyglądało dość blado i nieprzekonywująco, np. w scenach z motylami lub wilkami.
Scenografia, kostiumy oraz charakteryzacja wyglądają niesamowicie. Wnętrza oraz otwarte przestrzenie zachwycają – niektóre kadry z „Frankensteina” mogłyby być obrazami wiszącymi w galerii sztuki. Suknie i biżuteria Elizabeth są po prostu fantastyczne. Potwór Frankensteina wygląda bardzo realistycznie jako istota stworzona z fragmentów ciał i aż trudno dostrzec, który aktor kryje się za kostiumem i charakteryzacją. Nawet, jeśli wcześniej sprawdzaliśmy, że to aktor znany z „Saltburn” czy „Priscilli” to aż trudno było w to uwierzyć!
Aktorstwo w filmie jest na wysokim poziomie, obsada została dobrana wprost idealnie!
Oscar Isaac, który wcielił się w Victora Frankenstaina, bardzo dobrze przedstawił swoją postać jako ambitnego egocentryka o „wrażliwości uczuciowej mieszczącej się w łyżeczce od herbaty”. Był tak przekonywujący w swojej roli, że w pewnym momencie filmu jego pojawienie się zaczęło wzbudzać ogromną niechęć.
Mia Goth, filmowa Elizabeth Harlander, w niezwykły sposób ukazała swoją postać jako wrażliwą, empatyczną, cierpliwą i inteligentną osóbkę, dla której liczyło się piękno wewnętrzne oraz dobroć. Dla Mii to rola zupełnie inna od ról z trylogii w reżyserii Ti Westa („X”, „Pearl” i „MaXXXine”), z których najlepiej znamy aktorkę. To dowód na to jak wszechstronna i utalentowana jest Mia Goth – może być pełną delikatności narzeczoną w filmie gotyckim lub królową krzyku/ostatnią ocalałą w filmie grozy.
Największą niespodzianką aktorską we „Frankensteinie” okazał się Jacob Elordi, czyli ekranowy Potwór. Wspaniale wcielił się w tę Istotę i uczynił ją tak wrażliwą, empatyczną, emocjonalną, mądrą, że na koniec filmu Stwór wydaje się być bardziej ludzki niż jego Stwórca. To nie była łatwa rola, ale Jacob zagrał na naprawdę wybitnym poziomie. Myślę, że należy mu się nominacja do Oscara (podobnie jak osobom odpowiedzialnym za scenografię, kostiumy, charakteryzację i reżyserię)!
„Frankenstein” jest wierny powieści Mary Shelley film. Tam, gdzie są rozbieżności z książką, Guillermo del Toro dodaje cząstki własnej kreatywności oraz wrażliwości. W ten sposób twórca uczynił „Frankensteina” czymś więcej niż opowieścią o naukowcu igrającym ze śmiercią i potworze siejącym postrach. „Frankenstein” według del Toro to opowieść o samotności, braku zrozumienia oraz empatii, poszukiwaniu swojego miejsca w pełnym niedopowiedzeń świecie i o wybaczeniu na końcu. To film przypominający o tym, że ludzie powinni być bardziej empatyczni oraz o tym, że czasem ludzie są potworami, ponieważ Istota, którą stworzył Frankenstein potworem nie była.
![„Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/frankenstein-shelley.jpg)
Podsumowując, „Frankenstein” to bardzo dobra adaptacja i bardzo potrzebny film skłaniający do refleksji, uczący empatii, cierpliwości, miłości, potrzebie bliskości, dobroci oraz tego, że każda żyjąca istota zdolna do odczuwania jak i myślenia zasługuje na szacunek, humanitarne traktowanie, odpowiedzi oraz życzliwości. Seans obowiązkowy!
Tekst: Matylda Motyl
Zobacz też:

![„Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja] „Frankenstein” – mroczna opowieść o empatii [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/„Frankenstein-–-mroczna-opowiesc-o-empatii-recenzja.jpg)



![Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja] Marta Bijan opisuje koniec świata w „Jutro już było” [recenzja]](https://hiro.pl/wp-content/uploads/2025/11/Marta-Bijan-opisuje-koniec-swiata-w-„Jutro-juz-bylo-recenzja-218x150.jpg)

