Fit kontra trip

impreza

Godzina 6 rano, sobota. Pierwszym dziennym wracam do swojego mieszkania w centrum Warszawy. Zmęczona życiem, wypluta, przeżuta i z alkoholem płynącym w moich żyłach rozglądam się po autobusie. Widzę parę niedobitków z imprezy, parę korposzczurów jadących do pracy na 7 rano i parę osób z szejkami w ręku, z torbami na siłownie na ramieniu, z których wystają butle wody i sportowe buty. I nagle bach! Jest mi głupio. Czuję zazdrość, wstyd i zmieszanie. Oni mogą a ja nie? Czas zmotywować się do działania! Postanowienie z rana: Jak tylko wyleczę kaca popylam na siłownie po karnet. Koniec z leserstwem. Będę superfit i w kuchni zrobię ołtarzyk Anny Lewandowskiej.

Gdzie się podziali moi znajomi? Znajomi weekendowi? Z którymi można było pójść do klubu, kulturalnie się schlać i posłuchać ich życiówek po różnych, niezidentyfikowanych proszkach? Pochłonęła ich siłownia i liczenie kalorii. Koniec z kontaktami w komórce do tajemniczych Misterów D. Teraz tylko białko! Już nie znajdziesz na ich Instagramach zdjęć z Nowej Jerozolimy, wszystko wykasowane. Teraz tylko „food diary” i samojebki w szatni.

Zdrowe odżywianie, Crossfit i TRX przejęło kontrole nad kobietami i facetami w przedziale wiekowym 18-35. Cierpi branża klubowa, cierpią pokątni handlarze i cierpią kebaby. Salad Story miażdży Burger Kinga.

Jeśli późną nocą zobaczysz typa biegnącego w obcisłych legginsach, niekoniecznie jest to trans, który i wybiegł z Glamu w zmienionym stanie świadomości. Jest to obywatel porządny i fit! Obywatel P.F.!

W tłumie ginie młodzież, która bawi się na pograniczu prawa na Audioriver, próbująca coraz to nowszych chemicznych zabaw i mająca za idolów popularnych aktorów czy muzyków z bardzo niezdrowymi side hobbies. Rośnie nam pokolenie czytające „Men’s Health” i „Women’s Health”, z alkoholi pijące (ewentualnie) cydr i niejedzące glutenu.

Kluby pustoszeją po 2 rano. Ludzie wpadają na chwilę, aby popisać się swoim ciałem, świeżo wyrzeźbionym na siłowni i spadają do domu, regenerować się przed kolejnym porannym wyciskiem. Krzywo patrzą się na wychudzonych od narkotyków lub zaokrąglonych od kebabów „party animals”. Nagle imprezowanie stało się lamerskie. Uzależnienia są passe.

Świat się obudził. Jest szał na bycie fit, propagowanie zdrowego trybu życia. Tylko w jaką stronę to wszystko zmierza? Czy teraz osoby, które w piątek wieczorem planują wyjście na piwo będą traktowane jako outsiderzy? Wszystko jest dla ludzi. W rozsądnych ilościach. Propsujmy zdrowe odżywianie i ładne sylwetki, ale nie zapominajmy też, że od czasu do czasu „cheat day” może wyjść nam na zdrowie. Choćby psychiczne.

tekst | Basia Dudek

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera