E-narkotyki – czy można odurzyć się dźwiękiem?

e-narkotyki
źródło:pixaby.com

E-narkotyki to kompozycje dźwięków, o różnej częstotliwości, mające oddziaływać na mózg i ciało w określony, narkotyczny sposób. Dudnienie różnicowe czyli docierające do uszu fale o odmiennej częstotliwości mają powodować zmiany świadomości podobne do tych, które można doświadczyć po zażyciu LSD, opium czy marihuany. Co istotne, należy ich słuchać wyłącznie na słuchawkach i najlepiej takich, które mają bardzo czuły zakres przetwarzanych częstotliwości, czyli raczej trzeba sięgnąć po te z wyższej półki.

Wiodącą dystrybucją tych dźwiękowych “odurzaczy” zajmuje się platforma I-Doser.com, który oferuje, płatną (a jakże!) ofertę wyselekcjonowanych utworów (dosów) oraz dedykowany program do ich pobierania. Chociaż narkotyki charakteryzują się tym, że nikt nie dołącza do nich instrukcji obsługi, to zainteresowani cyfrowym odurzeniem powinni zaopatrzyć się w 40 stronicowy przewodnik po stronie, aby nauczyć się, jak prawidłowo uzyskać dostęp do plików MP3. Mamy tu do czynienia z klasycznym schematem, pierwsze otrzymasz za darmo, potem czekają pakiety abonamentowe.

Aby przyciągnąć szerszą rzeszę odbiorców, idosy mają nie tylko odurzać, ale przyspieszać uczenie, sprzątanie, a nawet wspomagać odchudzanie. E-narkotyki z powodzeniem można znaleźć na takich platformach jak spotify czy youtube.

Ciało człowieka to orkiestra o pełnej skali częstotliwości.

Pierwsze badania nad częstotliwością fal pamiętają jeszcze wiek XVII. Czy jest to zatem jakieś epokowe odkrycie? Niekoniecznie.

e-narkotyki

To, na co mamy niezbite dowody to fakt, że człowiek odbiera dźwięki multisensorycznie czyli całym ciałem. Oznacza to tyle, że poszczególne drgania odbieramy przez skórę, gałki oczne a nawet narządy wewnętrzne. Bębenki uszne rzeczywiście wzmacniają ten efekt nawet dwudziestopięciokrotnie oraz są odpowiedzialne za przetwarzanie dźwięków. Ponadto nasze ciało również generuje masę najróżniejszych dźwięków o zróżnicowanej częstotliwości. Na przykład, żołądek jest szczególnie podatny na niskie częstotliwości. Enzymy trawienne pracują na poziomie 10 hz, jednak gdy się najemy, drgania ulegają zmianie i żołądek wchodzi na “wyższe tony”.

Podobnie jest z dźwiękami, które generujemy za pomocą strun głosowych i mięśni krtani. Od ich napięcia i częstotliwości drgań zależy to, czy wydobędzie się z nas głos donośny i mocny czy stłumiony i niepewny. Drgania są uzależnione od odbieranych bodźców i stanów emocjonalnych, które akurat przeżywamy. Co ciekawe, istnieje również mechanizm, który odpowiada za przesyłanie drgań na odległość. Gdy słuchamy kogoś w milczeniu, nasze struny głosowe poruszają się zgodnie ze strunami naszego rozmówcy.

Dosy – realne zagrożenie czy siła sugestii?

To co oferuje I-Doser za pośrednictwem swoich produktów to generowanie określonych stanów świadomości i stanów emocjonalnych. Doświadczył tego niemal każdy podczas …słuchania muzyki. Utwory, które lubimy zapętlamy bez końca, te które nas irytują wyłączamy bez zawahania. Reagujemy automatycznie. Jedna melodia nas wzrusza, inna sprawia, że łatwiej wstaje nam się z łóżka, do biegania wybieramy coś co wprowadzi nas w rytm czy trans.

Trans, w przypadku dosów to słowo klucz. O ile muzykę dobieramy do nastroju instynktownie, o tyle e-narkotyki są skomponowane w taki sposób by dawały bardzo konkretne odczucia. Ich zadaniem jest doprowadzić nas do stanu porównywalnego z zażyciem heroiny, amfetaminy. Mogą też wprowadzić w stan hipnozy czy świadomego snu.

Odbiorcy tego typu używki to zwykle młodzi ludzie, którzy szukają mocnych wrażeń, nie narażając się na odpowiedzialność karną. Jedni zachwycają się ich skutecznością, inni rezygnują zniechęceni brakiem efektów. Pierwsze badania fMRI (rezonans magnetyczny) przeprowadzane podczas korzystania z dosów, nie wykazały żadnych zmian w obszarach mogących się na ich skutek aktywować.

E-narkotyki cieszą się popularnością głównie za oceanem. Na polskim rynku to nowość, co widać też wchodząc na polski odpowiednik strony I-Doser. Terapeuci uzależnień pytani o zagrożenia płynące z korzystania z takich używek rozkładają ręce. Argumentują to brakiem przypadków, podkreślając, że uzależnić można się od wszystkiego, więc trzeba pozostać czujnym na takie eksperymenty.

Na koniec warto przypomnieć, że zarówno medytacje, mantry, koncerty mis tybetańskich i podobne rytualne obrzędy oparte są właśnie na operowaniu dźwiękiem o konkretnych częstotliwościach. Zwykle mają właśnie wspomagać nasze ciało w “dostrojeniu” się do określonego stanu psychofizycznego. Bazują zatem na powszechnej wiedzy.

Nasuwa się więc refleksja, że dosy to prosty marketingowy chwyt mający przyciągnąć nastolatków, którzy chętnie zapłacą za spróbowanie czegoś “zakazanego”. Jak na przykład haj wywołany marihuaną.

Tekst: Iga Woytynowska

Zobacz też:

Nie jest prawdą, że dopalacze nie istniały wcześniej. Historia krótkiego romansu Polski z „legalnymi narkotykami”

Komentarze
Rate this post

Zapisz się do Newslettera