Foodies

Jedzenie nie jest już tylko codziennie dawkowaną przyjemnością. Coraz częściej staje się sposobem na życie i spędzanie wolnego czasu. Łykane w pośpiechu fast foody czy byle jakie drożdżówki w przerwie między zajęciami są ostatecznością, którą wypiera prawdziwe smakowanie posiłków. Co i gdzie zjeść to pytania, na które odpowiedź z całą pewnością znają foodies.

W prostym tłumaczeniu foodies to smakosze, czyli osoby ceniące sobie dobrą kuchnię. Oczywiście ta krótka definicja nie oddaje całego fenomenu. Za początek terminu foodie, w dzisiejszym rozumieniu, można uznać wydaną w 1985 książkę autorstwa Paula Levy’ego i Ann Barr The Official Foodie Handbook. Wzrost zainteresowania gotowaniem w latach 80. i 90. spowodował powstanie wielu programów kulinarnych, które znamy do dzisiaj, takich jak brytyjski Master Chef. Moda na gotowanie i jedzenie rozwinęła się na tyle, że obecnie mamy książki kucharskie poświęcone bardzo wyrafinowanym daniom, programy, całe kanały o gotowaniu, a nawet smartfonowe aplikacje, pozwalające wyszukiwać konkretnych restauracji.

Nie tylko kubki smakowe

To, co w przypadku foodies najważniejsze to fakt, że działają przede wszystkim kompleksowo – cenią sobie nie tylko smak i wygląd potraw, lecz także sposób, w jaki są podawane. Wysoko w hierarchii umieszczają również wystrój lokalu, który ma zachęcać do spędzania w nim trochę więcej czasu. Nie chodzi więc o zwykłe spożywanie posiłku, ale o jego „doświadczanie”. Właśnie na przeżyciach związanych z jedzeniem opierają głównie swoje hobby. Dlatego dla foodies równie atrakcyjnym miejscem na obiad może być zarówno restauracja z gwiazdką Michelin, jak i bar mleczny na rogu. Każde z tych miejsc jest wyjątkowe w swój unikalny sposób i każde z nich gwarantuje różnorakie doznania.

Najważniejsze jest poszukiwanie przeżyć kulinarnych i spróbowanie jak największej liczby dań. To właśnie oni byli pierwszymi odwiedzającymi nowo powstałe burgerownie w Warszawie, kiedy zaczynał się na nie hype. Oni też zaczęli przerzucać się na kuchnie bardziej orientalne, kiedy bułki faszerowane mięsem się przejadły. Warszawscy foodies podążają za modą. Są zawsze jednymi z pierwszych klientów w nowych knajpach. Nieważne, czy wiedzą, jaką kuchnię serwuje restauracja, ważne że na kulinarnej mapie zaświecił nieodkryty punkt, który trzeba jak najszybciej sprawdzić.

Kulinarni trendsetterzy

Powiedzieć o foodies, że są to ludzie, którzy wpadli w mainstreamowy nurt i dają mu się po prostu ponieść to uproszczenie. Tak naprawdę bowiem w dużej mierze chodzi o zdolność kreowania tego, co później szybko się upowszechnia. Podróżując po mieście, ci poszukiwacze smaków przeczesują je głównie od kulinarnej strony. Wyjeżdżając gdziekolwiek, nie skupiają się na podziwianiu widoków czy zwiedzaniu muzeów. W przewodnikach najpilniej studiują rubrykę „restauracje i bary”, bo to tam będą spędzać najwięcej czasu. Aeropress w małej kawiarni w hipsterskiej dzielnicy, później tajskie burgery, znacznie różniące się od tych tradycyjnych, a wieczorem drink w podziemiach średniowiecznego zamku.

Tak właśnie mógłby wyglądać plan wycieczki każdego foodie. Oczywiście całość udokumentowana na Instagramie, obecność poświadczona na Swarm, a na koniec relacja umieszczona na blogu. Oceniają restauracje, przekazują swoje opinie dalej, tak aby każdy laik miał do nich dostęp, a potem mógł podjąć mniej przypadkową decyzję. Oni wiedzą nie tylko, jak smakuje kaczka podana we francuskiej restauracji na Lazurowym Wybrzeżu, ale też jak za żadne skarby smakować nie powinna. Dlatego mają, do czego się odnieść w swoich ocenach, gdy lądują w knajpach w Warszawie. I nie są to opinie opierane na subiektywnym podziale „dobre/niedobre”, prawdziwy foodie rozpoznaje i potrafi wskazać konkretne elementy, składające się na wysoką jakość danej potrawy.

eat2

Wybierz mnie!

Restauracje oceniają według własnych indywidualnych kryteriów. Są wybredni. To, co jednemu foodie będzie odpowiadać, dla drugiego może być zupełnym nieporozumieniem. Dlatego restauratorzy stoją przed nie lada wyzwaniem. Muszą za wszelką cenę zrobić wokół swojego miejsca odpowiedni szum – tak, aby było chętnie odwiedzane przez smakoszy. Jedni próbują wyróżnić się swoją kuchnią, serwując wyszukane smaki i prezentując nowe odsłony znanych wszystkim dań. Taką strategię obrała restauracja Mąka i Woda, która pokazała warszawiakom jak wyglądają prawdziwa włoska pizza i makaron. Ich menu zaskakuje różnorodnością i oryginalnymi połączeniami smaków takimi jak np. pizza z gruszką i gorgonzolą. Innym pomysłem na zwrócenie na siebie uwagi jest oferowanie nieznanej kuchni, jak robi to restauracja UkiUki, która serwuje prawdziwy japoński makaron Udon, podawany dodatkowo w tradycyjny sposób.

O tym, jak ważna jest lokalizacja wiedzą właściciele knajp, które usytuowane są w nietypowym miejscu. Niestandardowa miejscówka to gratka dla rzeszy kapryśnych foodies. Jednak czasem to właśnie proste rozwiązania są najlepsze. Foodies nie stronią od miejsc, których historia jest dobrze znana. Takim lokalem jest bez wątpienia bar mleczny Prasowy. Można tam spotkać zarówno ludzi w garniturach, jak i mniej szykownych gości, studentów, pracowników pobliskich sklepów czy też amatorów domowego jedzenia. Mimo że dookoła jest mnóstwo innych knajp, to właśnie historia Prasowego świadczy o jego wyjątkowości. Na liście pozycji „must check” lądują bowiem nie tylko miejscówki, które dopiero się pojawiły.

Lokalny koloryt

Warszawscy foodies nie różnią się znacznie od swoich zagranicznych kolegów. Idea jest ta sama, choć możliwości ciągle jednak nieco inne. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest też fakt, że ciągle brakuje u nas nagradzanych restauracji. Takich lokali jest wciąż znacznie mniej niż na Zachodzie. Mamy dopiero jeden z gwiazdką Michelin, a w całym niezwykle uznanym przewodniku kulinarnym znajduje się w sumie 45 restauracji z dwóch polskich miast – Warszawy i Krakowa. Nie oznacza to, że brak nad Wisłą ciekawych miejsc. Po prostu rynek jest wciąż bardzo świeży i na dorobku. Poszukując informacji, warto zajrzeć do internetu.

Jednym z ważniejszych źródeł inspiracji jest miesięcznik Kukbuk. Tworzony przez foodies dla foodies jest biblią, którą trzeba śledzić, by być na bieżąco z kulinarnymi trendami.Wszystko podane bardzo estetycznie i okraszone przepięknymi zdjęciami jedzenia. Na mobilnych czekają aplikacje Foursquare lub Yelp. Dzięki nim łatwo dowiedzieć się, co ciekawego znajduje się w pobliżu, a komentarze foodies pomogą wybrać najlepszą opcję. Inspiracją może być także strona Warsaw Foodie, która stanowi źródło informacji, gdzie warto zajrzeć. Prowadzona przez parę kulinarnych blogerek zawiera opisy miejsc już otwartych oraz takich, które dopiero od niedawna zapraszają do wspólnego stołu. Jeśli więc warto wierzyć internetowym memom, to jednym z prawdziwszych wydaje się ten przekonujący, że chociaż wszystko w życiu może spowodować zawód, nie zawiedzie jedzenie. A o to, żeby się nim nie rozczarować nawet minimalnie dba coraz lepiej zorganizowana grupa ludzi, która z troski o kulinarną satysfakcję uczyniła priorytet.

 

tekst | Karol Sobczak

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera