
fot. Eric Brehm
Frank Hurricane jest muzykiem, gawędziarzem i wędrowcem. Przemierzył cały Szlak Appalachów, od ponad dekady gra w klubach amerykańskiego undergroundu, a swój gatunek określa jako shrimp and naughty blues.
Opowiada o mistycznych babciach spotkanych w przydrożnych barach, sekretnych miejscach w górach, kurczakach, wodospadach i ludziach żyjących na obrzeżach oficjalnej Ameryki. Gra fingerstyle na gitarze, śpiewa o miłości i podróżach, a pomiędzy utworami tworzy historie, których nie sposób odtworzyć następnego wieczoru. W wolnych chwilach rapuje też w pizzerii.
We wrześniu po raz pierwszy przyjedzie do Warszawy. Koncert jest jednak tylko dobrym pretekstem, żeby poznać artystę, który zbudował własną mitologię bez pomocy dużej wytwórni, kampanii reklamowej i gotowej kategorii na streamingach.
Frank Hurricane: młody człowiek rusza w góry
Domem Franka Hurricane’a są, jak sam mówi, „święte góry Karoliny Północnej”. Urodził się w Durham, ale jego prawdziwa historia zaczyna się na szlaku. Cały Appalachian Trail przeszedł etapami podczas czterech wypraw. Wędrówki nazwał później Wielkimi Świętymi Podróżami.
W przygotowanym dla PBS North Carolina dokumencie „Frank Hurricane’s Mystical & Musical Journey” opowiada, że to właśnie szlak doprowadził go do koncertowania i nieustannego życia w drodze. W górach przekonał się, że może funkcjonować inaczej, niż sugeruje domyślny scenariusz dorosłego życia.
„Zrozumiałem, że potrafię zadbać o siebie, robić rzeczy trochę inaczej i prowadzić znacznie bardziej niesamowite życie”.
To nie jest opowieść o celebrycie uciekającym na weekend do natury. Góry stanowią rdzeń jego muzyki. Hurricane twierdzi, że właśnie tam pojawiają się melodie i teksty. Fingerpicking ma naśladować płynącą wodę, niebo i zbocza. Dźwięk staje się zapisem tego, jak on sam doświadcza krajobrazu.
Roan Highlands nazywa miejscem, w którym czuje się najbliżej stanu, w jakim być może powinien znajdować się przez cały czas.
Jak brzmi mistyczny shrimp folk?
Najprostsza odpowiedź brzmi: jak amerykański folk wypuszczony poza ogrodzenie gatunku. Jest tu blues, country, psychodelia, tradycja gitarowych włóczęgów, pozostałości hip-hopu i język stworzony przez samego Franka.
Hurricane wszedł na scenę DIY jako raper. Z czasem skierował się w stronę akustycznego grania i duchowego bluesa, ale nie porzucił charakterystycznego flow ani sposobu budowania własnej persony. Jego koncerty przypominają skrzyżowanie występu folkowego songwritera, stand-upu, kazania wygłaszanego przez wędrownego proroka i rozmowy z nieznajomym spotkanym po drugiej w nocy na parkingu.
Grzesiek Czyż, czyli DJameryka, znawca współczesnej amerykańskiej sceny country i prywatnie znajomy Hurricane’a, nazywa go jednym z najlepszych ludzi, jakich poznał. Polecając koncert, zwraca uwagę przede wszystkim na mówione fragmenty: „Musisz posłuchać, jak on gada”.
To ważna wskazówka. Nagrania pokazują piosenki, ale nie oddają pełnego zjawiska.
Codzienna Ameryka jest wystarczająco dziwna
Frank szuka miejsc, do których nie prowadzi popularny przewodnik: ukrytych pól namiotowych, wodospadów, osobliwych restauracji i chat zamieszkanych przez ludzi mających własne zasady. Potem przenosi poznane postacie do piosenek albo opowiada o nich ze sceny.
Jedno z jego najlepszych zdań dotyczy właśnie podróżowania. Hurricane zauważa, że drobne sytuacje często okazują się większą przygodą niż wydarzenia powszechnie uznawane za przygodę. Jego muzyka próbuje przywrócić tym małym rzeczom odpowiednią rangę.
Świetnie działa tu krótki film „Same Old Place”, opublikowany ponad dekadę temu przez Jimmy’ego Hughesa. Hurricane zachwala w nim pizzę z bostońskiego lokalu Freda Ciampy. Teoretycznie jest to reklama. W praktyce dwie i pół minuty wystarczają, żeby zobaczyć cały jego magnetyzm: potok słów, kompletny brak ironicznego dystansu i zdolność zamienienia jedzenia kawałka pizzy w wydarzenie o niemal kosmicznym znaczeniu.
Muzyka na całe życie, nie droga do radia
Frank Hurricane nie przedstawia swojej twórczości jako kariery. Mówi o niej jak o zadaniu, które ma wykonywać przez całe życie. W dokumencie PBS stwierdza, że opowiadanie mistycznych historii jest jego misją.
Nie interesuje go pisanie z myślą o radiowym przełomie ani zdobyciu recenzji na modnym blogu. Za sukces uważa sytuację, w której ludzie dobrze się bawią i zaczynają czerpać więcej przyjemności z życia. Występ ma być dla publiczności mentalną i duchową przygodą.
Za tym językiem stoi obszerna dyskografia. Hurricane publikował muzykę samodzielnie oraz za pośrednictwem niezależnych wytwórni, między innymi Feeding Tube, Ultra Eczema, Mystra i Scissor Tail. Albumy Holy Mountain Coffee, Life Is Spiritual, Love Ya Love Ya czy nagrany z Frank & The Hurricanes River of Love dokumentują kolejne odcinki tej samej podróży.
W marcu 2026 roku ukazała się płyta Southern Shrymp (In The Big City). Otwiera ona bardziej miejską część jego świata, ale nie próbuje wygładzić artysty na potrzeby szerszej publiczności. Dobrym punktem wejścia jest teledysk „Taylor & Rhonda”, w którym tradycyjna piosenka i absurdalny humor pozostają nierozłączne.
Całej dyskografii można posłuchać na Bandcampie Franka Hurricane’a. Aktualności, archiwum tras i manifest duchowego shrimp folku znajdują się na jego oficjalnej stronie.
Dokument nominowany do Emmy
Trzynastominutowy portret przygotowany przez PBS NC porządkuje pozorny chaos tej postaci. Został wyemitowany w grudniu 2023 roku, a następnie otrzymał nominację do regionalnej nagrody Emmy.
Kamera towarzyszy Frankowi w górach, nad wodospadem, podczas przygotowań do koncertu i na scenie w Asheville. Widać człowieka, dla którego nie istnieje wyraźna granica między codziennością a występem. Rozmowa z przypadkowo spotkaną osobą, śniadanie, rozstawianie koszulek przy scenie i piosenka są elementami tej samej opowieści.
Najbardziej ujmujące jest to, że Hurricane nie próbuje udowodnić własnej autentyczności. Po prostu konsekwentnie zamieszkuje świat, który przez lata stworzył. Można uznać jego słownik za żart, lecz emocje pozostają zupełnie serio.
Frank Hurricane w Warszawie
24 września 2026 roku Frank Hurricane wystąpi w warszawskich Chmurach. Drzwi zostaną otwarte o godz. 20:00, a bilety kosztują 50 zł. Szczegóły organizacyjne są dostępne na stronie wydarzenia Frank Hurricane in Warsaw.
Koncert będzie pierwszą okazją, by sprawdzić w Warszawie, czym różni się słuchanie nagrań Franka od spotkania z nim na żywo. DJameryka nie pozostawia dużego pola do negocjacji: „To jest naprawdę wielkie zjawisko, zwłaszcza na żywo. Nie warto przegapić”.
Frank Hurricane nie mieści się w gatunku. Zbudował sobie osobny świat. We wrześniu na kilka godzin przeniesie go do Chmur.